wtorek, 30 listopada 2010

Inspiracje - awangardowy Charles Dwyer

"Śniło mi się, że byłem motylem, i nie wiem, czy jestem człowiekiem, 
któremu śniło się, że jest motylem, 
czy też jestem motylem, któremu się śni, że jest człowiekiem".
Liezi (Lie-cy, właśc. Lie Yukou; V/IV w. p.n.e.) – filozof chiński

Przedstawię dzisiaj bardzo ciekawego reprezentanta sztuki współczesnej, wręcz awangardowej. W odróżnieniu do dosyć zatęchłego już malarstwa dawnych mistrzów, które jak dotąd najczęściej pokazuję ale jednak dalej niezmiennie uwielbiam, pokażę interesującego artystę zza oceanu, niesamowitego Charlesa Dwyera. Ten niezwykły amerykański artysta plastyk urodził się w 1961 roku w West Bend, w stanie Wisconsin w USA. Jest wykształcony artystycznie. W 1984 ukończył studia na Milwaukee School of Art & Design (z wyróżnieniem). 
Jego zainteresowania artystyczne obejmują: rysunek, malarstwo, grafikę, fotografię, anatomię, historię sztuki i architektury. Najważniejsze inspiracje Dwyera to impresjonizm (1840 - 1890) i ekspresjonizm (1930 - 1950). Swoje prace wystawia już od 1985 roku. Jak sam przyznaje, w swojej twórczości jest pod wpływem prac Egona Schiele, austriackiego malarza i nauczyciela m.in. Gustawa Klimta i Sonii Delaunay, francuskiej malarki, której paleta i wzornictwo inspirują go do dnia dzisiejszego. Inne wpływy w jego twórczości to prace Alexeia Jawlenskyego, niemieckich ekspresjonistów z grupy Der Braue Vier (w tym Kandinskyego, Marca Franza i Augusta Macke) a nawet samego Matisse'a. W tym duchu Dwyer rozwinął swoją pasję do sztuki dekoracyjnej i nurtu ekspresjonistycznego. Popatrzmy na kilka jego prac. Są doprawdy nowatorskie i niemalże hipnotyzujące. Znacząca ich część to pastele połączone z akrylem i gwaszem.
 
Trzeba zaznaczyć, że wielu kolekcjonerów sztuki i znanych galerii stara się o prace Dwyera co wcale nie dziwi. Co ciekawe, w 1990 roku niektóre z nich opublikowano nawet w Playboy Special Editions Ltd. jednak nie zdobyły one szerokiego uznania. Dzisiaj wiele z jego prac jest postrzegane jako bardzo nowatorskie oraz awangardowe i znajdują  się one na całym świecie w licznych zbiorach prywatnych i publicznych. W animowanej galerii poniżej pokażę troche więcej tych perełek.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Inspiracje - Yves Thos. Te kobiety, kobiety...

Mężczyźni pragną zawsze być pierwszą miłością kobiety. 
Kobiety zawsze pragną być ostatnim romansem mężczyzny.
— Oscar Wilde

Jeżeli chcesz wiedzieć, co ma na myśli kobieta, nie słuchaj tego co mówi - patrz na nią.
— Oscar Wilde

Nie ma kobiet nie do zdobycia, są jedynie mężczyźni do dupy.
— Andrzej Klawitter

Kobieta łatwiej przyzna, że nie ma racji, gdy ma rację, niż gdy jej nie ma.
— Marilyn Monroe

W życiu niewiasty rozróżnić można siedem okresów: niemowlę, dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta.
— George Bernard Shaw


Yves Thos (1935 - ), to niesamowicie utalentowany francuski projektant, malarz, grafik, ilustrator, twórca plakatów. Naprawdę trudno jest oddzielić czy rozróżnić elementy jego działalności i twórczości pomiędzy wszystkimi powyżej wymienionymi elementami sztuki. Jego malarstwo żywi się wymaganiami plakatu co nadaje mu głęboką osobowość. Artysta nie bawi się w niepotrzebne szczegóły, które według niego rozpraszałyby tylko widza. Malarzowi wystarcza tylko praktycznie szkic czy rysunek, aby wyrazić znaczenie przedstawianej sceny, która brzmi czasami aż surrealistyczne na jego płótnach. Yves Thos kocha przede wszystkim piękno. I to na jego obrazach jest widoczne. Kobiety są na nich przedstawione uroczo i bardzo realistycznie. A kolory jak tutaj brzmią. Warto wziąć przykład z takich obrazów. Prawda?
Poniżej umieściłem galerię innych jego prac. Przyjemnego oglądania.

sobota, 27 listopada 2010

Co na paletach ?

"To, co mi się w życiu podoba, podoba mi się bardziej niż mi się nie podoba to, co mi się nie podoba".
Józef Marian Chełmoński (1849–1914)

Zacznę od tego cytatu wielkiego mistrza Chełmońskiego, albowiem w dzisiejszym wpisie nazbierało się naprawdę dużo ciekawych prac naszych artystów plastyków a większość z nich jest naprawdę piękna i bardzo mi się podoba. Cieszę się bardzo, że członkowie naszej sekcji coraz śmielej prezentują swoje prace. To naprawdę jest duża przyjemność móc je pokazać i skomentować a fajne jest również i to, że niektóre z tych prac znajdują nawet nowych nabywców, przyczyniając się do dużej satysfakcji dla autorów.
Prezentację zacznę tym razem od Krysi. Nasza bardzo utalentowana malarka, Krysia Krawczyk przyniosła trzy urocze pastele. Są bardzo nastrojowe. Pewnie ktoś będzie bardzo zadowolony, kiedy powiesi którąś z nich na ścianie w swoim domu. Krysia jest bardzo zdolną i pracowitą osobą. Jest wręcz nienasycona w swojej twórczości malarskiej i ciągle poszukuje nowych tematów malarskich. Poniżej pokażę jej wspaniałe pastele:
 
 
Natomiast jej imienniczka i nasz nowy nabytek w sekcji malarskiej, Krysia Bajorek, przyniosła martwą naturę z kwiatami oraz niesamowity portret jej ukochanej kotki. Niestety, kicia już odeszła i po prawie 20 wspólnie przeżytych latach bardzo trudno jej rozstać się ze swoim  ukochanym zwierzęciem domowym. Bo był to przecież członek rodziny. Gratuluję jej więc przepięknego obrazu ukochanego, puszystego towarzysza. 
Koleżanka Teresa Daszkiewicz postanowiła pochwalić się swoimi dwiema nowymi pracami. Kopia Michałowskiego całkiem udana, gratuluję. Natomiast kwiaty są super!
 
Nareszcie zaszczyciła nas swoimi nowymi pracami Marysia De Weyher. Jej nowe obrazy mają niesamowity klimat oraz potencjał nastroju i nostalgii. Krajobraz rzeki Iny z zamglonym horyzontem urzeka spokojem i ciszą. 
 
Za to zachód słońca z nieodłącznymi trzcinami nie trzeba podpisywać. Tylko Marysia może tak oddać nastrój, a trzciny to przecież ... jej sygnatura. Jej niespokojne i szybkie pociągnięcia pędzla pozostawiają jej obrazy niby niedokończone, ale tak naprawdę ona przestaje je malować w odpowiednio dobranym momencie. To widz ma sobie dopisać resztę. Nie można przejść obojętnie obok tych płócien, oj nie.
Na zakończenie pokażę jeszcze skandalizującą Stasię Gugałkę i dowody na nielegalną i niezarejestrowaną manufakturę lidera Józefa Wollek. Stasia Gugałka zabrała się za akt. No właśnie za akt i to jaki! Cała goła baba czyniąca sobie pedicure. Jak dla mnie motyw, że palce lizać...
A że robi to wyjątkowo szybko, to na koniec spotkania większość podkładu miała już prawie gotowe. Ciekawe jak będzie dalej. Cieszy mnie odwaga w poszukiwaniu nowych, niełatwych przecież tematów. Trzymam kciuki. Uprzejmie donoszę, aczkolwiek sie wstydzę, że nasz lider Józef Wollek wytwarza nieoficjalnie całe serie portretów kotów. Poniżej dowody na jego proceder. Muszę przyznać, że robi to z mistrzowską wprawą. A koty jak klony, tylko kwiatkami się różnią.

A więc jak widzicie, jest tego trochę. Sekcja pracuje pełną parą. Obrazy urocze. Cały czas coś nowego. Oby tak dalej. Do następnego spotkania.

wtorek, 23 listopada 2010

Co na paletach ?

W piątek 19-tego było znowu wesoło i biesiadnie. Autor obchodził swoje ...naste urodziny. Więc raczyliśmy się jabłecznikiem i rogalikami z nadzieniem różanym. Praktycznie, gdyby nie niezawodna Stasieńka, to nikt by nie pracował a tylko przegadał całe spotkanie. Stasia zdołała przemalować pewne partie swojego nowego pejzażu bo co niektórzy dopatrywali się w nim akcentów ... militarystycznych ;-)))) Stąd tak jak zwykle odbył się pokaz i omówienie gotowych prac malarskich członków naszej sekcji plastycznej. Dla uszanowania wielkiego zaangażowania naszej koleżanki Stasi Gugałki pokażę jej nowe prace. Były to soczysty barwą bukiet kwiatów w szklanym wazonie  i jej specialite de la maison - czyli świąteczne karty okolicznościowe. Tym razem z  "Jajem Faberge" na Boże Narodzenie.
Z kolei zaskoczyła nas wszystkich, a mnie wręcz poraziła (pozytywnie), Danusia Krzyśków. Przyniosła oto kapitalny akt. Oczywiście jest to jak sama mówi, narazie tzw. podkład, ale szykuje się jednak coś świetnego! Już to widać. Z niecierpliwością czekamy na przyszły tydzień. Co to będzie.
Wioletka Nieroda natomiast kontynuuje pejzaż poplenerowy, czyli alejkę z drzewami. Już chyba to gdzieś widziałem? Kiedy ona zacznie malować portrety? Przecież tak dobrze jej szło...
Za to Teresce Daszkiewicz postacie ludzi udają się nadzwyczaj łatwo. Przyniosła dwie swoje prace ze sceną mitologiczną z turem i arlekinem, ... a może i Pierrotem. Muszę ją na tą okoliczność później przesłuchać... Prawda, że świetne!
Na zakończenie zaprezentuję jeszcze coś nowego u naszego kolegi nestora, czyli Czesława Szyszki. Po raz pierwszy odszedł od swoich dotychczasowych schematów oraz przyzwyczajeń i popisał się nowym obrazem z dziedziny malarstwa figuratywnego.
Ta uboga w środki i formę kompozycja z pianistką nawiązuje w oczywisty sposób do malarstwa fowistów, którego tak wiele innych przykładów nasz kolega wcześniej dostarczył. Ale wielkie uznanie dla kolegi za poszukiwanie nowych form wyrazu. Po Danusi i jej akcie to drugi taki przypadek. Gratuluję wam i czekam na więcej. A na razie Pa. Do przyszłego piątku.

czwartek, 18 listopada 2010

Rozważania na temat malarstwa - Wiktor Lyapkalo, czyżby nowy Fechin?

Całkiem niedawno, kiedy przeglądałem moje ulubione strony o tematyce malarskiej dokonałem bardzo ciekawego odkrycia! Znalazłem m.in. stronę o adresie www.leningradschool.com, która pokazuje prace artystów rosyjskich z 20 wieku, w tym również całkiem współczesnych. Wśród nich natknąłem się na niezwykłego twórcę, Wiktora Aleksandrowicza Lyapkalo (Ljapkało) - Ляпкало Виктор Александрович (ur. 18.09.1956r w Ukcie, Republika Komi), współczesnego rosyjskiego malarza, niestety praktycznie u nas nieznanego. A trzeba wiedzieć, że jego obrazy wystawiane były w najlepszych galeriach Monachium, Paryża i Pragi a miał on również osobiste wystawy w Marburgu (1992, 1993), Monachium (1994), i Sankt Petersburgu (1996, 1997, 1999, 2002, 2004, 2010). Wiktor Lyapkalo jest absolwentem Instytutu Ilji Repina w pracowni Borisa Ugarowa. Od 1990 roku jest członkiem Związku Artystów w Sankt Petersburgu. Maluje portrety, akty, sceny rodzajowe i pejzaże miejskie. Jego obrazy znajdują się w wielu kolekcjach prywatnych w Rosji, Niemczech, Holandii, Francji i innych na całym świecie. Wracając do jego obrazów to nie sposób niezauważyć u niego inspiracji malarstwem takich mistrzów jak Ilji Repina, Mikołaja Fechina czy Michaiła Vrubla. Kiedy znalazłem w internecie jego obrazy to po prostu nie mogłem przestać na nie patrzeć. Postacie na nich, a zwłaszcza na jego aktach malowane są z taką wyrazistością, zmysłowością i z taką pasją, że widać w nich artystę, który kocha przepływ farby z pędzla na płótno. Jak sam akt tworzenia dzieła sztuki sprawia mu wielką przyjemność. Rozmach z jakim to robi sprawia, że wyglądają one jakby namalowanie ich było takie łatwe...
 
W malarstwie Wiktora Lyapkalo widzimy zwykłe, proste, żywe kobiety. Dorodne, otyłe, z obfitym owłosieniem łonowym. Niektóre mają rozstępy, inne obwisłe piersi, są trochę starsze lub dopiero co dojrzałe.
Zazwyczaj niechętnie patrzymy na oznaki starzenia się, choć przecież każdy z nas kiedyś zbrzydnie i pomarszczy się. Natomiast Lyapkalo zrobił z tego prawdziwą sztukę. Jego kobiety są mimo wszystko dalej ... urocze a nawet ponętne. Jak wyczytałem na jakimś innym blogu o sztuce, podmiotem tworzenia w takim przypadku jest kobieta dojrzała, "kobieta, której ciało nie poznało botoksu, silikonu ani odsysania tłuszczu (...)". I coś w tym jest. Bo prawdziwi mężczyźni zawsze jednak będą podziwiać właśnie takie kobiety i wręcz czcić je naprawdę! Bo nawet przysłowiowa lalka Barbie za kilka lat będzie przecież podobnie wyglądała. Więc czego się tutaj wypierać czy wstydzić? To jest właśnie ten fascynujący element życia każdego człowieka. Dojrzewanie! Popatrzmy więc na te obrazy i zachwycajmy się kunsztem artysty. Inne, "zwykłe" portrety pań są również niesamowite i zachwycające!
 
 
Piękne i bardzo "kobiece", prawdziwe kobiety. To prawdziwa uczta dla naszych oczu oglądanie tych obrazów. Czy ten ostatni obraz damy, nie przypomina wyśmienitego portretu Poli Negri, pędzla naszego malarza Tadeusza Styki?  
Na zakończenie pokażę jeszcze trzy ciekawe prace artysty. Martwą naturę z kwiatami, widok na rzekę Mojkę i bardzo ciekawie skomponowany półakt w kąpieli. Ten bardzo intymny akt,  to jest przecież samo życie i natura. To jest to co się odbywa praktycznie codziennie w naszych łaźniach domowych! Urocze...i jak ciekawie przedstawione.
Zapraszam do oglądania innych prac tego malarza. A jest co podziwiać! Wykorzystując link z serwisu o sztuce "ArtOddysey", poniżej uruchomię eksperymentalnie, przeglądarkę z niektórymi pracami tego artysty:


Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.