wtorek, 21 września 2010

Rozważania na temat malarstwa - sekrety Luwru

"Miłość to sztuka, a sztuka im staranniej jest wyreżyserowana, tym lepsza". 
/David/

"Człowiek obdarowany został mową po to, aby ukryć swoje myśli".
"Deficyt: to jest to co się ma, mając mniej, niż gdyby się nie miało nic".
"Nie mówcie nigdy źle o sobie; wasi przyjaciele powiedzą zawsze wystarczająco dużo". 
/Talleyrand/

Dzisiaj trochę informacji o dwóch tytanach epoki napoleońskiej. Wielkim malarzu Jacques-Louisie Davidzie i współczesnym jemu francuskim dyplomacie, ministrze spraw zagranicznych Francji, biskupie Autun, księciu Benewentu i mecenasie sztuki oraz ... biologicznym ojcu? sztandarowego malarza francuskiego romantyzmu Eugena Delacroix'a, czyli księciu Charlesie-Maurice de Talleyrand-Périgordzie. Ze względu na fakt, że miałbym co pisać o obu przynajmniej do końca tego roku, zatrzymam się więc na jednym ciekawym fakcie, ale łączącym pośrednio obie te postacie. 
Będzie to monumentalny obraz Davida pod tytułem "Koronacja Napoleona" (nazwa pierwotna "Konsekracja cesarza Napoleona I i Koronacja cesarzowej Józefiny w katedrze Notre-Dame de Paris", 2 grudnia 1804). Na wstępie lakoniczna notka biograficzna o artyście. Jacques-Louis David (ur. 30 sierpnia 1748 w Paryżu, zm. 29 grudnia 1825 w Brukseli), francuski malarz, główny reprezentant klasycyzmu, nadworny malarz Napoléona Bonaparte. Uważany był za filar sztuki oświecenia i oficjalnego artystę rewolucji francuskiej. Namalował m.in. obraz, który uznawany był jako symbol rewolucji francuskiej – "Przysięgę Horacjuszy". W 1804 roku Napoleon mianował go nadwornym malarzem i z tego okresu pochodzą główne dzieła Davida: "Portret konny Napoleona na górze św. Bernarda" , "Le sacre" (Koronacja Napoleona) (1805-1807)), portret Napoleona w stroju koronacyjnym i "Rozdział orłów w 1810 r.". Interesujący jest również fakt, że obraz ten występuje na raz aż w dwóch różnych miejscach! W Muzeum w Luwrze i w Wersalu. Sam je widziałem. Czyli jest zdublowany! 
Koronacja Napoleona z Luwru (fragment)
Koronacja Napoleona z Wersalu (fragment)
Obraz powstał na zamówienie Napoleona i miał uwiecznić ceremonię koronacji, która odbyła się 2 grudnia 1804 roku w Katedrze Notre-Dame. David był uczestnikiem ceremonii, podczas której stworzył liczne rysunki przygotowawcze do późniejszego obrazu. Prace nad obrazem David rozpoczął 21 grudnia 1805 roku w dawnej kaplicy Kolegium Cluny, w pobliżu Sorbony, która służyła mu jako tymczasowy warsztat. W tworzeniu dzieła pomagał mu jego uczeń Georges Rouget. Ostatni szlif artysta położył w listopadzie 1807 roku. Od 7 lutego do 21 marca 1808 roku praca była wystawiona w Salonie. Do 1819 roku obraz był własnością malarza, po czym dzieło zawieszono w Muzeum Królewskim, gdzie znajdowało się do 1837 roku. Następnie, na rozkaz króla Ludwika Filipa, obraz przeniesiono do Wersalu, a w 1889 roku do Luwru.
Pierwotnie artysta planował stworzenie cyklu czterech obrazów, opowiadających o całym wydarzeniu historycznym. Jednak ostatecznie postanowił uwiecznić moment koronacji cesarzowej Józefiny przez Napoleona, już z koroną na głowie. Wybór tej sceny spowodowany był prawdopodobnie chęcią uniknięcia przedstawienia rzeczywistego kontrowersyjnego aktu samokoronacji imperatora w obecności papieża. 
szkic Davida do Koronacji Napoleona
Obraz ten, dzięki wierności odtworzonej sceny, uważany jest za dokument historyczny, choć niektóre osoby na nim przedstawione w rzeczywistości nie były obecne podczas koronacji.
Niektóre przedstawione na obrazie postacie to:
1. Napoleon (1769–1821) – przedstawiony na podobieństwo cesarzy rzymskich; stoi, trzymając koronę.
2. Józefina (1763–1814) – żona Napoleona; klęczy i przyjmuje koronę z rąk męża, a nie jak to było w zwyczaju z rąk papieża.
3. Maria Letizia Ramolino (1750–1836) – matka Napoleona. David umieścił ją na trybunach w wyeksponowanym miejscu, przez co wydaje się być ważniejszą personą niż papież. W rzeczywistości matka nie brała udziału w ceremonii na znak protestu przeciw zatargowi Napoleona z jego bratem Józefem. Maria poprosiła malarza, by umieścił ją i syna na obrazie, za co Napoleon był wdzięczny mistrzowi.
4. Louis Bonaparte (1778–1846) – brat Napoleona, późniejszy król Holandii.
5. Joseph Bonaparte (1768–1844) – starszy brat Napoleona, który nie uczestniczył w ceremonii z powodu kłótni z cesarzem.
6. Młody Napoleon Karol Bonaparte (1802–1807) – syn Louisa Bonaparte i Hortensji de Beauharnais.
7. Siostry Napoleona.
8. Charles François Lebrun (1739–1824) - książę Placencji, był generalnym gubernatorem Holandii, zasłynął jako tłumacz: Iliady Homera.
9. Jean Jacques Régis de Cambacéres (1753–1824) - książę Parmy, prawnik, drugi Konsul, przewodniczący komisji kodyfikacyjnej powołanej do opracowania Kodeksu Napoleona, który do dnia dzisiejszego jest fundamentem prawa francuskiego.
10. Louis-Alexandre Berthier (1753–1815) – trzyma glob zwieńczony krzyżem, książę Neuchâtel i Wagram, diuk Valengin, Marszałek Francji.
11. Joachim Murat (1767–1815) – marszałek cesarstwa, król Neapolu od 1808 roku, brat szwagra Napoleona i mąż Karoliny Bonaparte.
12. Papież Pius VII – otoczony przez dostojników duchownych, aby nie narażać nowej równowagi między Kościołem a państwem, papież zgodził się uczestniczyć w koronacji.
13. Malarz Jacques-Louis David na trybunach w pozycji piszącej.
14. Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord (1754–1836) – wielki szambelan od 11 lipca 1804, który przeszedł do historii jako zręczny, cyniczny i bezwzględny dyplomata. Stanowił najdoskonalsze wcielenie typowego dla swej epoki pragmatyka, amoralnego polityka i męża stanu, choć inni widzą w nim żarliwego patriotę niezmiennie walczącego o francuską rację stanu, mimo zmieniających się okoliczności. W obiegowej opinii Francuzów stał się symbolem wiarołomstwa i politycznego cwaniactwa. Jego zachowanie było krytykowane przez wielu wybitnych ludzi kultury i sztuki (m.in. Victora Hugo, Stendhala, Balzaca). Podczas mianowania Talleyranda na swojego ministra, Napoleon Bonaparte miał powiedzieć do niego "Jesteś łajnem w jedwabnych pończochach". Za to kiedy był już ministrem, Talleyrand powiedział do księcia de Ligne, – Mówią mi, że od siedmiu lat zdradzam cesarza! – Dopiero od siedmiu? 
Mimo to jest do dzisiaj ceniony ze względu na swoje niewątpliwe osiągnięcia dla dobra kraju, np. w czasie kongresu wiedeńskiego (na którym Francja uchodziła przecież przed rozpoczęciem obrad za kraj pokonany! a jednak zachowała swoje terytorium z 1789 roku a dodatkowo Talleyrand wmówił zwycięskim mocarstwom, że rządzona teraz przez burbonów po upadku Napoleona Francja, należy również do kolalicji zwycięzców). Wizerunek Talleyranda na obrazie Davida jest jednym z bardzo nielicznych jakie się wogóle zachowały. Poniżej zdjęcie fragmentu obrazu z profilem księcia zrobione przeze mnie w Luwrze.
I jeszcze na zakończenie. Po upadku Napoleona, David musiał uchodzić wygnany z Francji jako „królobójca”, osiadł więc w Brukseli (1816) i tam dalej malował, wiek jednak sprawił, że dzieła te nie dorównują już poprzednim. Jacques Louis David pozostawił ponad 400 uczniów, z których najwybitniejszymi byli: Gros, Gerard, Drouais, Girodet, Ingres, Rude, Isabey, Granet; z Polaków m.in. Antoni Brodowski. Wywarł też decydujący wpływ na malarstwo francuskie i belgijskie XIX. w.

sobota, 18 września 2010

Już niedługo nowy rok akademicki a panowie doceniają panie

"Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było.
Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było."
Przygody dobrego wojaka Szwejka
Jaroslav Hašek

No właśnie. Nie będziemy więc rozpamiętywać naszych wcześniejszych zasług i przewag malarskich w poprzednim roku albowiem nadchodzi nowy rok akademicki i nareszcie znowu się spotkamy. Dlatego też nie będziemy patrzeć za siebie ale naprzód, bo mamy w planach, w naszej wyobraźni, wiele nowych tematów do namalowania. My, czterej panowie, jako urodzeni dżentelmeni czyli mężczyźni, którzy potrafią opisać kobietę nawet bez posługiwania się rękami, chcielibyśmy złożyć naszym drogim paniom z sekcji plastycznej UTW najserdeczniejsze życzenia pomyślności, zdrowia i radości z realizowanego hobby jakim jest malarstwo... w naszym męskim towarzystwie, rzecz jasna. Dla ozdobienia tego wpisu zaprezentuję uroczy obraz autorstwa Pascala Adolfa Jeana Dagnan-Bouveret'a zatytułowany "Akwarelistka w Luwrze" przedstawiający piekną damę wykonującą identyczne hobby jak wasze, drogie panie. 
Tak dla uzupełnienia, Pascal-Adolphe Jean Dagnan-Bouveret (07 styczeń 1852 - 1929) był jednym z czołowych artystów francuskich szkoły akademickiej. Urodził się w Paryżu, jako syn krawca, i był wychowywany przez dziadka, bo jego ojciec wyemigrował sobie do Brazylii. Później dodał nazwisko swojego dziadka, Bouveret, do własnego. Studiował w Paryżu w pracowni Alexandra Cabanela i w École des Beaux-Arts pod kierunkiem słynnego Jeana Gérôme`a. Malował naturalistyczne sceny rodzajowe z życia chłopów, pejzaże, sceny religijne i portrety. Co ciekawe, był jednym z pierwszych, który użył nowego wówczas medium czyli fotografii w celu zapewnienia większego realizmu w malowaniu obrazów. W 1891 roku został kawalerem Legii Honorowej a w 1900 roku został nawet członkiem Institut de France. Ale narazie wystarczy bo koleżanka Maria zaraz mnie wyprostuje, że zanudzam, ... a mi się poprostu nie chce spać pomimo dość późnej pory wieczorowej. No może jeszcze pokażę tylko samego artystę w swoim studio w Paryżu. Ciekawy autoportret.
No i...przytoczę jeszcze jeden przykład ciekawego malarstwa Bouverta. Jednym z najbardziej znanych jego płócien jest obraz zatytułowany "Marguerite au Sabbat" (czyli po polsku: Małgorzata na sabacie, czy jakoś tak...). 
Ten niesamowity obraz ilustruje ważny fragment z poematu "Faust" autorstwa genialnego Goethego. Przedstawia epilog motywu miłości i śmierci – miłości Fausta i Małgorzaty, która była miłością nieszczęśliwą, grzeszną, kończącą się śmiercią dziewczyny. Dla mędrca miłość do Małgorzaty jest zaspokojeniem pożądania, dla niej – uczuciem szczerym i bezgranicznym. Małgorzata, ukochana Fausta, przypłaca swoją miłość do mężczyzny cierpieniem. Uwiedziona przez mędrca, czuje się winna, że jej miłość jest grzeszna. Przyczynia się do śmierci matki, której podaje zbyt silny środek nasenny. Pośrednio z jej winy ginie brat, który staje w obronie godności dziewczyny i zostaje zamordowany przez Fausta. Porzucona Małgorzata rodzi dziecko i zabija je, obawiając się hańby i odrzucenia przez ludzi z miasteczka. Przytłoczona nieszczęściami i poczuciem winy, traci zmysły, lecz z pokorą przyjmuje wyrok śmierci. Jej śmierć staje się przyczyną cierpienia Fausta. I tak dalej i dalej... Nie będę tego streszczał. Najlepiej to sobie samemu przeczytać, bo warto.
I jeszcze jedno skojarzenie... Kiedy w sierpniu ubiegłego roku nawiedziłem Grecję, to spacerując sobie wieczorem po rozgrzanych od słońca i uroczych uliczkach Plaki w Atenach, natknąłem się na galerię greckiego artysty malarza Takisa Moraitisa (adres: Studio 129, Adrianou str., Plaka 105 58, Ateny, Grecja). Kiedy wszedłem do środka, to na wprost wejścia do galerii stał sobie obraz namalowany na ... starych drewnianych drzwiach. Poniżej jego zawartość. 
Jakie szczęście, że zrobiłem jemu wtedy zdjęcie ! Czyż nie jest podobny do "Marguerite au Sabbat" Bouverta ? Dlatego nie obawiajmy się szukać inspiracji nawet w dziełach dawnych mistrzów. Już nie mogę doczekać się pierwszego, październikowego spotkania naszej sekcji malarskiej.
No ale rzeczywiście jest już bardzo późno a ja jeszcze ciągle siedzę i dłubię w internecie oraz na naszym blogu. Więc (...) jak to mówią Anglicy: jeżeli gentleman o dwunastej nie jest jeszcze w łóżku, to powinien wrócić do siebie do domu. Więc życzę wszystkim panom i paniom dobrej nocy. Do zobaczenia na warsztatach malarskich...

środa, 15 września 2010

Rozważania na temat malarstwa - Hetery Jean-Leona Gerome'a

Dzisiaj zatrzymamy się na chwilę przed słynnym obrazem "Fryne przed areopagiem" francuskiego artysty malarza Jean-Leona Gerome’a. Ale zanim o przedmiocie wyrażę słów kilka o podmiocie czyli o cudzie natury namalowanym przez artystę czyli heterze. Dla nieświadomych wyjaśnię jeszcze kto to jest hetera, bo wiekszość przeze mnie zapytanych twierdziło po prostu, że to jest tzw. "herod baba" albo nawet "zła kobieta". Więc informuję !  Hetera (gr. hetaíra - dosł. towarzyszka; r.ż. od hetaíros - towarzysz kompan) - w starożytnej Grecji grupa zawodowych kurtyzan. Różniły się od zwykłych prostytutek niezależnością i dość wysoką pozycją towarzyską. Inna nazwa to ... córa Koryntu.
W okresie Grecji klasycznej hetery były często bogatymi i wykształconymi kobietami, które prowadziły swobodny tryb życia, ale zarazem były towarzyszkami ważnych osobistości, jak wodzowie, politycy czy filozofowie. Ich głównym celem było "mieć władzę nad kochankami dając im nadzieję, a odsuwając chwilę rozkoszy [...] więc musimy raz być zajęte albo też śpiewać, grać na flecie, tańczyć, wydawać uczty, przyozdabiać mieszkanie, musimy robić przerwy w zażyłości miłosnej, która bez tego szybko by zwiędła", tłumaczyła jedna z heter, towarzyszka filozofa.
Pozycja towarzyska heter wiązała się z usytuowaniem kobiet w społeczeństwie greckim, które poza heterami nie brały udziału w życiu towarzyskim i publicznym. Znanymi heterami były m.in. Fryne, Lais, Lagiska, Bakchis. Krążyło wiele opowieści anegdotycznych o heterach, obrazujących ich inteligencję, spryt i piękno.
Nasza bohaterka, Fryne urodziła się w Tespiach, ale mieszkała w Atenach. Prawdopodobnie była nie tylko kochanką, ale i główną modelką Praksytelesa, który uwiecznił ją jako „Afrodytę z Knidos”.
Większość posągów kobiecych tego artysty posiada podobne rysy twarzy, prawdopodobnie właśnie Fryne. Wg. jednego z podań Fryne poprosiła Praksytelesa żeby podarował jej rzeźbę, ale tę, którą sam uważa za najlepszą. Rzeźbiarz zgodził się, ale nie zdradził, które dzieło uważa za najlepsze. Fryne użyła podstępu. Kiedy Praksyteles spędzał z nią noc, przyniesiono wiadomość, że pracownia artysty płonie. Rzeźbiarz wybiegł krzycząc, żeby wyniesiono jego najlepsze rzeźby Erosa i Satyra. O tego Erosa poprosiła więc Fryne.
Później została oskarżona o bezbożność i bluźnierstwo. Podczas procesu, jej słynny obrońca Hyperejdes, najpierw wygłosił płomienną i świetną, przełożoną później na łacinę i popularną jeszcze w czasach cesarstwa rzymskiego, mowę obrończą, a potem zdarł z Fryne szaty, twierdząc, że takiej piękności karać się nie godzi. Sąd, złożony przecież z miłujących piękno Greków, się z nim zgodził, a słynna scena stała się natchnieniem artystów, w tym m.in. Jean-Leona Gerome’a, autora obrazu "Fryne przed areopagiem".
I tak dopłynęliśmy do brzegu. 
Jean-Léon Gérôme (ur. 11 maja 1824 w Vesoul, zm. 10 stycznia 1904 w Paryżu) - francuski malarz i rzeźbiarz akademicki, neoklasycysta. Dużą część jego dzieł stanowią heroiczne stylizacje egzotyczne i historyczne, m.in. egipskie. Sprzeciwiał się impresjonistom. A jednak w ostatnich latach życia próbował wykorzystywać ich technikę i nastrojowość (np. Portret ojca i syna artysty). Studiował w pracowni Paula Delaroche. Jednym z jego uczniów był Vlastimil Hofman. Ciekawy jest również fakt, że dość obcesowo potraktował malarza w swoim dziele "Malarstwo białego człowieka" Waldemar Łysiak. Jak pisze w rozdziale poświęconym właśnie Gerome, że był on malarzem akademickim, motywy Akademizmu realizował wręcz definicyjnie. Inspirując się podróżami po krajach Orientu, namalował szereg płócien z widokami haremów, których wnętrza przedstawiał jako pretekstowa scenografia dla ukazywania damskiej golizny. "Gerome był wirtuozem takich kryptoobscenicznych trików, czego dowodzą jego dwa głośne płótna - "Fryne przed areopagiem" i "Sprzedawana niewolnica". (..) Co ciekawe, scenę z Fryne przywoła jeszcze m.in. pędzel innego francuskiego malarza Davida, lecz płótno Gerome'a - z gromadą obleśnych staruchów lustrujących goliznę Fryne - jest dużo popularniejsze. (...) Obraz rzeczywiście nie jest arcydziełem, promieniuje estetyczną nudą, lecz i o to właśnie chodziło malarzowi - promieniuje także lubieżnością uzyskaną dzięki bardzo prostej sztuczce konfiguracyjnej. Typowa (klasyczna) Afrodyta czy Wenera nigdy nie zasłania sobie twarzy, bo nie musi się wstydzić swej nagości. Zdjęta wstydem Fryne pędzla Gerome'a zasłoniła ręką wzrok i odwróciła głowę od gromady satyrów, co automatycznie uczyniło jej anatomię golizną obsceniczną". Tyle Łysiak. Ten sam zabieg zastosował malarz jeszcze w dwóch innych swoich dziełach. "Na targu niewolników w Rzymie" i "Licytacji niewolnicy" z 1884r. 

Natomiast o innym słynnym płótnie Gerome'a pod tytułem "Targ niewolników", na którym arabski kupiec wpycha niewolnicy do ust dwa wyprostowane paluchy nie będę więcej pisał bo to prawie pornografia XIX wieku !!!. Jak się okazuje, nasi przodkowie wcale nie byli tacy święci. Sami poszukajcie tego obrazu w sieci i oceńcie go. To dlatego tyle "Gerome'ów" wywędrowało do USA, gdzie jeszcze w 1972 roku Dayton Art Institute zrobił Francuzowi szumną retrospektywę. 

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.