sobota, 30 stycznia 2010

Co tam znowu zmalowaliśmy ?

29 stycznia 2010r. Burzliwe spotkanie. Gwarno jak na jakimś jarmarku. Każdy komentuje ostatni tydzień. Przyszło nas dziewięcioro i prawie wszyscy malują. Ale atmosfera. Oby tak zawsze było.
Krysia Krawczyk zaczęła nowy obraz. Poprzedni jeszcze całkiem nie wysechł a spod jej pędzla wyłania się znowu uroczy widok, tym razem na Basztę Morze Czerwone. Będzie kolejny obraz do zaplanowanej serii dziesięciu.Koleżanka Marysia de Weyher, motyw "martwej natury z makami" ukończyła chyba w domu, bo zabrała się dzisiaj za nowy pejzaż. Temat rzeczywiście bardzo ładny. Będziemy czekać z niecierpliwością na efekt końcowy !Przesympatyczna koleżanka Janina Wołoszańska jeszcze nie gościła na naszym blogu. Dzisiaj chyba kończy już bardzo nastrojowy pejzaż górski. Ależ ona jest cierpliwa. Krok po kroku, spotkanie za spotkaniem i obraz wreszcie chyba gotowy.Stasia Gugałka, maluje jak w transie. Jej zaczarowana uliczka otrzymała elewację po lewej stronie. A nie mówiłem wcześniej, że wyjdzie z tego uroczy zaułek miejski.Uwaga ! Chyba szykuje się afera dopingowa ! Marysia Donart maluje martwą naturę na ... "wspomaganiu".Jej "środek dopingujący" to sam mistrz Tadeusz Gołąb. To naprawdę fajnie mieć go czasami za plecami. Zna się facet na rzeczy i chętnie nam pomaga.Nasz nestor, Czesiu Szyszka jest jak zwykle świetnie przygotowany a jego las coraz piękniejszy.A teraz kolejny debiutant na blogu. Przedstawię samego szefa naszej grupy Józefa Wollek. Dzisiaj nie maluje lecz przygotowuje sobie materiał do przyszłego obrazu. Nakłada siatkę na zdjęcie z tematem jego nowej pracy. Na koniec coś o mnie. A zwłaszcza o mojej drodze przez mękę podczas malowania aktu. Na dzisiejszej sesji malarskiej usiłowałem wydobyć z nicości okno i firankę, która tak naprawdę ma być ledwo widoczna.Czeka mnie jednak, jeszcze duuużo pracy.
I to by było narazie na tyle.

Czesław Szyszka


Są tacy ludzie, którzy wbrew obiegowym opiniom, w pewnym wieku, powinni się już zajmować wszystkim w rodzaju odpoczynku, rozliczania się z przeszłością, refleksją bądź rozczulaniem się nad sobą ... lecz tylko nie spełnianiem swoich dawnych marzeń, bo to rzekomo za późno, czy rozwijaniem swoich ukrytych wcześniej zainteresowań takich jak poznawanie sztuki czy wreszcie spotykania się z innymi tak jak i on zakręconymi ludźmi. A już na pewno nie ... malowaniem obrazów. A ja znam takiego gościa. To nasz wspaniały kolega Czesław Szyszka. Dlatego odnoszę się do niego z wielkim szacunkiem i uznaniem. Ma już prawie 87 lat. Urodził się w 1923 roku w Hallicourt we Francji. Zdobył w swoim czasie wyższe wykształcenie na Wyższej Szkole Administracji w Warszawie i przepracował prawie całe swoje zawodowe życie w resorcie sprawiedliwości. Od 30-tu lat jest na emeryturze. Malarstwem artystycznym zajmuje się, jak mówi od 10-ciu lat. Wcześniej spełniał się jako zapalony działkowicz. Stosuje tylko i wyłącznie technikę akrylową. Tematyką jego prac jest pejzaż lub martwa natura. Uwielbia malarstwo klasyczne francuskie i hiszpańskie. Lubi studiować obrazy Moneta, Maneta, Renoira, Goyi, Picassa czy Dali'ego. Wyznaje ciekawą filozofię życiową, którą poniżej przytoczę, prawie w całości, w postaci Jego komentarza do kilku zaprezentowanych poniżej swoich obrazów.
"Na wstępie muszę określić zamierzone cele tego przedsięwzięcia. Po pierwsze - to naturalna potrzeba u schyłku życia człowieka, podsumowania swoich poczynań, błędów i sukcesów, uporządkowania wszystkich spraw. Po drugie uznając co jest cenne (nie tylko materialnie) przekazać coś swoim potomnym do kontynuacji. W tym przypadku mam nadzieję, że ktoś z moich potomnych po zapoznaniu się z moimi pracami, połknie bakcyla zamiłowania do sztuki malarskiej zawodowo lub tylko amatorsko, jako formę kulturalnego wypełnienia wolnego czasu. Oczywiście jeśli ten ktoś będzie miał ku temu odpowiednie predyspozycje psychiczne i fizyczne, choć z drugiej strony ujawnienie się określonych zdolności a nawet talentów powstaje w sprzyjających ku temu okolicznościach. Bywa bowiem i tak, że wiele zdolności a nawet talentów ukrywa się, (marnuje) z braku okazji lub możliwości ich ujawnienia i rozwoju, choć trzeba przyznać, ze obecnie już w dobie powszechnej informacji i kontaktu medialnego z rożnymi ośrodkami kultury istnieją większe szanse na ujawnienie swoich zdolności. Miedzy innymi i temu celowi ma służyć niniejszy zestaw (...) moich prac. W moim przypadku bowiem ujawnienie się pewnych zdolności do malowania nastąpiło przez przypadek. Otóż — jak starsi ludzie pamiętają — na wsi do malowania ścian wewnętrznych używano bieli wapiennej dla dekoracji. Zwłaszcza wykończenia przy suficie malowano już farbami w tak zwane szlaczki przy pomocy szablonów. Pewnego razu podczas takiego malowania mieszkania zabrakło rodzicom owych szablonów. A, że do najbliższego miasteczka, gdzie te szablony można było nabyć, odległość była spora ( ok. 10 km) a i pieniędzy rodzicom nigdy nie zbywało — zadeklarowałem się, że sam własnoręcznie bez pomocy szablonu te elementy dekoracyjne wykonam. I udało się. Byłem wtedy w wieku szkoły podstawowej i z przedmiotów prac ręcznych, rysunków miałem niezłe oceny. Jednak na tym incydentalnym zdarzeniu moja przygoda z malowaniem na wiele, wiele lat się skończyła, choć nie trudno wnioskować, że gdyby wówczas ktoś dalej mnie popchnął to mógłbym w tym kierunku swoje zdolności doskonalić. No właśnie — gdyby. Ale kto tam wówczas w tej biedzie myślał o wyższej kulturze, pierwsza była praca zarobkowa od najmłodszych lat. Potem wybuchła wojna, okupacja - wiadomo jak było. Niepostrzeżenie wszedłem w dorosłe życie, gdzie znowu walka o chleb, o karierę zawodową, troska o rodzinę stała się pierwszoplanowa. Na uprawianie, czasochłonnego w dodatku hobby, nie było czasu i szczerze mówiąc zbyt wiele chęci, do czasu przejścia na emeryturę, kiedy wolnego czasu nie brakowało mimo iż sporo zajmowałem się działką. Ale i tu do powrotu do malarskiego hobby pomógł mi również przypadek. Tym razem przy malowaniu własnego mieszkania. Malowaliśmy mieszkanie farbami emulsyjnymi z dodatkiem odpowiednich barwników do uzyskania pożądanego koloru. Po zakończeniu malowania pozostały resztki niewykorzystanych pigmentów i tymi resztkami zacząłem paćkać jakiś pejzaż i znowu wyszło coś na co można było spojrzeć. I tak znowu powróciło moje malarskie hobby bez żadnej szkoły czy nawet kursu w tym kierunku. Zupełnie amatorsko. I tak jest do dziś. Do malowania nie używam żadnych profesjonalnych narzędzi, materiałów, technik malarstwa zawodowego. Maluję "po swojemu" bezpośrednio na cienkiej, odpowiednio zagruntowanej płycie pilśniowej, co pozwala mi uniknąć stosowania tak zwanych blejtram. Jako narzędzia służą mi zwykle różnej średnicy pędzelki, ołówek szmatka. Jako farby używam wszelkie pigmenty rozpuszczalne w wodzie (farbki szkolne, plakatówki i inne). Dla utrwalenia nałożonych farb wodnych nakładam cieniutko lakier bezbarwny, który dodaje dodatkowo połysk. Jako modele lub tematy do wykonanych prac służyły mi napotkane lub wyszukane i upodobane treści z pocztówek ilustrowanych kalendarzy lub czasopism a także często przedmioty z natury jak np. kwiaty, naczynia lub inne przedmioty. Korzystałem też nie raz z uprzednio wykonanych zdjęć fotograficznych gdzie chodziło o niemal dokumentalną dokładność pracy. Bywało też, ze korzystałem również z uprzednio wykonanych własnoręcznie szkiców w plenerze, lub całkiem wymyślałem obraz od podstaw (...).
Myślę, że (...)nasuwa mi się wniosek, że "malować każdy może". Nie mogę jednak pominąć jednej okoliczności, że do kontynuowania mojego malarskiego hobby walnie przyczynił się mój udział w zajęciach Uniwersytetu Trzeciego Wieku w sekcji plastyki, do której z racji moich zainteresowań należę. Mam wiec niezłomną nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi choćby w następnym pokoleniu."

Czerwiec 2009 rok; Czesław Szyszka

No cóż. Nic dodać, nic ująć. Wzruszająca historia. Chciałbym dożyć takich lat w tak wspaniałej kondycji psychicznej i mieć tak wielką wolę tworzenia i zagłębiania się w sztukę. Życzę Ci dużo zdrowia drogi Czesławie i czekam na nowe prace. Sto lat !!!

piątek, 22 stycznia 2010

Rozważania na temat malarstwa: Akt - część 1

„Najpierw powstała dusza, potem ciało” - Platon

Akt, łac. actus – przedstawienie nagiego ciała ludzkiego w sztuce, zazwyczaj wykonane w oparciu o studium z żywego modela. Akt jest jednym z najważniejszych tematów malarskich i fotograficznych w dziejach sztuki, oraz podstawowym tematem rzeźby. Akt może pojawić się jako samodzielny temat, bądź jako część większej kompozycji. Jest uważany za podstawę artystycznego wykształcenia. Tyle by było jeśli chodzi o definicję z Wikipedii.
Akt jest często kojarzony z erotyką. Zaglądając dalej do Wikipedii czytamy, że erotyka (gr. eros – miłość) to termin określający przeżycia wewnętrzne, mające źródło w seksualności oraz oceny i postawy wobec niej. Reprezentatywnym wyrazem erotyki są szeroko pojęte dzieła sztuki (utwory literackie, fotografie, filmy, rzeźby i obrazy) dotyczące zmysłowości i miłości. Erotyka jest często postrzegana jako nacechowana seksualnością, pożądaniem, wulgarnością oraz uwielbieniem ciała i mylona z pornografią. W odróżnieniu od pornografii dzieła erotyczne przedstawiające seksualność człowieka mają aspiracje do wyższej sztuki i ich podstawowym zadaniem nie jest wywołanie podniecenia, ale raczej dostarczenie oglądającemu lub czytającemu wrażeń estetycznych. W malarstwie występuje m.in. w dziełach Gustava Klimta i Agostino Carracciego.
Kontynuując wątek, w oparciu o ciekawe spostrzeżenia na temat aktu, zawarte na portalu "www.akt.ef3.pl", chciałbym zilustrować dzisiejszy wpis o historię francuskiego malarza Gustawa Courbeta. W 1866 roku, realista Gustaw Courbet namalował skandalizujący "Początek świata", który można uznać za ostatnie słowo aktu (choć wielu wolałoby uniknąć określenia "akt" w odniesieniu do tego płótna). Obraz przedstawia z ginekologiczną precyzją kobiece łono, a surowe kadrowanie zabiera modelce jakiekolwiek cechy osobowości. Później (a prawdopodobnie i wcześniej) liczni artyści ponawiali to pornograficzne kadrowanie, zwykle jednak w celach prywatnych i rozrywkowych (słynął z tego np. Amedeo Modigliani). Courbet jednak udowodnił światu, że galeria sztuki zniesie nawet tak wynaturzony akt. Po Courbecie nikt nie posunął się dalej. Lucian Freud próbował co prawda zdeklasować Courbeta, jednak udało mu się jedynie uzyskać odrobinę więcej obrzydliwości przy całkowitym braku innowacyjności. Chociaż jego golizna osiąga astronomiczne ceny !. Ale cóż robić, przecież świat dzisiaj zwariował.
No cóż, można by o tym ... tak bez końca. W końcu to samo życie.

Postanowiłem więc, jako całkowity malarz-amator, spróbować i ja swoich sił w temacie aktu.
Proces malowania obrazu ciągle jeszcze trwa, więc co jakiś czas, we wpisie do niniejszego bloga, będę zamieszczał kolejne etapy z jego tworzenia. Na początek przedstawię cztery, utrwalone przeze mnie, kolejne etapy malowania. Obraz malowany jest na tzw. canvas board, czyli płycie pokrytej zagruntowaną tkaniną. Na początku wykonywany jest podkład za pomocą farb olejnych akrylowych. Po jego zakończeniu, obraz zostanie pokryty w odpowiednich partiach farbami olejnymi. Do malowanego motywu aktu wybrane zostały farby olejne akrylowe o następujących kolorach: żółty neapolitański czerwony, ochra żółta, żółty kadmowy ciemny, żółty neapolitański ciemny, siena palona, crimson red, biel tytanowa, brąz vandyke'a, błękit coeruleum i czerń słoniowa. Jak narazie, to nie wiem jeszcze jakie farby olejne wybiorę do jego ukończenia. Jako źródło posłużyło mi czarno-białe stare zdjęcie pewnej młodej niewiasty, które zaprezentuję dopiero na koniec procesu tworzenia obrazu.
Na wstępie wykonałem w miarę szczegółowy rysunek konturowy, który zacząłem wypełniać stopniowo farbami.Najpierw odbyło się "chude" malowanie części zasadniczej. Pierwszą podmalówkę wykonałem rozwodnionymi akrylami. Potem zamalowałem dolne partie obrazu, narazie ciemnym żółtym i przystąpiłem do zabawy z cieniem w części ... szlachetnej.Dalej, wykonana została pierwsza podmalówka pod koszulkę, włosy, twarz, krawędź łóżka oraz próba doboru koloru ściany, bo przecież zdjęcie jest czarno-białe....Następna, dłuższa sesja malarska pozwoliła dopracować szczegóły ... najładniejszej części obrazu, następnie przemalowałem dolną partię obrazu uwydatniając cień, bo przecież piękna Odaliska leży pod oknem, dalej zamalowałem zasadniczą część ściany z uwzględnieniem firany, która ma być, przynajmniej w teorii prześwitująca a jak wyjdzie to zobaczymy.Narazie tyle. Wkrótce, mam nadzieję, że będę mógł dołączyć dalsze etapy malowania tego aktu.
Następny etap malowania obrazu z aktem pochodzi z połowy lutego. Zarysowałem już całkiem wyraźnie okno wraz z konturami firanki. Ciągle poszukuję koloru ściany. Aktualnie, trochę ją rozjaśniłem.
Zaczynam szukać faktury i koloru pościeli. Na razie w odcieniach żółcieni, ale chyba spróbuję tradycyjnie białą. Poczekamy... zobaczymy. No to na razie, łapię się za pędzle i paletę.Rzeczywiście, jest chyba lepiej. Kolor pościeli jest bardziej ... naturalny. Ale tapeta na ścianie niekoniecznie. Mam pomysł. Zmienię ją na odcień brązowy.Nawet wyszło całkiem, całkiem. Teraz poprawka firanek i można jechać z warstwą olejną. Aha. muszę Jej jeszcze wyczyścić stopy. Gdzie ona tak je zabrudziła. Wkrótce, mam nadzieję będzie koniec.

Co się dalej maluje ?

Dzisiaj, 22 stycznia frekwencja znów dopisała. Co prawda rozstawiło swój sprzęt do malowania jedynie siedmiu twórców, lecz pozostali dzielnie im kibicowali i komentowali nasze prace i sukcesy na ostatnim wernisażu.
Jak zwykle, niesamowitą wydajnością, szybkością w malowaniu i wspaniałym efektem w postaci uroczego obrazu kościółka prawosławnego w naszym mieście, wyróżniła się Krysia Krawczyk.Ta malarka ma niesamowity potencjał. Postanowiła do marca wykonać dziesięć prac z zabytkami Stargardu. Będziemy jej kibicować. Gratulacje Krysiu.
Stasia Gugałka, zakochana jest w malowaniu architektury. Narazie, za żadne skarby nie daje się namówić na inne tematy malarskie.Fakt, że tworzy niesamowicie delikatne faktury budowli, zaułków starych miast, ale ja i tak uważam, że powinna spróbować wykorzystać swój potencjał w pejzażu.
Za to Wioletka Nieroda jest w malowaniu pejzaży wręcz nienasycona. Opanowała tak ciekawą technikę malowania szerokich planów pejzaży, że po kilku szybkich pociągnięciach pędzla wyłania się na Jej obrazach, niesamowity efekt perspektywy.Widać, że procentuje tutaj oko i doświadczenie fotografika. Przecież jej drugim hobby jest właśnie fotografia.
Nasza koleżanka Marysia de Weyher, wzięła dzisiaj na tapetę motyw martwej natury z makami.Trzeba przyznać, że widać na Jej obrazie efekt bliskiego sąsiedztwa z Czesiem Szyszką, bo tak jak on, przyjęła w dzisiejszym malowaniu manierę puentylizmu. No, no, ciekawe...
Nasz nestor Czesław Szyszka dalej wszystkich zadziwia.Przyniósł dzisiaj prawie ukończoną pracę i zaszokował nas, że tak drobne detale na swoim płótnie wykonuje ...tak grubym pędzlem. Ten gość to ma wprawną rękę !
Pora przedstawić nową koleżankę w naszej bohemie malarskiej, Marię Donart. Ona ma nawet odpowiednie nazwisko ! Jest już z nami drugi tydzień i co...cicha woda, brzegi rwie. Taka skromna, ale jak zaczęła to sami zobaczcie. Ona rzeczywiście to coś ma ! Czuję, że spod jej pędzla wyjdzie sporo ciekawych prac.
Na koniec coś o mnie, autorze tego wpisu. Co prawda przygotowuję się do malowania portretu, więc na początek postanowiłem zacząć od malowania ludzkiego ciała.A, żeby było łatwiej więc wybrałem najbardziej gładką i niepomarszczoną część...ciała kobiety. Nooo... trzeba na czymś potrenować. Jak wyjdzie dalej zobaczymy. Szczegóły tego aktu może zaprezentuję na osobnym wpisie.
I to by było narazie tyle. Prawda, że idzie nam całkiem nieźle. Będzie naprawdę sporo ciekawych prac na nastepny wernisaż.

środa, 20 stycznia 2010

Inspiracje - Daniel F.Gerhartz


Rozpoczynam w tym miejscu, cykl prezentacji ciekawych postaci ze świata sztuki malarskiej, których prace oprócz oczywistych walorów poznawczych i estetycznych mogą również dla nas amatorów, stanowić doskonałą inspirację do samodzielnego tworzenia własnych obrazów. Przedstawiam sylwetkę młodego amerykańskiego malarza, którego notkę biograficzną oparłem o źródła internetowe występujące na portalach "Art Renewal Center" oraz jego własną stronę www.danielgerhartz.com.
Daniel Gerhartz urodził się w stanie Wisconsin w 1965 roku, gdzie obecnie mieszka z żoną Jennifer i trójką dzieci. Jego zainteresowanie sztuką ciągnie się już od młodych lat, kiedy jako nastolatkowi zaproponowano sporządzić jakiś trudny rysunek. Właśnie w tym momencie odkrył u siebie swoją życiową pasję. Daniel zaczął edukację artystyczną w American Academy of Art w Chicago, gdzie studiował w sztuce klasycznej by zanurzyć się potem w zastosowaniach innych technik malarskich i tzw. designu. Po krótkim epizodzie ze sztuką komercyjną, rozpoczął dalsze pogłębianie wiedzy o sztuce, odwiedzając muzea, studiując dzieła mistrzów malarstwa a także prace współczesnych jemu artystów. Daniel odnalazł swoją pasję życia w malarstwie. Jego specyficzne podejście do pracy z rysunkiem, połączone z umiejętnością obserwowania krajobrazu a także znakomita zdolność widzenia odcieni światła, koloru i formy przyczyniły się do tego, że wiele jego prac zostało wystawionych na niezliczonych wystawach indywidualnych jak i zbiorowych, zarówno na poziomie krajowym w Stanach Zjednoczonych jak i międzynarodowym.Największą jego inspiracją były i są dalej dzieła takich mistrzów, jak John Singer Sargent, Alfons Mucha, Nicolai Fechin, Joaquin Sorolla, Carl von Marr, jak również wielu innych impresjonistów francuskich i amerykańskich.Tematyka jego obrazów obejmuje obszary życia związane z postaciami kobiet bądź pasterek, zwykłym życiem codziennym, idyllicznymi krajobrazami lub wypoczynkiem w ciszy połączonej z medytacją lub kontemplacją. W swoim malarstwie osiągnął mistrzostwo w kreowaniu postaci kobiecej, wykazując zwłaszcza geniusz w przedstawianiu ubioru swoich postaci.Czerpie tu inspiracje z bardzo starej tradycji romantyzmu i symbolizmu. Jego doskonałe opanowanie anatomii postaci ludzkich i skomplikowanej powierzchni ciała, jak i ubiorów, wywierają na jego płótnach bardzo silne doświadczenia wizualne.
Więcej szczegółów o jego twórczości oraz fotografii jego prac można obejrzeć na stronie www.danielgerhartz.com.

piątek, 15 stycznia 2010

I ... po wernisażu...

Przez najbliższe dwa tygodnie będzie można w Sali Wystawowej Książnicy Stargardzkiej oglądać malarskie oraz hafciarskie pokłosie działalności dwóch sekcji UTW w Stargardzie, tj. Sekcji Plastycznej i Sekcji Rękodzieła Artystycznego. Uroczyste otwarcie wystawy zgromadziło zarówno autorów prac, ich bliskich, przedstawicieli władz naszego miasta jak również zwykłych pasjonatów sztuki.

Cieszy w szczególności, że my, członkowie Sekcji Malarskiej UTW, mogliśmy tutaj zaprezentować dosyć reprezentatywną próbkę naszych możliwości artystycznych oraz ujawniliśmy publicznie swoją wielką pasję tj. miłość do sztuki i malarstwa w szczególności. Myślę, że wystawa dziś prezentowana będzie mocnym wejściem w Nowy Rok, który zaowocuje nowymi pomysłami jeszcze piękniejszych prac malarskich - od olei, przez pastele, gwasze i akwarele. To wspaniale, że jest pokolenie ludzi, którzy czują w sposób specyficzny i potrafią wykorzystać ten dar od Boga, że na płótnie czy w inny sposób przedstawiają piękno sztuki - albowiem piękno uchwycone na tych obrazach, już zostanie, nieprzemijające i cudowne.
Większość prac została opublikowana na serwisie Flickr.com. Jeśli chcesz popatrzeć na prace, to klinij na odnośnik: "robocza wystawa prac". Przyjemnego oglądania.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Wernisaż, pierwszy w nowym roku

W dniu 14 stycznia 2010 roku (tj. w czwartek) od godziny 17:00, w Sali Wystawowej Książnicy Stargardzkiej na I piętrze odbędzie się wystawa malarstwa i rękodzieła Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Tytuł wystawy brzmi: "Oczami widziane, nitką i farbą malowane". W wystawie uczestniczy oczywiście również nasza Sekcja Plastyczna. Swoje prace wystawi kilkunastu artystów-malarzy, członków Sekcji Plastycznej.


Na wystawie, swoje prace przedstawi m.in., nasz 86-letni kolega Czesław Szyszka, przedstawiciel puentylizmu (pointylizmu) - neoimpresjonistycznej techniki kształtowania formy obrazu, polegającej na budowaniu kompozycji obrazu poprzez zapełnianie gęsto rozmieszczonymi, różnobarwnymi punktami i kreskami kładzionymi na płótno czubkiem pędzla.

Czesław Szyszka - bez tytułu

Serdecznie zapraszamy na wystawę. Wstęp wolny.
Osoby bliskie i znajome artystów, bardzo mile widziane.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Nasze inspiracje malarskie

Wykorzystując przerwę świąteczno-noworoczną w pracach naszej grupy plastycznej, chciałbym przedstawić niektóre źródła naszych inspiracji malarskich, albowiem jak każdy szanujący się artysta nie unikamy podglądania innych, lepszych, bardziej doświadczonych malarzy artystów. Dla niektórych z nas, źródłem tematyki malarskiej jest np. architektura naszego pięknego miasta Stargardu, a zwłaszcza jego zabytków, dla innych tematem prac są urocze pejzaże ze zdjęć wykonanych podczas swoich wypadów turystycznych. Dla jeszcze innych tematyka malarska opiera się na dziełach uznanych mistrzów. Przecież już sam Rembrandt kopiował obrazy swojego mistrza Fransa Halsa i doszedł do doskonałości. My uważamy, że każdy sposób jest dobry, jeżeli prowadzi do celu, czyli daje nam możliwość spełnienia się artystycznego, tworzenia własnoręcznie wykonanych obrazów, doskonalenia techniki malarskiej i wreszcie wzbogacania samego siebie. Wspólne przebywanie w pracowni malarskiej, wzajemne omawianie tworzonych prac poparte bezcennymi radami mistrza Tadeusza pozwala osiągnąć tak niezwykły stan ducha, że każde piątkowe spotkanie wydaje się bezcenne, na które trzeba niemiłosiernie długo czekać ... bo aż do następnego piątku ! Dla zilustrowania tego posta przedstawię kilka prac mało u nas znanego współczesnego artysty amerykańskiego Mitcha Bairda, posługującego się techniką olejną i akrylową.

Mitch Baird - Along the Villamette

Mitch Baird - Autumn hues

Mitch Baird - Silver cup

Mitch Baird - urodzony w 1972 w USA, zamieszkały blisko Portland (Stan Oregon), przedstawiciel młodego pokolenia amerykańskich artystów malarzy, postimpresjonistów. Jego prace były wielokrotnie wystawiane i nagradzane w USA (m.in. przez American Impressionist Society). Jego strona WWW: http://www.mitchbaird.com

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.