poniedziałek, 24 stycznia 2011

Rozważania na temat malarstwa - skandalista Henri Gervex

Henri Gervex (1852-1929), francuski malarz urodzony w Paryżu, studiował malarstwo w Cabanel, Brisset i Fromentin. W zasadzie był malarzem akademickim, chociaż ulegał też wpływowi impresjonizmu. Jego wczesne prace należały prawie wyłącznie do mitologicznego gatunku, który posłużył jako pretekst do malowania nago, ale nie zawsze w najlepszym smaku. Nie będą jednak przytaczał tutaj jego biografii lecz przybliżę dwa jego największe dzieła, z których jest on znany i które mają swoją ciekawą historię. Pierwszy obraz to jego słynna "Rolla" z 1878 roku, natomiast drugi, o którym chciałbym coś powiedzieć to płótno o nazwie "Dr Pan at the Salptrihre (Przed operacją)" z 1887r.
Skandaliczna "Rolla".
Rolla, 1878 r., olej na płótnie, 175 na 220 cm, Musée d'Orsay, Paris, France 
Wiosną 1878 roku, na miesiąc przed inauguracją słynnego "Salon de Paris", "Rolla" została brutalnie wyłączona z imprezy przez administrację salonu Beaux-Arts. Trzeba jednak przyznać, że Henri Gervex był już wtedy dość znanym malarzem a w wieku zaledwie 26 lat, miał już nawet medal na tym Salonie, więc teoretycznie mógł odstąpić od wystawienia obrazu do oceny przez jury, przed jego prezentacją na Salonie. Ale tym razem postanowił inaczej a władze, w nieoczekiwany sposób uznały scenę za "niemoralną". Więc co w niej takiego było, że wybuchł skandal! Gervex znalazł inspirację malarską do "Rolli" w poemacie Alfreda de Musset (1810-1857), opublikowanym w 1833 roku. Tekst ten opowiada losy młodego przedstawiciela burżuazji, rozpustnika i kobieciarza, niejakiego Jacquesa Rolla, żyjącego w lenistwie i rozpuście. Właśnie spotkał się on z nastoletnią Marią, która trudni się prostytucją aby uciec od nędzy. Widzimy go więc tutaj po upojnej nocy, jak patrzy na śpiącą kochankę i ... chce ze sobą skończyć! Stojąc przy oknie, zwrócił więc oczy w kierunku śpiącej jeszcze dziewczyny i postanowił popełnić samobójstwo za pomocą trucizny. I tyle. Jeśli scena ta została uznana za nieprzyzwoitą, to nie ze względu na nagość Marie, która w żaden sposób nie odbiegała od kanonu aktów w tych czasach. Dla żyjących wówczas paryżan odbiór tej sceny był o dziwo zgoła inny. Artysta chciał podobno w ten sposób zwrócić uwagę współczesnych, na problem płytkości życia. Układ zrzuconych elementów garderoby, tj. sukni, pończoch, gorsetu, leżącego nań cylindra ma znaczenie symboliczne. Istotnie, rozmieszczenie i charakter rozłożonej odzieży jasno wskazuje na intencje Marii i jej statusu jako prostytutki. Ponadto, laska (postrzegana jako symbol falliczny) wyłaniająca się z fałdów odzieży jest przedstawiona jako metafora stosunku płciowego. Ale już człowiek przedstawiony w rozpiętej koszuli (co właśnie nie zostało uznane za całkowicie grzeczne, w odróżnieniu od mężczyzn, których nagie torsy można było zobaczyć na wielu obrazach w 19 wieku) zaszokował krytyków. Dziwne, że dla Paryża z "Moulin Rouge" i otaczającymi go niezliczonymi burdelami i pokojami na godziny, taka dosłowność wydawała się niedopuszczalna! Skąd my to znamy? W czystej postaci hipokryzja. Po wykluczeniu obrazu z Salonu, Gervex wcale nie zniechęcił się i jego "Rolla" była wystawiana przez trzy miesiące, ale w galerii pewnego paryskiego handlarza dziełami sztuki, która bardzo szybko stała się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w mieście. Skandal ten, w dużej mierze rozdmuchany przez gazety, przyciągnął do obrazu tłumy ludzi. Wiele lat później, w wywiadzie opublikowanym w 1924 roku, Gervex miał przyjemność przypomnieć, że w obejrzeniu jego dzieła brał udział "nieprzerwany korowód odwiedzających". Rzeczywiście, obraz ten na żywo robi niesamowite wrażenie i jest ogromny. Miałem szczęście oglądać go na żywo w 2007 roku, w Muzeum d'Orsay w Paryżu. Ciekawe, że w internecie można znaleźć informację, że obraz ten znajduje się Muzeum w Bordeaux i tam właśnie jest jego stałe miejsce ekspozycji. Ale ja widziałem go w d'Orsay! Może był wypożyczony? albo to była kopia!? Może ktoś coś o tym wie więcej?

Drugie dzieło Gervex to obraz zatytułowany "Dr Pan at the Salptrihre" (Przed operacją). 
Przed operacją, 1887 r., Olej na płótnie, 242 na 188 cm. Musée d'Orsay, Paris, France
Tytuł "Przed operacją" jest to skrót dla rzekomo bardziej poprawnego tytułu obrazu, który jest znany również jako "dr Pean Nauczanie odkrycie Kompresja naczyń krwionośnych w St Louis Hospital". Obraz przedstawiony został w Salon de la Société des Artistes Français w 1887 roku i był uważany przez niektórych współczesnych krytyków jako nowoczesna wersja słynnej "Lekcji anatomii doktora Tulpa" Rembrandta. Podobnie jak jego sławny poprzednik, Gervex pokazuje słynnego lekarza otoczonego przez swoich asystentów i jego uczniów pochylających się nad przedmiotem operacji, czyli półnagą kobietą, która leży na stole operacyjnym, na pierwszym planie. Jednak w odróżnieniu od swojego starszego odpowiednika, Gevrex wybrał tutaj dynamiczną kompozycję, która pozwoliła mu pokazać bardziej szczegółowo fizyczne otoczenie stołu a także umożliwiła w powodzi intensywnego światła wyolbrzymić dramatyczny aspekt całej sceny. Zamiast statycznego układu Rembrandta, celowo został wybrany dynamiczny układ z przesuniętym centrum kompozycji, co pogłębiło postawę i ruchy bohaterów, którzy są ze sobą połączeni w złożoną sieć gestów i spojrzeń. Malarz wprowadził także zestaw narzędzi chirurgicznych, które zostały ułożone na białym obrusie w dolnej lewej części pierwszego planu, jako wyróżnik najnowszego postępu naukowego. Temat w sam raz dla artystów lekarzy z gatunku "zimny chirurg". No i ciekawe jest tylko, czy ten gość, który siedzi i pochyla się nad lewą piersią pacjentki i trzyma ją za nadgarstek, to mierzy jej tętno czy liczy jej na głos barany dla celów narkozy? Bo zegarka u niego nie widzę...ale za to ściągę z listą baranów tak. Może ktoś wie?

niedziela, 23 stycznia 2011

Co na paletach ?

Piątek, 21 stycznia, kolejne spotkanie. Prawie komplet! Urodziny Marysi de Weyher. Więc jak zwykle impreza. Ciacha, kawa i takie tam... Fajnie i prawie rodzinnie. Dyskusja, że hej! 
A potem jak zwykle wyścig zbrojeń w tym kto co zmalował. Miłym, przynajmniej dla mnie, akcentem było zaperentowanie się Krysi Krawczyk z prześlicznymi obrazkami pin-up girl wykonanymi na podstawie obrazów Jeana Gabriela Domergue'a, o którym pisałem już w listopadzie. To miło, kiedy moje wpisy działają tak inspirująco. Ale sami popatrzcie jaki kapitalny efekt uzyskała nasza koleżanka.
 
Doprawdy imponujące! A potem, na deser zaprezentowała jeszcze rewelacyjną panoramę Gdańska. No, no. Całkiem nieźle. Pamiętając z czego ona to namalowała ...to trzeba zdejmować czapki z głów przez Krysią.
Potem swoje nowości zaprezentowała koleżanka Wioleta Nieroda. Ona z kolei spróbowała swoich sił w technice pasteli. A rezultat, moim zdaniem naprawdę udany. Przepiękne obrazki. Uwaga bo rośnie nam talent! Czekamy na więcej.
 
Jak zwykle dopisała nam również druga Krysia, Bajorek. Pokazała dwie nowe prace. Sami popatrzcie.
 
 
Krysia, nieustannie unosi się na falach prądu Art-Deco i malarstwa modernistycznego. To świetnie, że specjalizuje się w trochę innym, bo odbiegającym od tradycyjnego stylu malowania. Ona bardzo wzbogaciła naszą grupę swoją osobowością. A reszta malarzy. Hmm... Reszta nie miała czasu na głupoty malarskie i zajadała się ciachem i czekoladkami. Tak więc do następnego spotkania, może pojawi się jeszcze coś nowego w portfolio pozostałych artystów?

piątek, 21 stycznia 2011

Rozważania na temat malarstwa - Absyntowe urojenia malarzy

"Absynt "(fr. L'Absinthe) (92 x 68 cm) - arcydzieło namalowane przez Edgara Degas. Pierwotnie nazywany był jako "Sztuka francuskiego cafe", następnie "Ludzie w kawiarni" a w 1893 został przemianowany na "Nieobecny". 
Degas przedstawił na nim sylwetki artysty Marcellina Debuta i aktorki Ellen Andre (fr. Ellen Andrée), siedzących razem przy stoliku w kawiarni "Nowe Ateny" w Paryżu. Ellen Andre, gwiazda kabaretu "Folies Bergere" siedzi sobie w eleganckiej sukience, jednak w przekazie malarskim Degasa, stanowi na obrazie zwykłą, prostą kobietę. Przed nią na stole stoi kieliszek z absyntem i wyraźnie nie jest to jej pierwszy kieliszek! Kobieta ma nogi lekko wyciągnięte do przodu, ramiona opadłe, wzrok zamarły. Przed jej towarzyszem o przekrwionych oczach, stoi natomiast lampka z tzw. mazagranem - popularnym środkiem na kaca. [Mazagran jest to drink sporządzony ze słodzonej kawy z dodatkiem koniaku lub rumu, podawany jako schłodzony, często z kostkami lodu, w wysokiej szklance. Nazwa "mazagran" wywodzi się od algierskiego miasta Mazagran]. Można więc przypuszczać, że cała akcja ujęta na obrazie, toczy się wcześnie rano. Na sąsiednim stoliku obok kobiety stoi dzbanek z wodą, która była stosowana zazwyczaj do rozcieńczania absyntu. Na pierwszym planie po lewej stronie obrazu, widać egzemplarz gazety, która jest przymocowana do specjalnej laski. Wzdłuż krawędzi gazety Degas umieścił swój podpis. Za siedzącą parą wisi lustro, oprawione w charakterystycznym "fotograficznym" dla Degas stylu. Odzwierciedla ono m.in. zasłonięte okno, przez które widać tło ulicy przed kafejką. Mężczyzna patrzy sobie w dal, natomiast kobieta obojętnie patrzy prosto przed siebie. Podobno, krytycy malarstwa twierdzą, że cienie osób odbitych w lustrze dają obrazowi atmosferę przemijania a obraz przedstawia coraz bardziej odizolowane od siebie jednostki ludzkie, w szybko rozwijającym się wówczas Paryżu. Trochę udziwniona ta interpretacja. Podczas pierwszego pokazu w 1876 roku obraz został wyjątkowo negatywnie oceniony przez krytyków, którzy uważali go za brzydki i obrzydliwy. Po tym długo go nie pokazywano. Później, w  1893 roku, na wystawie w Anglii, krytycy nazwali "Absynt" wulgarnym i ...postrzegali go jako wyzwanie dla moralności. Obecnie obraz znajduje się w Muzeum d'Orsay w Paryżu.

Informacje dla smakoszy! [źródło: Wikipedia]
Absynt (fr. Absinthe, ang. Absinthe lub Absinth) to alkoholowy napój wysokoprocentowy, otrzymywany w procesie destylacji z różnego rodzaju ziół, przede wszystkim z kwiatów i liści piołunu (Artemisia absinthium) oraz anyżu, z dodatkiem kopru włoskiego, hyzopu i innych. Absynt zaliczany jest do likierów lub wódek smakowych. Zdarza się, że jest błędnie klasyfikowany jako rodzaj nalewki, którą nie jest. Ponieważ absynt jest zazwyczaj zielony (naturalnie lub z powodu dodanego barwnika), a także ze względu na jego domniemane właściwości psychoaktywne, związane z zawartym w nim tujonem, nazywany jest potocznie Zieloną Wróżką (fr. 'la Fée Verte', ang. 'The Green Fairy'). Z powodu wysokiej zawartości alkoholu i znacznego stężenia olejków eterycznych powstało wiele sposobów spożywania tego trunku. Pijący absynt dodają trzy do pięciu części lodowatej wody do jednej części alkoholu, co powoduje jego mętnienie. Woda używana jest również do rozpuszczania cukru, dodawanego w celu zmniejszenia goryczy. Wszystkie te przygotowania są uważane za istotną część doświadczenia wynikającego ze spożywania absyntu, do tego stopnia, że zostały one zrytualizowane i uzupełnione specjalnymi ażurowymi łyżeczkami i innymi akcesoriami. Smak absyntu jest podobny do innych alkoholi z zawartością anyżu z wyraźnie zaznaczoną goryczą, przełamywaną z powodu dodatku różnych ziół. Pierwsza receptura została opracowana w Szwajcarii. Początkowo stosowany był jako cudowny eliksir na wszelkie dolegliwości, zwłaszcza przeciwbólowo. Jednak znacznie większą popularność absynt zdobył na przełomie XIX i XX wieku we Francji, zwłaszcza pośród paryskiej bohemy artystycznej, dzięki której romantyczne skojarzenia z tym alkoholem trwają w kulturze masowej do dziś. U szczytu swojej popularności trunek został opisany jako niebezpieczny, silnie uzależniający narkotyk. Zawarty w piołunie tujon został oskarżony o większość szkodliwych skutków spożywania tego alkoholu. Do roku 1915 zakazano wytwarzania i sprzedaży w większości państw europejskich i w Stanach Zjednoczonych. Jednak żadne dowody nie wskazują na to, żeby absynt był bardziej niebezpieczny, czy w większym stopniu psychoaktywny, niż inne alkohole. Wznowienie produkcji nastąpiło w początku lat 90. XX wieku, kiedy to państwa, należące do Unii Europejskiej zaczęły stopniowo zezwalać na produkcję i sprzedaż trunku.
Sposób konsumpcji! [źródło: Wikipedia]
Rytuał ognia.
Nad szklanką lub kieliszkiem trzymamy łyżeczkę, na której kładziemy kostkę bądź wsypujemy odpowiednią ilość cukru. Powoli wlewamy przez łyżeczkę 50 ml (lub według swojego uznania) absyntu. Podpalamy cukier nasiąknięty trunkiem i czekamy aż cukier się stopi. Kiedy płomień zacznie gasnąć wlewamy wodę (najlepiej mineralną, niegazowaną, ilość: 50 ml lub według upodobań). Mieszamy. Wypijamy jak najszybciej. Ogólnie rzecz biorąc ten sposób nie ma nic wspólnego z klasycznym piciem absyntu. Podkreślić należy, że podpalenie trunku nijak nie wpływa na zmianę jego smaku. Jest jedynie efektowne. Może być niebezpieczne. Zdarzały się poparzenia jamy ustnej przez niewprawnych degustatorów, ponadto można przy okazji zniszczyć, niejednokrotnie drogie, akcesoria, jak łyżeczki czy kieliszki. Podpalanie absyntu przed konsumpcją jest również czasami – błędnie – zwane "czeskim sposobem degustacji". Rytuał ognia jest wymysłem końca XX wieku raczej na potrzeby hollywoodzkich produkcji filmowych niż na potrzeby prawdziwych degustatorów trunku.
Rytuał wody.
Wlewamy do szklanki lub kieliszka odpowiednią ilość absyntu (20 – 30 ml). Na ażurową (z dziurkami) łyżeczkę kładziemy kostkę cukru, polewamy cukier, aby nasiąkł, czekamy, aż syrop zacznie ściekać do kieliszka, stopniowo przesączamy resztę wody. Woda powinna być lodowata albo bardzo zimna, stosunek absyntu do wody: 1:3, ewentualnie 1:5 czy 1:7. Jeśli na łyżeczce zostało już mało lub wcale cukru,mieszamy nią absynt. pijemy bardzo powoli, delektując się każdym łykiem. W przypadku absyntów francuskich najpierw wyczuwamy anyż, hyzop, koper i na samym końcu nutę piołunu, jeśli chodzi o absynt szwajcarski, dominujące nuty to koper i piołun, z delikatną nutą mięty. Absynt zaś to perfekcyjne połączenie anyżu i piołunu z lekkim, ale wyczuwalnym cytrusowym odcieniem. Sposób ten często zwany jest też "sposobem francuskim". Jest najbardziej klasycznym sposobem picia absyntu.
Rytuał powietrza.
Na posrebrzanej łyżeczce podgrzewamy cukier z wodą do momentu utworzenia syropu. Roztwór wlewamy do szklanki. Następnie po ściankach naczynia wlewamy absynt w stosunku 1:1 i podpalamy. Po chwili zdmuchujemy płomień i roztwór jest gotowy do picia. Sposób ten często zwany jest też "sposobem Janisa"- bardzo popularny w centralnej Francji oraz w Polsce.

czwartek, 20 stycznia 2011

Inspiracje - miejskie malarstwo pejzażowe Władimira Paroszina

"Od dzieciństwa kochałem samotność" - mówił tak o sobie, Władimir Abramowicz Paroshin.

Władimir Abramowicz urodził się w 1950 roku; w 1971 ukończył Szkołę Plastyczną w Abramcewo. Ten ciekawy, mało znany (przynajmniej u nas) rosyjski artysta malarz był uczestnikiem wielu wystaw w Rosji i za granicą. Jego obrazy znajdują się w muzeach w Rosji i w galeriach we Francji, Ameryce, Niemczech i Włoszech. 
Jego znak rozpoznawczy, to bardzo nastrojowe miejskie malarstwo pejzażowe. Jest ono bardzo proste i skromne, ale za to moc ekspresji tych płócien jest ogromna. Wciągająca, niesamowicie magiczna maniera malarska, skondensowany liryzm i subtelny smutek jego dzieł nie pozwala przejść obojętnie obok tych obrazów. Na swoich płótnach Vladimir Paroshin przedstawia domy i rezydencje starej części Moskwy. Pokazuje na nich ciemne zaułki Arbatu, strome wzgórza Rozhdestvenki. 
Można odnieść wrażenie, że Paroshin wnika głęboko w zmieniającą się rzeczywistość i nieuchwytnie tworzy w swoich pracach ponadczasowy, metafizyczny klimat. W pokazywanej na jego obrazach przestrzeni praktycznie nie ma ludzi, natomiast pokazane widoki starych domów zachowują się tak jakby same żyły.
W swoich obrazach artysta prezentuje wszelkie detale i uchybienia - ciemne łuki i ściany domów z luźnym, popękanym tynkiem, zakurzone okna, zardzewiałe dachy piwnic, pogniecione blachy rynien, stare klatki schodowe, stare drewniane wejścia z drzwiami. Tworzy to w efekcie bardzo ciekawe i poetyckie krajobrazy, przez które przebija światło słoneczne, niosąc niespokojny nastrój, niedopowiedzenie, nadzieję czy miłe wspomnienia. Popatrzmy na te obrazy. Są naprawdę piękne!
 
 
 
 
 
Może ktoś zastosuje pomysł Paroshina i namaluje pejzaże naszego miasta?

wtorek, 18 stycznia 2011

Filozofia domowa - Nie mam co robić gdy nic nie chce mi się robić

Przeczytałem dzisiaj mądry blog pewnego bardzo interesującego blogera-fizyka, z którego zaczerpnąłem zresztą dzisiejszy wątek i tytuł wpisu. I pomyślałem sobie, że co prawda mam też parę książek, które mógłbym w zasadzie przeczytać ale mi się wcale nie chce czytać. Mógłbym też wziąć się za dokończenie kilku rozpoczętych już obrazów, ale mi się w ogóle nie chce malować. Mam też kilka fajnych filmów, które mógłbym oglądnąć, ale szkoda mi na to czasu a poza tym, to tak naprawdę mi się nie chce oglądać tiwi. Na wszystko szkoda mi mojego czasu a z kolei nic nie robić też mi się nie chce, że zacytuję tutaj kolegę fizyka. I co robić?
Wygląda na to, że na coś chyba jednak czekam... Ale na co? A czekać mi się też nie chce...bo szkoda czasu. Ale chyba jednak coś pogrzebię w sieci i przygotuję być może nowy artykuł na naszego bloga. Bo jak popatrzę na tych młodych ludzi, na zamieszczonych obok fotografiach, to uświadamiam sobie, że oni też jednak na coś czekają i albo komuś z nich też coś się nie chce albo...
Piękne fotografie, prawda? A autorką ich jest pewna rosyjska dama, mistrzyni fotografii artystycznej, Tatiana Szabanowa.

niedziela, 16 stycznia 2011

Co na paletach ?



"Być kobietą to strasznie trudne zajęcie, bo polega głównie na zadawaniu się z mężczyznami".
 Joseph Conrad

Tak, tak panowie. Jak się okazało, to po prawie miesięcznej przerwie świąteczno-noworocznej swoje prace przyniosły jedynie nasze drogie koleżanki. I to ile prac przyniosły.... Starczyłoby na niezły wernisaż. Ale muszę również dodać, że nasze spotkanie miało jeszcze jeden bardzo miły akcent. Koleżanka Teresa Daszkiewicz miała swoje ...dwudzieste... no właśnie... urodziny. Życzyliśmy jej dużo zdrówka i wielu nowych, wspaniałych prac malarskich.
Nasza jubilatka Teresa (odwrócona na zdjęciu tyłem) odbierała życzenia od całej sekcji malarskiej.
Dla uświetnienia tej uroczystości odbył się pokaz najnowszych osiągnięć malarskich grona artystów z naszej sekcji. Jak wspomniałem na wstępie, wykazały się praktycznie jedynie nasze panie. Honoru rodzaju męskiego bronił, i to jak, kolega Czesław Szyszka. Ale od początku. Aż sześć prac przyniosła Krystyna Krawczyk. Były to nastrojowe pejzaże wykonane techniką olejną i akrylową. Trochę klimatów jesiennych i zimowych pozwoliło wczuć się w otaczającą nas za oknami atmosferę polskiej zimy. 
 
Krysia Krawczyk ma naprawdę niespożyte siły i co rusz raczy nas nowymi pracami. Gratulujemy i z niecierpliwością czekamy na jej nowe obrazy. A jestem pewien, że nas jeszcze nie raz zaskoczy. Kolejną twórczynią mogącą pochwalić się zbliżoną wydajnością jest niewątpliwie koleżanka Wioleta Nieroda. Jej prace są z miesiąca na miesiąc lepsze i dojrzalsze. A jej pejzaż z kutrem rybackim palce lizać! Sami popatrzcie...
 
 
 
Jak widać, nasza koleżanka ciągle szuka nowych tematów i próbuje odnaleźć swój styl. Lecz uważam, że właśnie na tym polega nasza zabawa w malarstwo. Trzeba wszystkiego popróbować, naśladować kogo się da. Bo tak naprawdę, to sam proces malowania ma nam dostarczyć tych najważniejszych przeżyć, dla których się co tydzień spotykamy. A kto tego jeszcze nie próbował robić, ten niestety nie będzie wiedział o co w tym chodzi. To fajnie jest znaleźć się w gronie podobnie "zakręconych" miłośników sztuki. 
Kolejną damą, która przyniosła swoje nowe prace była Krystyna Bajorek. Jak na beniaminka naszej sekcji radzi sobie naprawdę świetnie. A muszę przyznać, że jako nieliczna z naszego grona posiada swój łatwo rozpoznawalny styl. 
 
 
Widać w jej malarstwie i grafice silną inspirację twórczością m.in. artystki fantasy Josephiny Wall i genialnego czecha Alphonsa Muchy, ale to tylko dobrze rokuje na przyszłość. Sam uwielbiam oglądać dzieła Muchy, a zwłaszcza jego przepiękne i nastrojowe grafiki reklamowe. Więc z niecierpliwością czekam na nowe prace Krysi. A żeby nikt nie miał powodu do narzekania na małą ilość prac, swoje najnowsze produkty przyniosły również obie Marie. Marysia de Weyher pokazała swoje nowe pejzaże, w tym nową wersję wodospadu. Ona ma także łatwo rozpoznawalną manierę malarską.
Jej prace są dużego formatu i charakteryzują je soczyste i ciepłe barwy. Jeszcze nie spotkałem w swojej praktyce plenerowo-malarskiej, tak radosnej i ciągle uśmiechniętej artystki, której samo malowanie sprawia tyle satysfakcji. Ona wręcz kipi optymizmem a to jest bardzo zaraźliwe. To świetnie, że jest w naszym gronie. Natomiast druga Maria, o bardzo artystycznym nazwisku Donart, zaprezentowała dwie nowe, jeszcze w toku procesu tworzenia, prace z pejzażami.
 
Tęcza nad wodospadem i malowniczy zachód słońca z żaglowcem. Muszę przyznać, że obrazy koleżanki  Marii Donart posiadają naprawdę wielki potencjał nastroju i nostalgii. Bardzo przyjemnie się je ogląda na żywo, kiedy widać ich fakturę. Ona ma dar kreowania nastroju w swoich pracach. A to rzadka cecha.
A na zakończenie pokażę jeszcze najnowszy obraz naszego przesympatycznego nestora Czesława Szyszki. Jest to pejzaż ... chyba mazurski.
Przepięknie oddana perspektywa i leśny nastrój powodują, że na ten obraz można patrzeć bez końca. Nasz mistrz jest coraz lepszy. Jak wino, ...że nie będę wypominał szanownemu koledze wieku. 
I to by było narazie na tyle. Do następnego spotkania. Ciekawe ile nowych prac się pojawi w następny piątek?

wtorek, 11 stycznia 2011

Rozważania na temat malarstwa - okrągłe malarstwo Fernando Botero

Czy ktoś słyszał o sztuce południowoamerykańskiej? Czy znacie wielkiego Fernando Botero - kolumbijskiego artystę malarza i rzeźbiarza, karykaturzystę stylu klasycznego? Przyznać muszę, że osobiście bardzo słabo znałem jak dotąd ten temat. Dzisiaj to uzupełniam! Botero urodził się w Medellin (Kolumbia) 19.04.1932 roku w rodzinie kupieckiej. Jeszcze gdy przyszły artysta był bardzo młody jego rodzina straciła majątek a jego ojciec zmarł. Co ciekawe, wówczas, tj. w 1944 roku Fernando chciał zostać torreadorem i w ten sposób zamierzał zarabiać pieniądze. Spędził nawet kilka miesięcy szkole dla w matadorów. Jednak, na szczęście... dla sztuki, w wieku 15 lat postanowił zostać artystą. Uczynił to wbrew swojej konserwatywnej rodzinie, która wyznawała zasadę że, sztuka może być chwilową modą, ale nie zawodem. Pomimo tego Botero stopniowo zaczął tworzyć, a jego rysunki na różne tematy stanowiły dekoracje dla artykułów w lokalnej gazecie "El Kolombiano". Jako ilustrator, artysta pracował tam do 1951 roku, kiedy to przeniósł się do stolicy Bogoty. Tam spotkał się z przedstawicielami lokalnej awangardy. Póżniej, podczas swojej pierwszej wyprawy do Hiszpanii (1952), zderzył się z wielkimi dziełami Goi i Velazqueza, co całkowicie utwierdziło go w przekonaniu że poświęci się sztuce. W Madrycie, rozpoczął pierwszą naukę w szkole artystycznej. A po powrocie do domu, otworzył natychmiast swoją pierwszą Galerię "Leo Mathis". Jego obrazy były tak różnorodne, że osoby odwiedzające jego wystawę, na początku sądziły, że wystawia się tutaj kilku artystów. Inspiracją dla jego twórczości były obrazy od Gauguina aż do meksykańskich malarzy Diego Rivery i Jose Clemente Orozco. Botero był w zasadzie samoukiem, który nigdy nie widział oryginalnych dzieł tych artystów. Jego znajomość z obrazami, często ograniczała się do oglądania ich reprodukcji w książkach. W latach 1953 i 1954 roku, uczęszczał do Akademii San Marco we Florencji, studiując sztuki renesansu. Po powrocie do Medellin, pracował jako artysta-projektant. W roku 1956 odwiedził Meksyk. W 1964 roku ożenił się z Glorią Cea, która urodziła mu troje dzieci. Później zamieszkał na stałe w Meksyku. Ale żył bardzo skromnie, nie miał pieniędzy. Rozwiódł się a następnie przeniósł się do Nowego Jorku. Drobne oszczędności szybko się skończyły, a jego znajomość języka angielskiego była słaba. Więc stał się kopistą i tworzył prace sprzedawane odwiedzającym muzea. Podczas tej pracy pracował również nad swoimi własnymi dziełami, wystawianymi w galerii Marlboro w 1970 roku. Wkrótce Fernando wrócił do Europy, tym razem jego wizyta była już triumfalna. 
 
 
Botero wystawia swoje dzieła w różnych krajach na całym świecie. Maluje w swoim domu w Paryżu. Kiedy spędzał lato ze swoimi synami i wnukami w Toskanii we Włoszech, stworzył wówczas monumentalne rzeźby wystawione na Cote d'Azur w Monte Carlo. Fernando Botero stał się jednym z najważniejszych żyjących artystów na świecie. W 1992 r. Prezydent Francji Jacques Chirac zaprosił Botero, do opracowania ekskluzywnej wystawy na Champs Elysees. Ten zaszczyt nie spotkał dotychczas przed nim, żadnego innego artysty. W twórczości Botero odnajduje się elementy renesansowe, barokowe, wraz z folklorem i kiczem w duchu "sztuki naiwnej". Bardzo często, tematy jego obrazów nawiązują do klasycznych, znanych obrazów, ale i uzyskują charakter parodii. Poniżej charakterystyczne interpretacje dzieł Leonarda da Vinci, Van Gogha czy Velasqueza...
 
 
 
W pracach Botero można spotkać także elementy obrazów Caravaggio czy E. Maneta. Jego wspaniała praca na temat obrazu "Opłakiwanie zmarłego Chrystusa" włoskiego malarza i rysownika Andrei Mantegni, była wystawiana w tej samej sali Palazzo Ducale w Mantui wraz z Moną Lisą Leonarda da Vinci. W latach 1993 - 2005 zorganizowano w Berlinie wystawę rzeźb Fernanda Botero, cieszącą się sporym zainteresowaniem. Jego monumenty umieszczono m.in. w okolicach Bramy Brandenburskiej, czy w Lustgarten (Ogród Przyjemności). 
 
 
 
 
Płótna Botero od dawna ozdabiają najbardziej prestiżowe muzea na świecie a jego rzeźby zostały wpisane do krajobrazów wielu ulic miast. Jego pomniki zdobią Medellin, Bogotę, Paryż, Rzym, Madryt, Nowy Jork, Lizbonę i inne miasta. Jego prace zostały wymienione jako jedne z najdroższych na świecie, a taki obraz jak "Śniadanie na trawie", sprzedano za milion dolarów. 
W Rosji natomiast, jego "Martwa natura z melonem" (1976-1977), została przekazana jako prezent od autora dla Państwowego Muzeum "Ermitaż" i umieszczona w 'Hall of Art' artystów europejskich i amerykańskich XX wieku. Hojność artysty w Kolumbii jest legendarna. Na przykład, Muzeum Sztuk Pięknych w Bogocie, zostało obdarowane kolekcją obrazów Botero, którą wyceniono na 60 mln USD. Jako prezent dla swojego rodzinnego miasta Medellin artysta wykonał blisko 18 rzeźb i setki zdjęć, które stanowią podstawę ekspozycji Sztuka Square. W sumie, dar artysty dla Kolumbii przekroczył 100 milionów dolarów. Nie na darmo wpływowy magazyn Kolumbii "Semana" w pierwszej dziesiątce najbardziej popularnych i wpływowych osobowości umieścił właśnie Fernando Botero.

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.