niedziela, 31 października 2010

Co na paletach ?

Przedwczorajsze spotkanie znowu upłynęło na gadulstwie i przyjemnościach. Pracy było jak na lekarstwo. Jak tylko Stasia spróbowała się wyłamać z szeregu i rozłożyła sztalugi, to zaraz ją doprowadzono do porządku. Chociaż po prawdzie, udało jej się zamalować podkład pod nowy pejzaż. W piątek mieliśmy dwoje solenizantów. Wioletę i Tadeusza. Dla porządku przedstawię tylko moment wręczania kwiatów i składania życzeń. Bo potem było już tylko bardzo ... smacznie i jak zwykle w atmosferze gadulstwa. 
 
Powyżej widać, jak nasz lider grupy, kolega Józef Wollek dokonywał odpowiednich formalności i jak wszyscy się doskonale nastroiliśmy do pracy. Bo atmosfera była zarówno biesiadna jak i artystyczna. 
Jak już wszystkim pewnie wiadomo, prawie zawsze, co piątek, ktoś przynosi swoje namalowane wcześniej prace. I tak było tym razem. Przypomniana na wstępie Stasia Gugałka zaprezentowała swój ostatni obraz. Całkiem udaną kopię "Dziewczyny z perłą" Johannesa Vermeera. Sami popatrzcie jaki nastrojowy obraz.
Ale przebojem dnia były prace naszej nowej koleżanki Krysi Bajorek. Przyniosła ich całkiem sporo, i zaprezentuję na łamach naszego bloga kilka z nich.
Jak widać powyżej, prześliczne grafiki naszej koleżanki mają chyba coś z atmosfery malarstwa Alfonsa Muchy, genialnego Czecha, który rozsławił swój kraj doprowadzając sztuką plakatową na absolutne wyżyny. Sposób prezentacji portretów kobiet, według mojej oceny, posiada rzeczywiście pewne elementy sztuki plakatowej Muchy. Natomiast próbki portretów wykonanych ołówkiem ujawniają całkiem niezły talent i oko portrecisty i tylko czekam na kolejne próby, ale wykonane już metodą malarską akrylem lub olejem.
 
Na zakończenie pokażę jeszcze ostatnią pracę naszego niezmordowanego nestora malarstwa, kolegi Czesława Szyszki
Nastrojowy pejzaż już ma niezaprzeczalny urok, ale jak zapewnia autor jest jeszcze nie ukończony. Poczekamy, zobaczymy. Do przyszłego piątku!

wtorek, 26 października 2010

Na pocieszenie...

Dzisiaj zupełnie nietypowo. Zamiast ględzenia o malarstwie będzie coś o nas i dla nas, emerytów.  Przeglądając internet natknąłem się na fajny wiersz, nieżyjącej już niestety pani Józefy Juchy pod tytułem "Jak ja się czuję?" Być może niektórym z Was jest już znany, ale dla tych co go nie znają będzie w sam raz. Ku pokrzepieniu serc i ducha. Co ciekawe, wiersz ten jest niesłusznie przypisywany naszej znakomitej poetce i noblistce, pani Wisławie Szymborskiej. Pomimo jej osobistych zaprzeczeń co do autorstwa utworu, na łamach prasy czy innych mediów, wpisując tytuł tego wiersza w wyszukiwarce "Google", ciągle można się natknąć na przypisanie jego autorstwa naszej wielkiej rodaczce. A szkoda. Pani Józefa Jucha była członkinią Koła Terenowego Polskiego Związku Niewidomych w Wadowicach i jedną z jej pasji było właśnie pisanie wierszy. A ten jest naprawdę uroczy! 
Jak ja się czuję?
Józefa Jucha

Kiedy ktoś zapyta, jak się dziś czuję,
Grzecznie mu odpowiem, że : dobrze, dziękuję.
To, że mam artretyzm, to jeszcze nie wszystko.
Astma, serce mi dokucza i mówię z zadyszką.
Puls słaby, krew moja w cholesterol bogata...
Lecz dobrze się czuję, jak na moje lata.

Bez laseczki teraz już chodzić nie mogę.
Choć zawsze wybieram najłatwiejszą drogę.
W nocy przez bezsenność bardzo się morduję,
Ale przyjdzie ranek... znów dobrze się czuję.
Mam zawroty głowy, - pamięć figle płata,
Lecz dobrze się czuję, jak na moje lata.

Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi,
Ze kiedy starość i niemoc przychodzi,
To lepiej się zgodzić ze strzykaniem kości,
I nie opowiadać o swojej starości.
Zaciskając zęby z tym losem się pogódż.
I wszystkich wokoło chorobami nie nudź.

Powiadają "Starość okresem jest złotym"
Kiedy spać się kładę zawsze myślę o tym...
"Uszy" mam w pudełku, "zęby" w wodzie studzę,
"Oczy" na stoliku, zanim się obudzę...
Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuje:
Czy to wszystkie "części", które się wyjmuje?

Za czasów młodości [mówię bez przesady],
Łatwe były biegi, skłony i przysiady.
W średnim wieku, jeszcze tyle sił zostało,
Żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą.
A teraz na starość czasy się zmieniły.
Spacerkiem do sklepu, z powrotem bez siły.

Dobra rada dla tych, którzy się starzeją:
Niech zacisną zęby i z życia się śmieją.
Kiedy wstaną rano "części" pozbierają,
Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają.
Jeśli ich nazwiska tam nie figurują,
To znaczy, że zdrowi i dobrze się czują.

Tak więc, drogie koleżanki i koledzy, niech moc będzie z Wami i do roboty. Nie narzekać. Brać się za sztalugi i pędzle. W najbliższy piątek oczekuję przynajmniej po jednym obrazie na głowę...

niedziela, 24 października 2010

Czesław Szyszka - et iterum mirabilem as

Et iterum mirabilem as, czyli On znowu nas zadziwia wspaniale! Piękny wiek, cudowna pogoda ducha, wspaniały nastrój i wielkie serce do sztuki. Cokolwiek bym napisał będzie banałem wobec mojego wielkiego szacunku i podziwu dla naszego kolegi Czesława. Jak zdążyliśmy już zauważyć, on bardzo dużo pracuje i tworzy. Ostatnio przyniósł kilka zdjęć swoich kolejnych prac malarskich. Każda z nich to praktycznie oddzielna opowieść. Może kiedyś da się namówić i opowie nam ich historię. Dość przytoczyć okoliczność powstania jednej z nich. Nazwał i podpisał ją "Toscania" i przedstawia ona jesienny krajobraz z tego uroczego regionu Włoch.
Jak wyznał sam autor, namalował go na specjalne zamówienie pewnej damy! No, no. A więc jednak to nie jest tylko malarstwo ... do szuflady. Ale także dla innych odbiorców sztuki. Bynajmniej mnie to nie dziwi. Rzeczywiście widoczne jest tutaj zauroczenie autora malarstwem impresjonistów. Nawet już bez sygnatury łatwo rozpoznać styl Czesława SzyszkiPoniżej zaprezentuję parę innych próbek z ostatnich dokonań Czesława. Niektóre z fotografii są trochę, delikatnie mówiąc, skopane i zniekształcone odbłyskami światła, ale i tak nie odbiera to możliwości łatwego rozpoznania stylu autora i pozwala rozsmakować się w pięknie jego prac.
"Sad" i "Lato" w charakterystycznej piontylistycznej manierze. Mnie najbardziej urzeka kolorystyka tych obrazów mając na uwadze fakt, że autor zawyczaj wykorzystuje do ich namalowania jedynie sześciu farbek plakatowych i jednego pędzelka! Kiedyś nawet powstał w sztuce malarskiej cały oddzielny nurt malarski nazywany uczenie  "fowizmem", który również wykorzystywał bardzo ubogi arsenał środków i formy malarskiej. 
Inne prace mistrza to:
Charakterystyczne plenery, niestety w złej reprodukcji fotograficznej. Ale te klimaty już znamy. To cały Czesław Szyszka. No i poniżej jego ostatnia, jeszcze nie ukończona praca.
Trochę surrealistyczny pejzaż z tęczą w burzowym nastroju. Widać, że autor ciągle jeszcze czegoś dalej poszukuje. Nowych form? trochę nierealistycznych klimatów? Ale łatwo zauważyć, że jest to jego oryginalny pomysł. Prosto ze świata wyobraźni. I muszę dodać, że ten obraz w realu jest dużo lepszy aniżeli oddaje to fotografia. 
No cóż, cieszę się, że mam takiego świetnego kolegę artystę malarza. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz da mi się wypowiedzieć na swój temat i pokaże następne prace.

piątek, 22 października 2010

Co na paletach ?

Nareszcie! 
Ostatni wpis "Co na paletach?" był chyba jeszcze w maju, nie licząc sprawozdania z pleneru w Korytowie. Ale dzisiaj odbyło się już pierwsze spotkanie naszej sekcji plastycznej w nowym roku akademickim i jak zwykle było tak jak zwykle, czyli bardzo fajnie! Frekwencja także dopisała. A muszę dodać, że naszą grupę zasiliła nowa koleżanka i miłośniczka muzy malarstwa, Krysia Bajorek. Poniżej przedstawiam zdjęcie naszej nowej artystki-malarki.
Oczywiście, że początek spotkania przypominał bardziej jarmark aniżeli studium malarstwa, ale po tylu miesiącach rozstania, chyba nie jest to dziwne. Część szanownego koleżeństwa przyniosło swoje ostatnie dokonania artystyczne, prawdopodobnie z zamiarem kontynuacji ich tworzenia, ale kto by tam wytrzymał w takim rejwachu? Praktycznie, tylko Marysia Donart podjęła jakąkolwiek próbę malowania! 
Przyniosła nawet dwie rozpoczęte już prace. Kwiaty. Jakie urocze. Widać, że musiała w wakacje trenować! Może da się namówić i pokaże nam co jeszcze zmalowała...
Oczywiście nasz ukochany nestor malarstwa, Czesław Szyszka nie byłby sobą, jakby nie miał czegoś na tapecie! Narobił tego tak dużo, że napewno poświęcę jemu następny, oddzielny wpis, bo na to zasługuje. A tymczasem pokażę nad czym teraz pracuje. 
On zbliża się chyba do impresjonizmu. Naprawdę frapujący obraz... Tęcza, burza, niesamowity klimat przy jego niepowtarzalnej manierze i stylu! Jak ja jemu zazdroszczę tej inwencji twórczej i pasji tworzenia!
Nasza najweselsza chyba koleżanka a mój Vox populi, Marysia de Weyher, przyniosła płótno, które rozpoczęła jeszcze na plenerze w Korytowie. Panoramiczny pejzaż, ... no ale zamiast malować to piła jedynie kawę!
A że dobry humor i pańskie maniery sa zaraźliwe, to i inni, w osobach autora wpisu "B", Stasieńki Gugałki, Krysi Krawczyk, Tereski Daszkiewicz i szefa Józefa Wollek dostroili się do pozy nic nierobienia i popijali tylko przepyszną kawę lub herbatę.
No i na efekty tej rozpusty nie trzeba było długo czekać... Zamaszysty styl opowiadania koleżanek Krysi i Tereski skończył się ... na oblaniu przepyszną herbatką z hibiskusem moich dopiero co rozpoczętych prac. Oj było ciekawie! Nie widziałem jeszcze w życiu tak szybkiego sprzątania! Ale chyba moje śliwki i czereśnie potrzebowały tego, bo po wyschnięciu tak jakby ożyły i zrobiły się bardziej apetyczne...
A temu wszystkiemu przyglądał i przysłuchiwał się z dostojeństwem i powagą nasz mistrz Tadeusz Gołąb. Ale jak się później okazało, to on był przez cały czas myślami przy dopiero co ukończonym Konkursie Chopinowskim.  I nasz zacny kolega, cały rozmarzony, słuchał w myslach pięknych mazurków i polonezów.

czwartek, 14 października 2010

Autor, Autor ... pokaż rogi, dam ci sera na pierogi...

Jeszcze się nie rozpoczął na dobre nowy sezon malarski w naszej sekcji plastycznej, chociaż uroczyste otwarcie roku na UTW za nami, ale torba z przyborami do malowania, sztaluga, paleta i pędzle z farbami są już gotowe! Niestety, do pierwszego spotkania naszej grupy został ponad tydzień. Więc można przyjąć, że sezon ogórkowy na blogu ciągle jeszcze trwa. O naszych przewagach i triumfach wyobraźni plastycznej nad materią będzie najwcześniej za dwa tygodnie. Wykorzystując więc posuchę tematyczną, jako autor tego bloga, posługujący się na nim imieniem Bogusław, dzisiaj popiszę coś nareszcie trochę o sobie. 
Malowaniem sztalugowym zajmuję się już od bardzo dawna. Circa 30-35 lat. Oprócz malowania wytworów własnej wyobraźni najczęściej zajmowałem się kopiowaniem prac znanych artystów bądź znaczącym inspirowaniem się ich obrazami. Owocem tego było ponad setka płócien, kilkadziesiąt akwarel i niezliczona ilość grafik. Próbowałem swoich sił w malarstwie olejnym, akrylowym, akwareli i gwaszu, ale jednak najbardziej lubię stosować dwie pierwsze techniki. Najczęściej próbowałem naśladować obrazy Alfonsa Karpińskiego, Józefa Chełmońskiego, Alfreda Wierusza-Kowalskiego, Czesława Wasilewskiego (vel Zygmuntowicza), Wojciecha Weissa, Iwana AjwazowskiegoCamille CorotaRembrandta H. v. Rijna a ostatnio niektórych malarzy amerykańskich. Już ta lista pokazuje jaki jest obszar moich zainteresowań w tematyce malarskiej. Rozszerzyłbym ją jeszcze o malarstwo impresjonistów francuskich, bo uwielbiam przyglądać się ich obrazom, ale moje nowe ostatnio odkryte źródło inspiracji to malarze z USA i Chin. Odkryłem ich coś około trzy lata temu i nie mogę wyjść z podziwu nad wielkim bogactwem i urodą ich twórczości. O niektórych z nich pisałem już na naszym blogu. Byli to m.in. Jeremy Lipking, Daniel Gerhartz, Mitch Baird. A podziwiam jeszcze innych ciekawych twórców w rodzaju Scott'a Burdicka, Richarda Schmida, Patricii Watwood, Sherrie McGraw, Hiuhan Liu, Tae Rhea i wielu wielu innych. Uwielbiam również nasze rodzime malarstwo. Wbrew pozorom mamy się czym pochwalić. Studiowanie dzieł takich mistrzów jak wcześniej wymienieni przeze mnie moi "inspiratorzy" a także inni jak Józef Rapacki, Franciszek Żmurko czy Józef Korecki zawsze dostarczało mi dużo pięknych wrażeń. Przez prawie ćwierć wieku należałem do koła Artystów Plastyków Policyjnych "PASJA" w Szczecinie. Uczestniczyłem w kilkunastu plenerach malarskich a moje niektóre prace były wystawiane w kilku galeriach. Z dużą dozą skrępowania piszę o swoich dokonaniach podczas zabawy w malarstwo artystyczne, ponieważ zawsze traktowałem je jedynie jako moje dodatkowe hobby, okazję do odpoczynku i oderwania się od codziennych problemów zawodowych. Praktycznie wszystkie swoje obrazy rozdałem znajomym albo pozostawiłem organizatorom plenerów malarskich. W moim domu pozostało mi jeszcze kilkanaście prac, które poniżej postaram się zaprezentować. Na początek kopia obrazu francuskiego impresjonisty Constante Troyona:
Troyon Constante, "W drodze na targ"
w oparciu o obrazy Wierusza-Kowalskiego "Wilki" i "Klacz ze źrebięciem"
"Dziki w lesie"
"Róże w białym wazonie"
"Sztorm w nocy"
z lewej strony, inspiracja malarstwem rosyjskim i z prawej, detal z obrazu Rembrandta "Portret starej kobiety"
jeszcze raz słowiańszczyzna i rosyjskie klimaty z zachodem słońca...
moje ulubione garnki, które wystawiałem na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie
próba kopii "Pokojówki" Weissa, mój pierwszy akt
moje ostatnie wytwory w rodzaju martwej natury z owocami,
i "Pejzaż zimowy"
oraz niedokończony jeszcze "Marszałek"
Moja zabawa w malarstwo nie ogranicza się bynajmniej tylko do okazjonalnego namalowania obrazu bądź sporządzenia kopii obrazu na tzw. zamówienie. Największą frajdę daje mi jednak zgłębianie historii sztuki a zwłaszcza dziejów malarstwa. Czasami wypływa to na łamy niniejszego bloga i jak sądzę jeszcze nie raz będę miał okazję przedstawić Wam jakiegoś ciekawego artystę lub interesujący obraz, najlepiej z fascynującą historią. I to by było narazie na tyle. Do zobaczenia po warsztatach malarskich sekcji plastycznej.

poniedziałek, 11 października 2010

Rozważania na temat malarstwa - Amedeo Modigliani: człowiek i mit

Amedeo Modigliani (ur. 12 lipca 1884 w Livorno we Włoszech – zm. 24 stycznia 1920 w Paryżu), malarz, rysownik i rzeźbiarz włoski pochodzenia żydowskiego. Od roku 1907 zamieszkał w Paryżu, gdzie spotykał artystyczną bohemę. Artysta mimo wielu przyjaźni i znajomości nie przyłączył się do żadnego ruchu artystycznego. Chciał dążyć swoją drogą i wykreować swój własny styl, którego w początkowym okresie artyście brakowało. Modigliani ciągle pozostawał w kręgu artystów żydowskich. Zaprzyjaźnił się m.in. z Utrillem, w którym odnalazł pokrewną duszę i kompana do pijatyk. Modigliani wystawił kilka swoich obrazów w Salonie Niezależnych i Salonie Odrzuconych. Później jednak pod wpływem malarstwa Cezanne'a odnalazł swoją właściwą dla siebie drogę artystyczną. W roku 1916 Modigliani poznał Leopolda Zborowskiego (polskiego marszanda i poetę pochodzenia żydowskiego, opiekuna żydowskich malarzy imigrantów) który został jego bliskim przyjacielem i mecenasem. Zborowski zorganizował później jemu i ukochanej artysty Jeanne studio przy Rue de la Grande Chaumiere. Obok po prawej portret Zborowskiego. 
Trochę wcześniej, bo w 1910 roku miał romans z rosyjską poetką, przedstawicielką modernizmu - Anną Achmatową. W 1914 roku namalował portret Picassa. W tym czasie mieszkał ze swoją ówczesną kochanką – dziennikarką Beatrice Hastings, z którą łączył go burzliwy związek. W 1917 na zabawie karnawałowej Amadeo poznał Jeanne Hébuterne, prześliczną, dziewiętnastoletnią studentkę Academie Colarossi, w której zakochał się bez pamięci. Ich związek napotykał wiele trudności, głównie ze strony katolickiej rodziny Jeanne, która nie chciała zaakceptować Modiglianiego, który był przecież Żydem i na dodatek artystą. W grudniu tego roku Bertha Weill otworzyła indywidualną wystawę Modiglianiego, która została zamknięta przez policję z powodu znajdujących się na niej aktów. 29 listopada 1918 roku w Nicei Jeanne urodziła mu córkę, którą nazwała Jeanne Modigliani (1918-1984). Wkrótce znów była w ciąży. Amedeo malował w tym czasie najpiękniejsze portrety przyjaciół: Leopolda Zborowskiego, jego żony Hanki Zborowskiej, Luni Czechowskiej, Jeanne i jedyny w jego twórczości autoportret. Niestety wkrótce Modigliani zapadł na gruźlicze zapalenie opon mózgowych. Zabrany do szpitala Charité ("szpital miłosierdzia") umarł 24 stycznia 1920 roku. Miał tylko trzydzieści sześć lat.
fotografia Jeanne Hébuterne i jej portret
Na wieść o śmierci ukochanego, Jeanne będąca w ostatnim miesiącu ciąży popełniła samobójstwo skacząc z okna. Przed śmiercią wykonała jeszcze kilka drastycznych rysunków ukazujących wizję jej śmierci. Na pogrzeb Modiglianiego przyszedł cały Montparnasse, aby oddać hołd niedocenionemu artyście. Jeanne dopiero dziesięć lat później została pochowana z Modim w tym samym grobie za zgodą rodziny. Poniżej kilka jego słynnych prac.
Portret Jeanne i  Portret kobiety w czerwonej fryzurze
Nude Sdraiato 
Ciekawy jest fakt, że Modigliani nie datował swoich dzieł. Z tego powodu trudno określić jednoznacznie ich chronologię. Uznawane są one za jedne z najwybitniejszych w historii sztuki. Cechuje je głęboka analiza psychologiczna modela i poświęcenie pracy artysty. Modigliani malował swoje obrazy szybko. Zazwyczaj jedna sesja wystarczyła na ukończenie pracy. Po śmierci Modiglianiego jego dzieła do dzisiaj osiągają ogromne sumy. Pojawiają się także liczne falsyfikaty ale o tym w oddzielnym wpisie. Jego sztuka wywarła niesamowity wpływ na kolejne pokolenia artystów. Był i jest dalej inspiracją dla wielu.

piątek, 8 października 2010

Dzisiaj jeszcze dwa łyki statystyki...

Dzisiaj będzie trochę nietypowo. Podsumuję miniony okres trwania naszego bloga "Autumn Art" pod adresem: utw-art.blogspot.com, to jest od początku tego roku. Analizę danych oprę o ciekawą aplikację Google Analytics, która daje możliwość prześledzenia dosłownie całego ruchu internetowego na blogu.
Na początek chciałbym poinformować że w raporcie dotyczącym naszego bloga zarejestrowano aż 1471 odwiedzin z 35 krajów świata! przy bezwzględnej liczbie niepowtarzalnych użytkowników 1215 osób.
Najczęstszym źródłem odwiedzin bloga "Autumn Art" były witryny odsyłające, czyli strony na których ktoś już informuje (np. adresem odsyłacza czyli tzw. linkiem) o naszym blogu, potem wyszukiwarki internetowe, czyli odsyłacze do tematów poruszanych na naszym blogu znajdujące sie już np. na Google.pl. Ostatnie kryterium to zapewne odwiedziny nas samych lub nam najbliższych, którzy mamy zaznaczony adres naszego bloga w zakładkach naszej przeglądarki w komputerze domowym.
Kolejną ciekawostką jest fakt, że najczęściej szukaną i czytana informacją były wpisy o 600-leciu Bitwy pod Grunwaldem i o Bitwie Warszawskiej...łącznie ponad 700 wejść.
Fajną sprawą jest to, że naszego bloga czytają praktycznie na wszystkich kontynentach świata... no może poza Antarktydą i Arktyką. Ale aż 35 krajów świata to robi wrażenie! 
Szczegółowy wykaz krajów z których oglądano naszego bloga przedstawia się następująco: Polska, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Niemcy, Kanada, Litwa, Holandia, Hiszpania, Białoruś, Włochy, Dania, Wegry, Czechy, Rumunia, Francja, Australia, Szwecja, Irlandia, Słowacja, Turcja, Austria, Korea Południowa, Norwegia, Ukraina, Kolumbia, Rosja, Malta, Szwajcaria, Finlandia, Łotwa, Chorwacja, Bułgaria, Tunezja, Brazylia, Grecja.
Najpopularniejszą przeglądarką internetową jaką wykorzystywano do oglądania bloga była Mozilla Firefox.
Ponad połowę wejść zarejestrowano z komputerów z tą popularną przeglądarką. Internauci w swoich wyszukiwarkach posługiwali się najczęściej niżej wymienionymi słowami kluczowymi, które wpisywali do okienek wyszukiwarek.
Na zakończenie jeszcze podam tylko inną ciekawostkę, czyli tzw. skuteczność treści. Są to najczęściej otwierane adresy wpisów. Z tym, że pierwszy wpis "Autumn Art" odpowiada najprawdopodobniej wejściom na stronę główną naszego bloga np. w celu sprawdzenia czy pojawiły się już na nim nowe wpisy.
I to by było narazie na tyle. Zaznaczam, że takich statystyk w Google Analytics jest kilkadziesiąt i analizują one naszego bloga pod różnym kątem ale ze względu na ich obszerność pominę je celowo. Mam nadzieję, że bohaterów wpisów na naszym blogu informacje powyższe trochę dowartościują, przecież jesteście popularni na całym świecie. Gratuluję!

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.