poniedziałek, 28 lutego 2011

Filozofia domowa - bo my mamy Miłosza...

Czy szanowni studenci UTW pamiętają, że mamy teraz Rok Czesława Miłosza? A trzeba też wiedzieć, że obchodzimy również obecnie Rok Marii Skłodowskiej-Curie i Jana Heweliusza. W 2011 roku przypada setna rocznica przyznania Skłodowskiej-Curie drugiej Nagrody Nobla i czterechsetna rocznica urodzin słynnego gdańskiego astronoma. Natomiast 30 czerwca 2011 roku mija setna rocznica urodzin wielkiego pisarza i poety Czesława Miłosza. O pani profesor Marii napisałem już co nieco w grudniu ubiegłego roku a o Heweliuszu jeszcze coś przygotowuję.
Na zdjęciu obok umieściłem jedyny portret poety jaki udało mi sie znaleźć w sieci. Namalowała go pani Ella Hyciek. Nie będę tutaj streszczał jego biografii, bo taką można z łatwością znaleźć w internecie. Za to przytoczę kilka osobistych refleksji o Czesławie Miłoszu. Jak wiadomo, urodził się w Szetejniach na Litwie jako pierworodny syn Aleksandra Miłosza i Weroniki z Kunatów. Szetejnie leżą nad Niewiażą w powiecie kiejdańskim. Mówi się, że wywarły ogromny wpływ na twórczość Miłosza, który wciąż odwoływał się do pamiętanych z dzieciństwa i młodości "litewskich" wspomnień oraz krajobrazów. Są to klimaty bliskie także mojemu sercu, ponieważ moi przodkowie wywodzą się również z wileńszczyzny a wszelka literatura opisująca tamte czasy i miejsca jest mi jak najbardziej bliska i pożądana. Jako zagorzały wróg poezji i zupełny ignorant w tej materii poznałem za to trochę jego twórczości, ale jako prozaika. Jeszcze w czasach studenckich, bo na przełomie lat 70/80 zaczytywałem się w jego "Zniewolonym umyśle" czy "Rodzinnej Europie", wydanych wtedy oczywiście, że po za cenzurą! "Zniewolony umysł" to książka-legenda - wydana po raz pierwszy w 1953 roku w Paryżu przez Instytut Literacki. Przez lata torowała Miłoszowi drogę do zachodniego odbiorcy. Uznawana była za manifest sprzeciwu wobec władzy komunistycznej. Była szczególnie dobrze widziana w Ameryce i znienawidzona w krajach Układu Warszawskiego. Stanowiła przejmującą i dogłębną analizę totalitaryzmu. Z kolei "Rodzinna Europa" jest za to zbiorem esejów o charakterze w dużej mierze autobiograficznym. Miłosz opisuje w niej miejsca i zdarzenia pamiętane z dzieciństwa i z młodości - szuka historycznej zasady świata i wciąż dziwi się temu, jak los jednego człowieka zostaje uwikłany w jego mechanizmy. Jego trzecią książką, jaką również poznałem była "Dolina Issy". Przeczytałam ją już w nowych czasach. Książka ta wydana była po raz pierwszy w Paryżu w 1955 przez Instytut Literacki. Jest to powieść, ale pełna charakterystycznego dla Miłosza żywiołu eseistycznego, w którym własne wspomnienia splatają się z perspektywą historyczną. Dolina Issy jest mitycznym domem poety, krainą, do której często powraca. Wśród autentycznych realiów zarysowany zostaje świat Miłoszowego dzieciństwa. Wyraźne wątki autobiograficzne kierują się ku rzeczywistym zdarzeniom, miejscom i postaciom, a jednak nie można się oprzeć wrażeniu jakiejś baśniowości i nierealności opisywanych miejsc. Szczególnie tę powieść uwielbiam. A film nakręcony na jej podstawie oglądnęłem już z 10 razy! Pamiętam także, smutne lato 2004 roku, kiedy nasz poeta umarł i został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce. I nie zapomnę jak wielu pseudopatriotów odmawiało mu wtedy miejsca pochówku. Obudziło się wtedy polskie piekiełko a głos zabrało niedouczone kołtuństwo! Wymawiali mistrzowi, rzekome wysługiwanie się Stalinowi i pisanie ku chwale zbrodniarza. Tak więc poczytajmy co takiego napisał Miłosz, co tak zdenerwowało tych prawdziwych Polaków. Bo chodziło o pewien wiersz napisany przez Cesława Miłosza we Lwowie w 1939 roku i wydrukowany w lokalnej prasie, za zezwoleniem władz radzieckich i nagrodzony specjalną nagrodą Stalina! Proszę przeczytać ten wiersz nie zwrotkami ale jako poziomy tekst :))))).
Oj trzeba było mieć wtedy jaja, nie mówiąc o odwadze, żeby coś takiego napisać i ...wydać! I gratuluję prawdziwym Polakom ...sowieckiej wyobraźni i inteligencji.

Na zakończenie przytoczę jeszcze wypowiedź Clare Cavanagh, która jest amerykańską tłumaczką poezji polskiej i pracuje nad biografią Miłosza.
...Josif Brodski nieraz mawiał, że Polska dała najwspanialszą poezję XX wieku. Zgadzam się z nim. Jeszcze na długo przed Nagrodą Nobla Brodski nazwał Miłosza "jednym z największych, być może największym poetą XX wieku". Moim zdaniem nie ma wątpliwości, że Miłosz był - nie znoszę używać tu czasu przeszłego - nie tylko największym poetą XX wieku, ale jednym z jego największych duchów, myślicieli i nauczycieli. Podejrzewam, że gdyby Brodski żył dzisiaj, podpisałby się pod tym stwierdzeniem - jak mawiał Mandelsztam - "obiema rękami"..

Przy opracowaniu tego wpisu korzystałem m.in. z materiałów zamieszczonych na oficjalnej stronie Czesława Miłosza http://www.milosz.pl.

piątek, 25 lutego 2011

Co na paletach ?

"Nawet gdybyś dał człowiekowi wszystkie wspaniałości świata, 
nic mu nie pomoże jeśli nie ma przyjaciela, któremu mógłby o tym powiedzieć."
— Johann Wolfgang Goethe

Dzisiaj spotkała się grupa przyjaciół. Połączeni wspólną pasją malarską, co piątek wymieniają się wrażeniami ze swoich wspaniałych dokonań artystycznych. Jak co tydzień roztrząsają fantastyczne pomysły na temat malowanych przez siebie obrazów. Za każdym razem przynoszą coś już namalowanego w ciągu minionego tygodnia. 
Pomimo pewnych problemów zdrowotnych, przyszła jednak na piątkowe spotkanie koleżanka Wioleta Nieroda. Zaprezentowała nam uroczy obraz olejny z malowniczym pejzażem wąskiej i stromej uliczki, pewnie gdzieś na południu Europy. Może w Grecji albo w Toskanii...
Zastosowała w nim odrobinę techniki impasto, bo odkryła niedawno jakie może być zastosowanie szpachelki malarskiej, użyła trochę kolorystyki z ...palety barw pastelowych, no i wyszedł ładny widok na rozświetlone słońcem schody i uliczkę. Do tego dołożyła jeszcze nowy obraz z irysem, jak zapewniała, pochodzący ze jej działki, i mamy kompletny wizerunek pracusia. 
Na dokładkę, okazuje się, że uwielbia jeszcze stosować suche pastele. Więc w taki sposób mamy chyba prawdziwego "stachanowca w spódnicy". Tylko pozazdrościć pracowitości droga koleżanko! Moje uznanie. 
Nasza nowa, aczkolwiek z pewnym już stażem w sekcji plastycznej, malarka Weronika Rybińska, jak okazało się, także uwielbia malować kwiaty. Zaprezentowała nam dzisiaj ciekawą pracę, która wpisuje się trochę w nurt symbolizmu i impresjonizmu.
Bardzo ładny nastrój obrazu, ciekawa i skąpa paleta barw powodują, że nie można przejść obok niego zupełnie obojętnie. W dolnej partii obraz jest tak jakby rozedrgany, rozpływający się, zanurzony we mgle. Ciekawy jestem, jaki będzie efekt końcowy tej pracy. Bo uważam, że zapowiada się jako bardzo nastrojowy. 
Kolejna dama z paletą oznajmiła nam, że rozpoczęła właśnie nowy pejzaż. To Janina Wołoszańska, która przygotowuje swój następny obraz. No, jeśli to będzie coś w stylu jej poprzedniego dworku nad stawem, to aż nie mogę się doczekać! Tym razem całość przedstawia się w trochę węższym spektrum kolorów. Dominują odcienie beżu, sepii, sieny palonej czy coś w tym rodzaju...
Jak na razie jest to podkład. A ma być to jesienny zachód słońca, gdzieś na naszych kresach wschodnich. Czekamy na rezultat końcowy Janeczko. A na zakończenie przedstawię jeszcze dwie prace przeuroczej i wiecznie uśmiechniętej Marysi de Weyher. Tutaj bez jakiegokolwiek komentarza, można z łatwością rozpoznać styl malarski naszej koleżanki.
 
Mostek spacerowy w warszawskich Łazienkach i tajemnicza alejka parkowa, wpisują się istotnie, w dosyć pokaźny już dorobek malarski Marii. Trzeba przyznać, że całe podobrazia, włącznie z ich gruntowaniem i naklejaniem płótna wykonuje osobiście Maria. Moje uznanie dla zaradności i talentu.
A narazie jeszcze raz zacytuję mistrza Goethego. "Sama wiedza nie wystarczy, trzeba jeszcze umieć ją stosować." Więc muszę chyba sam zabrać się do pracy i dokończyć swoje obrazy, żeby móc się zaprezentować na naszym blogu. No to do następnego piątku.

środa, 23 lutego 2011

Rozważania na temat malarstwa - Gustaw Klimt secesjonista totalny!

Kontynuując przepiękne klimaty secesji, przedstawię jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tego nurtu, przywódcę wiedeńskiego modernizmu, Gustava Klimta (ur. 14 lipca 1862 roku w Baumgarten, zm. 6 lutego 1918 w Wiedniu) – austriackiego malarza i grafika, symbolistę. Otrzymał on wykształcenie typowo akademickie, pierwsze zaś doświadczenie zawodowe zdobył wykonując różne prace dekoracyjne. To doświadczenie wraz ze specyficznym klimatem artystycznym rozwijającym się na przełomie wieków w Wiedniu odnalazło wyraz w dojrzałej twórczości artysty. Klimt stał się głównym inicjatorem dokonujących się wówczas przemian artystycznych, kiedy to w 1897 oficjalnie odrzucił kanony akademickie i wspólnie z innymi artystami założył Stowarzyszenie Artystów Austriackich – "Secesję", z którą był związany do 1905. Celem Klimta było stworzenie dzieła totalnego, absolutnego, tzn. wolnego od wszelkich konwencji, ograniczeń narzuconych przez akademickie koncepcje. Obrazy artysty były wyrazem nieograniczonej swobody twórczej, w pełni wyrażając bujność i złożoność epoki, w której dane było mu tworzyć. I Klimtowi udało się stworzyć dzieło na miarę swojej epoki, które stało się inspiracją dla wielu nowoczesnych artystów. Było nim "Danae", wielki symbol seksualnej samowystarczalności kobiet!
"Danae" – powstało w latach 1907-1908. Obraz ma temat mitologiczny. Danae była córką króla Argos, Akrizjosa. Była tak piękna, że sam Zeus zwrócił na nią uwagę i zapragnął ją zapłodnić. Ponieważ był bardzo pilnowany przez swoją zazdrosną żonę Herę postanowił, że przeżyją ze sobą miłość zupełnie inaczej, całkiem nierutynowo i jeszcze bardziej perwersyjnie: ona będzie go pragnęła, a on złączy się z nią pod postacią złoto-srebrnego deszczu pełnego boskiego, życiodajnego nasienia. Tak się też umówili sekretnie i Gustav Klimt w Danae pokazał moment, kiedy kobieta w bardzo rozmarzonej pozycji pozwala spełnić Zeusowi akt poczęcia Perseusza. Klimt przedstawił Danae nagą, zwiniętą w kłębek i przeżywającą rozkosz w momencie gdy spada na nią symboliczny złoty deszcz. Kompozycja obrazu jest bardzo geometryczna: kręta linia ciała Danae wyznacza deformującą perspektywę obrazu. Lewe udo kobiety zajmuje blisko czwartą część płótna, a brodawka lewej piersi stanowi centralny punkt obrazu. Lewa ręka Danae jest niewidoczna, co wzmacnia jeszcze wymowę obrazu, uważanego za jedno z najbardziej przepełnionych erotyzmem dzieł Klimta. Tak jak wiele innych kobiecych postaci malowanych przez niego, Danae jest ruda; jej włosy unoszą się swobodnie, jakby były pod wodą. Jedynie czarny pionowy prostokąt, zagubiony jakby w deszczu złotych okręgów, namalowany w lewym dolnym rogu obrazu, symbolizuje pierwiastek męski, zakłócając w ten sposób niejako tę miękką eliptyczną harmonię, w jaką wkomponowana jest portretowana postać. Nie ma wątpliwości, iż obnażająca przed nami całą swoją kobiecość, przekraczająca granice wstydu i oddająca się własnej rozkoszy Danae, to jedno z najbardziej zmysłowych dzieł w historii sztuki przedstawiających scenę masturbacji a Gustav Klimt stworzył fantastyczny obraz, w którym uchylił drzwi do świata najczystszej kobiecości. Przedstawiana na wielu innych jego płótnach seksualna samowystarczalność kobiet w postaci miłości lesbijskiej czy też masturbacji, miała zwrócić wówczas uwagę na problemy z jakimi „uporać” musiało się ówczesne, XIX-wieczne społeczeństwo, w którym schowane dotychczas pod gorsetem mijającej epoki kobiety, odnajdywały w taki właśnie sposób doznania, jakich nie dostarczali im dotychczas, skoncentrowani jedynie na własnych potrzebach mężczyźni. I chyba można przyznać, że sztuka wyzwolona jaką reprezentował Gustaw Klimt, spełniała tę ożywczą i burzącą dotychczasowe kanony, rolę. A Poniżej jeszcze jego rysunek w opisywanym klimacie...
Ufff...a za oknem minus 17 stopni.

wtorek, 22 lutego 2011

Rozważania na temat malarstwa - Toulouse-Lautrec - ikona Art Nouveau

Już od dawna przymierzałem się do opracowania tego wpisu o moim ulubionym mistrzu malarskim z epoki francuskiej secesji - Henri Toulouse-Lautrec. A że niedawno natknąłem się w internecie na ten obrazek zamieszczony tuż obok, to przypomniałem sobie, że parędziesiąt lat temu zrobiłem nawet jego kopię. Jest to słynny plakat z ukochaną artysty, śpiewaczką Yvette Guilbert. Już nawet nie pamiętam, czy jego źródłem był album malarski z Galerii Ermitażu czy Trietiakowskiej. Ale w tych historycznych czasach lat siedemdziesiątych, raczej o dostęp do innych albumów było trudno. I całkiem udana kopia wisiała sobie nad stołem, w moim pokoju w akademiku przez prawie cztery lata, a tajemnicza Yvette przez cały ten czas patrzyła mi się prosto w oczy, a potem gdzieś się zapodziała. Być może została ...wypożyczona. Ale bardzo dobrze ją pamiętam. Była naprawdę niesamowita. Autorem tego obrazu-plakatu był Henri Marie Raymond de Toulouse-Lautrec-Monfa (ur. 24 listopada 1864 w Albi we Francji – zm. 9 września 1901 na zamku Malrome w regionie Gironde) – francuski malarz i grafik. Przedstawiciel postimpresjonizmu i francuskiej secesji czyli Art Nouveau, jeden z ojców współczesnego plakatu.
[Secesja [fr. sécession < łac. seccesio ‘odejście’] – styl w sztuce europejskiej ostatniego dziesięciolecia XIX wieku i pierwszego XX wieku, zaliczany w ramy modernizmu. Istotą secesji było dążenie do stylowej jedności sztuki dzięki łączeniu działań w różnych jej dziedzinach, a w szczególności rzemiosła artystycznego, architektury wnętrz, rzeźby i grafiki. Charakterystycznymi cechami stylu secesyjnego są: płynne, faliste linie, ornamentacja abstrakcyjna bądź roślinna, inspiracje sztuką japońską, swobodne układy kompozycyjne, asymetria, płaszczyznowość i linearyzm oraz subtelna pastelowa kolorystyka. We Francji styl ten nazywany jest Art Nouveau, w Niemczech Jugendstil lub Sezessionsstil, we Włoszech Stile floreale lub Stile liberty. Za bezpośredni okres kształtowania się secesji uważa się lata 80-te, a za jej początek - lata  90-te XIX. Dojrzałą formę osiągnęła ona w połowie lat 90-tych z apogeum popularności i możliwości w roku 1900 (Wystawa światowa w Paryżu). W drugiej połowie lat 90-tych styl rozpowszechnił się w całej Europie, czego efektem było wykształcenie się narodowych odmian stylu. W Polsce styl ten nazywano Secesją. Co ciekawe, błędem jest traktowanie terminu "Młoda Polska" jako synonimu secesji; "Młoda Polska" była bowiem zjawiskiem szerszym, w ramach którego występowała także secesja, ale nie każde dzieło młodopolskie miało cechy secesyjne. ]
Henri Toulouse-Lautrec pochodził z rodziny z arystokratycznymi korzeniami. Urodził się jako pierworodny syn hrabiego Alphonse i hrabiny Adèle de Toulouse-Lautrec. Rodzice Toulouse byli kuzynami – zwyczaj ten praktykowany był w rodzinie Toulouse ze względu na chęć utrzymania rodzinnego majątku w stanie nierozproszonym. Bliski stopień pokrewieństwa przyczynił się jednak do powstania defektów genetycznych u potomstwa. W wieku 14 lat, Henri złamał lewą kość udową, a rok później obie. Ze względu na defekt genetyczny, kości Henriego nie były w stanie odpowiednio się zrosnąć i w rezultacie przestały rosnąć. Jako fizycznie dojrzały mężczyzna, Henri posiadał tors i górne partie ciała o normalnych proporcjach oraz anormalnie krótkie kończyny dolne. Toulouse mierzył tylko 1,5 m. 
Będąc ograniczonym z powodu swojej niskiej postury, Henri nie mógł aktywnie uczestniczyć w wielu dziedzinach życia. Dlatego też całkowicie poświęcił się dostępnej dla niego sztuce. Toulouse żył swoją sztuką. Został  znaczącym przedstawicielem postimpresjonizmu, twórcą litografii i ilustracji, na których uwiecznił życie bohemy dziewiętnastowiecznego Paryża. W połowie lat 90 XIX wieku artysta tworzył ilustracje dla humorystycznego pisma Le Rire. Miał opinię duszy Montmartre – dzielnicy paryskiej, w której zamieszkiwał. Jego malarstwo przedstawiało życie Moulin Rouge i innych paryskich kabaretów i teatrów oraz burdeli (w których prawdopodobnie zaraził się kiłą). 
Często umieszczał w swoich pracach dwoje spośród bliskich znajomych – śpiewaczkę Yvette Guilbert i Louise Weber – tancerkę i twórczynię francuskiego kankana. Smutny niestety był też fakt, że malarz był alkoholikiem przez większość swojego życia. Zmarł w wieku 37 lat na terenie posiadłości rodzinnych w Malromé z powodu komplikacji zdrowotnych spowodowanych alkoholizmem i rozwojem kiły. Nigdy nie okazywał żadnego żalu z powodu posiadanych deformacji. Żył pełnią życia, posiadał wielu przyjaciół i zawsze był akceptowany bez względu na swoja nikłą posturę. Zainteresowanym życiem artysty polecam przepiękny film p.t. "Moulin Rouge" z 1952 roku w reżyserii Johna Hustona. Oglądałem go już kilka razy i ciągle nie mam dość! Uważam to dzieło filmowe za wybitne. Zresztą, uzyskało dwa Oskary! A na razie zaprezentuję jeszcze kilka prac mistrza.
 
 
 
Ten ostatni z zaprezentowanych obrazów widnieje na wyżej zamieszczonym zdjęciu z artystą w towarzystwie pewnej damy ubranej w ...laskę czy coś podobnego? [Źródła: Wikipedia i strony francuskie]

piątek, 18 lutego 2011

Co na paletach ?

"Muzyka zaczyna się tam, gdzie słowo jest bezsilne
– nie potrafi oddać wyrazu; muzyka jest tworzona dla niewyrażalnego"
Claude Debussy (właśc. Achille-Claude Debussy, 1862–1918) 
– francuski kompozytor, przedstawiciel impresjonizmu w muzyce.

Ludvig Nauer -"Maurice Ravel" 

Dzisiaj nie było co prawda nic na paletach...ale za to podzielę się z Wami czymś niezwykłym i nietypowym na naszym blogu. Klejnotem podarowanym nam przez geniusza muzycznego Maurice Ravela. Joseph-Maurice Ravel (ur. 7 marca 1875 w Ciboure, zm. 28 grudnia 1937 w Paryżu) - był francuskim kompozytorem i pianistą, jednym z przedstawicieli impresjonizmu. Choć większość jego dzieł stanowią pieśni i utwory fortepianowe, to najbardziej znane są jego utwory orkiestrowe, a przede wszystkim słynne Boléro. Jego styl muzyczny charakteryzował się subtelną rytmiką, urzekającymi melodiami, bogatą harmonią i wyrafinowaną orkiestracją. Utwory Ravela wymagają od instrumentalistów brawury wykonawczej. Ja natomiast chciałbym dzisiaj przedstawić coś wyjątkowego! Prawdziwą czarną perłę wśród wielu innych perełek muzycznych jakie skomponował i pozostawił po sobie wielki Ravel. Jest to "Adagio Assai" z drugiego koncertu fortepianowego G-moll. Jest to muzyka przy której ...oddech i serce zamiera! Proszę posłuchać!
Orkiestrą dyryguje i gra na fortepianie sam Leonard Bernstein. A jak się przy takiej muzyce pracuje i maluje obrazy?
Wpis ten dedykuję Wiolecie, żeby jak najszybciej wróciła do zdrowia i naszego towarzystwa! Trzymaj się koleżanko.

wtorek, 15 lutego 2011

Rozważania na temat malarstwa - Bar w Folies-Bergère - ostatni obraz Maneta

"Bar w Folies-Bergere" – obraz olejny francuskiego malarza Édouarda Maneta namalowany w latach 1881–1882, a obecnie przechowywany w Courtauld Gallery w Londynie. Dzieło ma wymiary 96 cm wysokości i 130 cm szerokości. Jest to ostatnia wielka kompozycja malarza, opiewająca życie codzienne. 
Centralną postacią obrazu jest jedna z pracujących tam kelnerek o imieniu Suzon, która była również modelką malarza. Na obrazie Suzon, ubrana w ciemną suknię, stoi za barem zastawionym martwą naturą: butelkami pełnymi trunków, owocami w naczyniu oraz kwiatami we flakonie. Kompozycja ta, stanowiąca pierwszy plan obrazu, tworzy swoistą piramidę, w której centralnym punkcie znajduje się bukiet kwiatów przysłaniający biust kelnerki. Drugi plan tworzy to, co się odbija w ogromnym lustrze wiszącym za barmanką. Z prawej strony widać jej odwrócone odbicie w lustrze – Suzon rozmawia z mężczyzną w cylindrze. Po bliższym przyjrzeniu okazuje się jednak, że odwrócona postać Suzon jest odtworzona niedokładnie i nie oddaje idealnie postaci z pierwszego planu. Martwa natura z pierwszego planu również nie odbija się w lustrze tak dokładnie, jak wymagałyby tego prawa optyki. Ponadto na pierwszym planie nie ma mężczyzny rozmawiającego z kelnerką. Jest on ukryty przed oczami widza, albo można powiedzieć, że znajduje się po stronie widza. Krytycy spierają się, czy to niedokładne lustrzane odbicie jest błędem malarza, czy zamierzonym przez niego efektem. Być może jest to skutek namalowania obrazu w pracowni na podstawie szybko zrobionego w barze szkicu, ale najprawdopodobniej niedokładność ta była celowa. Wbrew pierwszemu wrażeniu, obraz nie został bowiem namalowany w barze, ale w pracowni malarza, gdzie Suzon mu pozowała, w barze mógł powstać jedynie szkic. Oprócz wspomnianych postaci w lustrze widać odbicie wielu osób, a wśród nich śmietanki towarzyskiej Paryża. Jest tam ubrana na biało Méry Laurent, którą artysta sportretował w 1881, a obok niej malarze Gaston Latouche oraz Henry Dupray. 
Interesująca jest interpretacja obrazu. Obraz pokazuje niejako dwa światy. Pierwszy to świat rzeczywisty i konkretny, a jego uosobieniem jest Suzon. Wymowna jest jej smutna twarz i jej jakby nieobecne spojrzenie. Wprawdzie pracuje ona w Folies-Bergère, sali koncertowej, w której często wystawiano spektakle pełne elementów frywolności, ale do niego nie należy. Drugim światem jest ten widziany w lustrze. Wydaje się, że artysta chciał ukazać tu rozbieżność między tymi dwiema sferami rzeczywistości. Postacie występujące na drugim planie nie są już namalowane tak wyraźnie i dokładnie. Wydają się rozpływać jak dym; są niewyraźne i niekonkretne jak odbicia platońskich idei. Bar w Folies-Bergère był dla Paryża swoistym kulturalnym punktem odniesienia, ale to, co się tam działo, było dla autora tylko cieniem prawdziwego świata. Obraz jest wyrazem jego ironicznego spojrzenia na otoczenie. 
Ciekawy jest również fakt, że inspiracją dla Maneta był prawdopodobnie obraz barokowego malarza Diego Velázqueza "Panny dworskie" (bardziej znany jako "Las Meninas") z 1656, który jest również studium portretowym i w którym także został wykorzystany pomysł lustra wiszącego na ścianie. Jak u Velázqueza w lustrze pojawia się para królewska, której nie widać na innym planie obrazu, tak u Maneta w lustrze pojawia się odbicie mężczyzny w cylindrze oraz całego tłumu postaci, bywalców baru. Manet dokonał transformacji tego pomysłu i przeniósł go w swoje czasy. Tak jak Velázquez pokazuje on świat, który istnieje tylko jako lustrzane odbicie. Prawdopodobnie był to także wyraz ironii. I na koniec, jeszcze jedna ciekawostka. "Panny dworskie" zostały namalowane w końcowym okresie życia Velázqueza, na 4 lata przed śmiercią. Z pozoru klasyczny temat, jakim jest portret infantki Małgorzaty Teresy w otoczeniu dworzan, był także w istocie nowatorski i wieloznaczny. Rzadko które dzieło w historii malarstwa europejskiego dostarczyło tak wielu odmiennych interpretacji. Doprawdy, trzeba było mieć wiele odwagi i umiejętności, żeby w taki sposób demonstrować swoje poglądy. [Źródło: Wikipedia]

poniedziałek, 14 lutego 2011

Filozofia domowa - Moskwa nie wierzy łzom...

A to też znalazłem na stronach u rosyjskich fotografików. Kapitalne! Prawda?
Z cyklu "Love Story"
albo "Etiuda akrobatyczna"...
czy "Siła albo potęga muzyki"
Autorem tych zdjęć jest fantastyczny . Czyż fotografia nie jest sztuką? Tutaj nie trzeba pisać żadnych słów. Tutaj obrazy przemawiają jak tysiąc słów.

UWAGA! To jest już wpis numer 100. A więc mamy mały jubileusz! Dzisiaj dokonano również trochę zmian kosmetycznych na blogu. Mam nadzieję, że będą odebrane pozytywnie. (Autor - Bogusław)

Filozofia domowa - a jednak mam coś do powiedzenia...

Czekając na piątkowe spotkanie malarskie już w poniedziałek mam chęć do działania i tworzenia. A ci dwaj panowie poniżej, też jednak coś tworzą.
autorem zdjęcia jest 
A dalsza część dialogu tych dwóch gentlemanów brzmiała jakoś tak... "Bo wiesz. Brakuje mi tamtych czasów, kiedy człowiek czuł się zupełnie wolny. Pełnią radości było taplanie się w błocie i ciągnięcie dziewczyn za warkocze. Można było zostać bohaterem okolicy jeśli zjadło się dwanaście kiełbasek i nie puściło pawia. Zaś najtwardszych poznawało się po tym, że wracali do domu najpóźniej mimo krzyków matki. Ech, to były czasy! Plucie na odległość, rzucanie śniegiem w dzielnicowego, kto dłużej będzie wisiał na jednej ręce na trzepaku, łamanie desek na głowie niczym Bruce Lee... Te wszystkie wizyty na ostrym dyżurze, niedowierzanie lekarzy, gromki śmiech kolegów... Ehhh...Niestety, to już nigdy nie wróci! Żona zmusiła mnie do wszycia Esperalu..."

niedziela, 13 lutego 2011

Co na paletach ?


"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. 
Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."
— Albert Einstein

Kiedyś, dawno dawno temu, może nawet gdzieś ze 100 lat temu, wielki prozaik amerykański Mark Twain powiedział, a może nawet napisał, że "...za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj." Jaka cenna uwaga, prawda?. Kapitalnie pasuje do naszych aktualnych dokonań. Jako grupa pasjonatów malarstwa i w ogóle sztuki, nie patrząc się na innych rówieśników, łapiemy w nasze żagle każdą chwilę i realizujemy swoje marzenia wykonując przepiękne hobby artystyczne. Jakie to miłe, przyjść w piątek i spotkać się z tą grupką zapaleńców malujących obrazy i dyskutujących o sztuce. Jak to mnie bardzo wzbogaca i dowartościowuje! 
Po kilkuletniej przerwie spowodowanej wykonywaną pracą, znowu dołączyła do nas koleżanka Weronika Rybińska. Przyniosła ze sobą realizowany aktualnie przez siebie nowy obraz. Pejzaż z zachodzącym słońcem.
To bardzo miłe, że znowu zasiliła naszą grupę. To przemiła i bardzo skromna koleżanka. Czekam na kolejne jej prace, które mam taką nadzieję, będę mógł wkrótce zaprezentować na łamach naszego bloga.
Za to zaskoczyła nas bardzo ciekawą pracą, koleżanka Stasia Gugałka. Zaprezentowała ukończony już obraz przedstawiający portret kobiety. 
To niesamowite, jaką daleką drogę przebyła Stasia dochodząc do tak wysokiego poziomu w swoich pracach. Wystarczy zaglądnąć na wcześniejsze wpisy na blogu, żeby przekonać się jak dojrzała malarsko nasza koleżanka. Tylko pogratulować. Czekamy na nowe prace Stasiu. Kolejna nasza artystka malarka Danusia Krzyśków pokazała swoje nowe martwe natury.
 
O pierwszej pracy z wyżej zaprezentowanych pisałem już w poprzednim wpisie "Co na paletach?". Drugi obraz malowany jest w podobnym klimacie i manierze. Uważam, że zapowiadają się naprawdę urocze obrazy. Moje uznanie Danusiu.
Na zakończenie tego wpisu pokażę jeszcze naszą malarkę Wioletę Nierodę w akcji. Z jakim rozmachem i pasją kontynuuje swoją pracę "Drzwi". To dopiero będzie kapitalny obraz.
Widać, że malowanie sprawia jej niesamowitą frajdę! Jest dla niej, podobnie zresztą jak dla nas wszystkich, przemiłą zabawą. Bo, jak mówił przytoczony już na wstępie Mark Twain, "Ludzie nie dlatego przestają się bawić, że się starzeją, lecz starzeją się, bo się przestają bawić", a my się ciągle bawimy i dlatego wcale nie starzejemy! No to nara do następnego spotkania i zabawy w malarstwo w kolejny piątek.

sobota, 12 lutego 2011

Rozważania na temat malarstwa - Karl Heinz Truppe - zapomniany artysta naznaczony piętnem nazizmu.

Niewiele wiemy na temat kultury i sztuki w III Rzeszy. No i dobrze, ale chyba jakieś minimum wiedzy na ten temat nie zaszkodzi mieć! Trzeba więc wiedzieć, że objęcie w styczniu 1933 roku władzy przez NSDAP sprowadziło wspaniałą do tej pory kulturę i sztukę Niemiec do roli narzędzi propagandy. Niemiecka sztuka współczesna uznana została za "zwyrodniałą" i dość szybko wyeliminowana z życia publicznego. Różnorodność gustów przedstawiano jako konsekwencję sprzeczności ideologicznych, a przede wszystkim obcości rasowej – sztuka nowoczesna, czyli "zwyrodniała" kojarzona była przede wszystkim z ..."żydowskim gustem". Już 13 marca 1933 utworzono "Reichsministerium für Volksaufklärung und Propaganda" ("Ministerstwo Rzeszy ds. Oświaty Ludowej i Propagandy") pod kierunkiem samego Josepha Goebbelsa, a rozporządzeniem z 2 września 1933 utworzono Izbę Kultury Rzeszy, w której utworzone siedem podizb obejmowało muzykę, teatr, piśmiennictwo, prasę, radio i film oraz sztuki plastyczne. Głównym zadaniem Izby było upaństwowienie, nadzór i kontrola kultury. Dało to w rezultacie totalne zglajchszaltowanie w myśl zaleceń partyjnych, wszelkich przejawów życia kulturalnego w Niemczech. Odtąd tylko członek izby branżowej mógł być twórcą w obszarze kultury. Jednak nie każdy mógł być członkiem izby - nie przyjmowano osób pochodzenia żydowskiego oraz innych osób uznanych za niepożądane. Ówczesna niemiecka kultura została całkowicie przesycona polityką i miała służyć propagandzie narodowosocjalistycznej. W efekcie, większość twórców podporządkowała się zaleceniom partyjnym. Dzieła plastyczne stały się antymodernistyczne i wzorowano je według koncepcji XIX-wiecznego realizmu, natomiast w rzeźbie i architekturze realizowano monumentalne projekty wzorowane na klasycyzmie. W roku 1936 zabroniono już całkowicie eksponowania wszelkich dzieł ekspresjonizmu, które Goebbels określał jako wynaturzenia (Entartete Kunst). Artystów – zwolenników ekspresjonizmu, kubizmu i surrealizmu i pokrewnych kierunków usuwano z uczelni artystycznych, a ich dzieła zabierano z muzeów i galerii. Skonfiskowane dzieła wyprzedawano za bezcen za granicę lub palono publicznie na stosach. Ze szczególną zaciekłością zwalczano artystów pochodzenia żydowskiego. Zakazem twórczości obłożono artystów tej miary, co Käthe Kollwitz, Ernst Barlach, Otto Dix, George Grosz i John Heartfield. Wielu artystów wybrało wtedy emigrację. Władze hitlerowskie popierały natomiast twórców takich, jak malarz Adolf Ziegler oraz rzeźbiarze Arno Breker i Josef Thorak. To ich dzieła miały wówczas przemawiać najprostszym językiem do nie wyrobionych odbiorców, gloryfikować rasę germańską, przemoc i zwycięską wojnę przeciw wrogom III Rzeszy. Wyobrażały one żołnierzy w stalowych hełmach, robotników z kilofami w dłoniach i hoże dziewoje otoczone gromadką dzieci. Co ciekawe, ówcześni twórcy nie unikali nagości, nie osłoniętej nawet listkami figowymi a wręcz ją propagowali w zgodzie z tendencją zwiększonej prokreacji i szybkiej "produkcji" nowych nadludzi. Paradoksalnie, w Związku Radzieckim odbywała się też równocześnie kampania walki z awangardą w sztuce i promowania realizmu socjalistycznego jako jedynie słusznego kierunku w sztuce. O zbieżności tych działań może świadczyć fakt, że rzeźbiarz Arno Breker został w roku 1939 zaproszony do Moskwy do udziału w opracowaniu projektu Pałacu Rad. Ale to akurat nikogo nie powinno dziwić. Przecież jeszcze dzisiaj Rusowie i nasi sąsiedzi zza Odry przepadają za wspólnymi inwestycjami i interesami. A jak w tym "szambie" odnajdywał się bohater mojego dzisiejszego wpisu. Długo przymierzałem się do tego wpisu. Miałem wątpliwości. Trochę z obawy o posądzenie o rozpowszechnianie treści... no właśnie ale jakich treści? przecież nie nazistowskich... bo przecież z rozkoszą słuchamy dzieł Prokofiewa, Chaczaturiana czy Szostakowicza, laureatów "Nagrody Stalinowskiej w dziedzinie dzieł sztuki" wcale nie rozsądzając, że tworzyli oni specjalnie dla władzy sowieckiej. Więc jednak zadecydowałem pokazać tego artystę, a zwłaszcza jego najsłynniejsze dzieło. Obraz o nazwie "Przemijanie" lub w brzmieniu oryginalnym "Sein und Vergehen". Jest to bowiem obraz o niezwykłej wymowie i niepowtarzalnym nastroju. 
Starość i młodość. Wszystko przede mną i ...wszystko już za mną. Dosłownie wszystko! Uroda i jej brak. Przemijanie. Niesamowite jest zwłaszcza spojrzenie tej starej, zmęczonej kobiety, trzymającej się za zniekształconą artretyzmem rękę, na tę młodą, urodziwą, rozmarzoną dziewczynę. Namalował go austriacki artysta Karl Heinz Truppe (ur. 09 lutego 1887 w Ebenthal w Karyntii , zm. 22 lutego 1959 w Viktring). Był rodakiem pewnego, największego po Stalinie szaleńca i oprawcy, którego nawet sportretował. Ale po kolei. K-H Truppe był austriackim malarzem i profesorem. Był również uzdolniony muzycznie. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. Jego praca dyplomowa została nawet uhonorowana pierwszą nagrodą na wystawie w Rzymie. Podczas pierwszej wojny światowej służył jako oficer w Galicji, gdzie został m.in. ...malarzem wojennym. Był członkiem biura prasowego w sztabie wojsk Austro-Węgierskich. Podobno niektórzy generałowie, a nawet sam cesarz Karol zamawiali u niego swoje portrety. Od 1917 do 1937 roku artysta mieszkał i tworzył w Brnie. Jego reputacja jako portrecisty znanych osób przyniosła mu wiele zamówień z kraju i zagranicy, w tym m.in. w 1928 roku, prezydenta Czechosłowacji Tomasza Masaryka. Skorzystał nawet z zaproszeń artystycznych do Nowego Jorku i Chicago. Po powrocie do Europy pławił się dalej na fali sukcesu, który pozwolił mu pod rządami nazistów  w 1938 roku osiągnąć mianowanie na profesora sztuk pięknych w Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie. Wówczas to, jak większość jemu współczesnych malarzy, a być może z obowiązku, sportretował samego Adolfa Hitlera (Wódz, 1943). Namalował także wiele innych obrazów, w opisywanym już wcześniej stylu tych pokręconych czasów. M.in. w 1942 roku namalował się ze śmiercią, jako jej partner w grze w szachy. Po upadku Trzeciej Rzeszy, został w zasadzie zapomniany, m.in. ze względu na archaiczny XIX styl swoich obrazów. Ale w 1951 za namową niektórych dawnych dygnitarzy niemieckich, Truppe założył Towarzystwo Miłośników sztuki malarskiej i rysunku a potem nawet nauczał w szkole dla dorosłych w Klagenfurcie, aż do początku lat pięćdziesiątych ub. wieku. Obecnie jego sztuka jest często postrzegana jako anachroniczna a jego styl malarski nie znajduje wśród historyków sztuki odpowiedniego uznania. Ciekawe czy nie jest to efekt zbytniej poprawności polityczniej. Przecież niektóre jego obrazy są moim zdaniem naprawdę ciekawe. Pomijając nazistowski epizod był on interesującym artystą. Przecież nie można przekreślić jego twórczości przed latami trzydziestymi.

sobota, 5 lutego 2011

Co na paletach ?

No cóż. Dwa tygodnie ciszy i trzeba coś popisać na naszym blogu. Tym razem nie było mnie na poprzednich zajęciach więc prace jakie zaprezentuję będą obejmowały taki właśnie, podwójnie tygodniowy, okres. Przyszła nareszcie na spotkanie, ku ogromnej radości wszystkich, koleżanka Danusia Krzyśków. Aktualnie pracuje ona nad uroczą martwą naturą z owocami. Nie mogłem oderwać od obrazu oczu! Uroczy. A jak świetnie udało jej się pokazać kielich i kiść porzeczek. To będzie piękny obraz. Sami popatrzcie.
Niesamowite wrażenie wywarła również Marysia Donart. Nie dość, że zaprezentowała nową, imponującą martwą naturę z kwiatami, to rozpoczęła jeszcze następną pracę z tego gatunku. 
 
Kapitalnie jej wyszła zwłaszcza dolna partia obrazu ze specjalnie udrapowanym obrusem. Minimalna ilość środków, bo praktycznie ograniczająca się do trzech kolorów, stworzyła spokojną pastelową paletę barw. A tak w ogóle to zauważcie, że cały czas dominuje na naszych warsztatach martwa natura! A co z innymi tematami? Ludzie, czemu nie malujecie ...ludzi?
 
Kolejna praca Marysi to również kwiaty. Rozmach i lekkość z jaką maluje autorka, tak zafascynowały naszego Guru malarskiego Tadeusza, że zrobił nam na temat malarstwa Marysi całkiem udaną laudację!
A z jaką pasją przemawiał. To było doprawdy bardzo miłe z jego strony i dziękuję Tadeuszowi za takie zachowanie. Muszę w niedługim czasie przygotować specjalny wpis poświęcony naszej malarce Marysi Donart. Natomiast tuż obok Marii, spokojnie, cichuteńko tworzyła druga Maria de Weyher. Tym razem dla odmiany ... martwa natura z tulipanami. Piszę, dla odmiany, ponieważ jak dotychczas raczyła nas samymi pejzażami. I dobrze!
 
Kolejna artystka, która rozpoczęła nowy obraz to prześwietna Stasia Gugałka. Oczywiście machnęła najpierw jakżeby inaczej, ...martwą naturę z kwiatami
ale muszę donieść, że jako jedyna, jak na razie, rozpoczęła coś innego. Pejzaż. I jak mnie oczka nie mylą będzie to coś z Willarda Leroya Metcalfa. Obraz ten był ubiegłotygodniowym tematem, czyli inaczej mówiąc "Obrazem tygodnia" na naszym blogu. A oryginał wisi sobie spokojnie w Muzeum w Giverny we Francji.
Oczywiście, że nie będzie to jego dokładna kopia, ale inspiracja wydaje mi się zupełnie oczywista! To będzie naprawdę niezły obrazek. No i na zakończenie nasza wunderwaffe, czyli Krysia Krawczyk. Ona jest ... z tytanu. Niezniszczalna. Znowu przyniosła nam kilka swoich nowych prac. Ha, ha, ha, żeby nie było za smutno,  dla odmiany są to znowu same martwe natury! 
 
 
 
 
Ale trzeba przyznać, że jest na czym oko zawiesić. Prześliczne. Te dwie róże, obok siebie w drugim rzędzie, artystka wykonała techniką akrylową i to głównie szpachlą. A to robi zawsze wrażenie. Trzeba dużej wprawy, aby posługiwać się tym narzędziem stosując szybkoschnącą przecież farbę akrylową. Tu nawet opóźniacz schnięcia farby niewiele pomoże. Krysiu, wielkie gratulacje! 
No i to by było narazie na tyle. Do następnego piątku.

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.