sobota, 18 lutego 2012

UWAGA. Nadeszło ... nowe!

Od dziś, możecie oglądać i czytać naszego bloga w bardzo wygodny sposób, także na wszelkich urządzeniach przenośnych, czyli z angielska zwanych, mobilnymi. Więc, możecie go czytać w trochę lepszym telefonie komórkowym, albo dowolnym, tzw. smartfonie, iPodzie, iPadzie lub innym tablecie. Przykładowy widok, jaki może się wyświetlić na ekraniku Waszego urządzenia mobilnego może wyglądać tak jak poniżej. Do czytania nawet nie trzeba zakładać okularów. No chyba, że komuś ... ręce jednak za bardzo  urosły. 
Zatem, postęp w domu i w zagrodzie, a nawet w naszych telefonach. Jedynie aparaty telefoniczne na korbkę i z kręcącą tarczą nie będą miały opcji na wyświetlanie naszego bloga. Ale trudno. Nie można mieć wszystkiego naraz. Przeżyjemy i to. Za to od teraz, wszyscy, na całym świecie, będą mogli oglądać nasze, Wasze sukcesy malarskie także z dala od komputerów. Bo nawet na plaży, w jakiejś kafejce, w toalecie czy podczas spaceru w lesie. Voilà.
Pozdrawiam

piątek, 17 lutego 2012

Filozofia domowa - męski feminizm, czy coś takiego istnieje?

"Nagość zaczyna się od twarzy, a bezwstyd od słów"
Simone de Beauvoir - francuska pisarka, filozofka i feministka

O Boże, jak ja nie lubię mojej twarzy; Och, gdyby nie te wystające kości policzkowe; Kurcze, żeby nie te małe piersi albo moje obfite biodra. Jasna cholera, a skóra już w plamkach! Nie mogę zaakceptować tego brzucha, zrobię wszystko, żeby to zmienić, nie mogę się tak pokazać, nikt mnie nie może taką zobaczyć”. Czy coś Wam to przypomina? Niestety, to jest codzienna dola i niedola zwana rozterką, prawie każdej kobiety. Kiedyś pisałem o lustrze i jego roli w życiu kobiety. Pamiętacie? Dzisiaj znowu dorzucę dwa grosze o kobiecości, ale z innej "mańki". Tytułem wprowadzenia, zilustruję tę wypowiedź ciekawym obrazem Williama Orpena podpisanym jako "The Eastern Gown" (Orientalna szata, czy jakoś tak). A widok na nim jest całkiem interesujący. Wszystko co może być widoczne, jest zasłonięte, ale i tak to widać. Natomiast to co mogłoby być widoczne, zostało zasłonięte. Czyli typowa kobieca logika, no i zastosowana w praktyce przez chłopa. Chyba feministę?
William Orpen, "The Eastern Gown" , 1906r.
Dlatego także, z premedytacją rozpocząłem ten wpis od zacytowania wielkiej Francuzki, jednej z najmądrzejszych kobiet jakie stąpały po tym świecie, pani Simone de Beauvoir (1908–1986). Czy wiecie że, jak zacząłem o niej czytać, to nie mogłem wyjść z podziwu nad jej błyskotliwą spostrzegawczością, niezwykłą umiejętnością trafnego opisu otaczającego świata z dużą dozą dystansu do samej siebie. 
A trzeba przyznać, że była całkiem ładną kobietą i miała istotnie racjonalny stosunek do nas, mężczyzn, że przytoczę jej słynną opinię: "człowiek wznosi się ponad zwierzę nie przez to, że daje życie, lecz że je ryzykuje; dlatego ludzkość wyżej stawia nie tę płeć, która rodzi, lecz tę, która zabija". Całkiem nieźle powiedziane. A to mówiła pierwsza feministka Francji! I nie przeszkadzało to jej odczuwać uzasadnioną wyższość nad całym naszym rodzajem męskim. W zasadzie to najlepiej jej poglądy streścić za pomocą składanki jej innych, nie mniej znanych wypowiedzi: "Im mniej rozpoznaję się w swoim ciele, tym bardziej czuję się zobowiązana do tego, by o nie dbać. Zostało mi ono powierzone: pielęgnuję je niczym przyjaciela, którego potrzebuję. A kiedy człowiek jest zakochany, ukazuje się światu takim, jakim powinien być zawsze. Kiedy człowiek naprawdę nie chce dłużej kochać, wtedy kochać przestaje, ale ta decyzja nigdy nie jest przypadkowa. Kiedy miłość jest wystarczająco silna, oczekiwanie staje się szczęściem. Kobieta nigdy nie powinna wobec mężczyzny mówić o innej, że jest piękna, bo może on sobie wyobrazić, że jej nie dorównuje – a żadna kobieta nie jest na tyle głupia, by odwzajemnić te pochwały. Kobieta przebacza wszystko. Ale za to często przypomina o tym, że przebaczyła". I to jeszcze: "To wstrętne, gdy kobieta, odwołując się do mózgu mężczyzny, stara się przyciągnąć go do swego ciała. Uczciwa kobieta przyjmuje pomoc mężczyzny jedynie pod warunkiem narzucenia mu swojej obecności". Jakie to przyzwoite! I mądre zarazem. Zawsze powtarzam, że kobiety są mądrzejsze od mężczyzn. Żeby tylko chciały w tę prawdę uwierzyć i częściej z tego talentu korzystać. 
W 1949 Simone de Beauvoir napisała swoje najważniejsze dzieło, słynną książkę pt. "Druga płeć" (Le Deuxieme sexe), która z miejsca odniosła ogromny sukces. W ciągu pierwszego tygodnia sprzedano ponad 20 000 egzemplarzy tej książki. Kościół rzymskokatolicki umieścił ją na Indeksie ksiąg zakazanych. Jednak z czasem, książka zyskała akceptację świata nauki. "Druga płeć" stała się jednym z głównych dzieł tzw. drugofalowego feminizmu. Książka ta analizuje podporządkowaną mężczyznom sytuację kobiet w społeczeństwie, bada przyczyny m.in. religijne, biologiczne i cywilizacyjne. Często cytuje się jej słowa: "Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi". Zapraszam do jej lektury.

piątek, 10 lutego 2012

Filozofia domowa - Autumn Art i przypowieść Paulo Coelho

„Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję.”
Oskar i pani Róża - autor: Éric-Emmanuel Schmitt.

Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.
Oscar Wilde

"Piękna kobieta, to przypadek w naturze. Piękna starsza kobieta, to dzieło sztuki."
Louis Nizer  - amerykański prawnik i pisarz

Adolphe William Bouguereau - The Broken Jug (Pęknięty dzban), 1891r.
"Popękany dzban"
Pewna legenda hinduska opowiada o człowieku, który każdego dnia nosił wodę do swojej wioski w dwóch ogromnych dzbanach przytroczonych do drewnianego nosidła na jego ramionach. Jeden z dzbanów był starszy od drugiego i był cały popękany. Za każdym razem, kiedy mężczyzna wracał ścieżką do domu, tracił połowę wody. Młodszy dzban był zawsze bardzo dumny ze swojej pracy i z tego, że nigdy nie uronił ani kropli z powierzonej mu wody. Drugi dzban zaś się śmiertelnie wstydził, że wyciekała z niego woda i był w stanie swoje zadanie wypełnić tylko w połowie, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że pęknięcia były wynikiem wielu lat wytężonej pracy. Stary dzban był tak zawstydzony swoją starością, że pewnego dnia, gdy mężczyzna napełniał go wodą ze studni, postanowił przemówić:
- Chciałbym Cię bardzo przeprosić. Jestem już bardzo stary i nie mogę utrzymać wszystkiej wody, którą mnie napełniasz.
Człowiek uśmiechnął się tylko i łagodnie rzekł:
- Kiedy będziemy wracać do domu, przyjrzyj się bacznie ścieżce, którą od wielu już lat chodzimy od studni do domu.
Dzban uczynił tak, jak kazał mu jego chlebodawca i zauważył wiele kwiatów i warzyw rosnących wzdłuż drogi z jednej tylko strony.
- Czy widzisz, o ile piękniejsza jest roślinność po twojej stronie ścieżki? – spytał mężczyzna. – Wiedziałem, że masz pęknięcia, ale postanowiłem je wykorzystać. Posiałem więc nasiona, a ty każdego dnia podlewałeś je po trochu. Ściąłem już dziesiątki róż, które zdobiły mój dom, a moja żona i moje dzieci mogły jeść sałatę, kapustę i cebulę, które urosły dzięki twojej pracy. Gdybyś nie był taki jaki jesteś, nigdy nie miałbym tego, co mam. W pewnym sensie wszyscy się starzejemy i z wiekiem nabywamy cech, które zawsze można przecież obrócić na naszą korzyść.
W Giverny Claude'a Moneta
I co Wy na to?

środa, 8 lutego 2012

Rozważania na temat malarstwa - Niewolnica na sprzedaż

"Prawdziwie godny człowiek to ten, który się w nic nie stroi"
François de La Rochefoucauld - francuski pisarz i filozof

Postanowiłem przedstawić dzisiaj prawdziwe arcydzieło malarskie, zatytułowane "Niewolnica na sprzedaż".  Jest to obraz z około 1897 roku, który namalowany został przez trochę mniej znanego hiszpańskiego malarza José Jiméneza Aranda (1837/1903); co ciekawe, brata dwóch innych malarzy, Luisa Jimeneza Aranda i Manuela Jiméneza Aranda. Jego najwybitniejsze dzieła to m.in. "Hańba" , "Walka z bykiem" i właśnie  "Niewolnica na sprzedaż". Był on również znakomitym ilustratorem książek, zdobywając wielki rozgłos wykonując aż 689 rysunków, na stulecie wydania słynnego "Don Kichota".
José Jiméneza Aranda - Niewolnica na sprzedaż (1897r.)
A teraz słów kilka o tym intrygującym i niezwykłym obrazie. I co na nim widzimy? Obraz przedstawia bardzo młodą dziewczynę, niewolnicę, która skłoniła głowę ze wstydu, w wyraźnym geście ofiary. Poniżej jej drobniutkich piersi wisi tabliczka, a na niej znajduje się napis w języku starogreckim: nazywana "Róża" ("Rhodon") a jest w "wieku" ("ETON") 18 lat ("IH"), i jej cena wynosi "800 monet". Jej długie i delikatne palce prawej dłoni wyraźnie sugerują, że nie spędziła raczej ostatnich kilku miesięcy przy pracy ręcznej. Być może jest to córka kogoś bogatego, która w tragicznych okolicznościach straciła wolność i zredukowano ją do statusu niewolnicy, albo może jest jeszcze gorzej. Jej sprzedawca pozbywa się jej, ...bo się ją już znudził, a jeszcze niedawno służyła mu za obiekt seksualny? Nie można także wykluczyć, że jest w ciąży! Czyli, prawdopodobnie towar jest już naruszony. Jakie to okropne! A w tle, widoczne są nogi lubieżnych mężczyzn, jej ewentualnych nabywców, a przede wszystkim podglądaczy! Ten okrutny krąg jest uzupełniony o ... obserwatora obrazu. Trzeba przyznać, że dziewczyna nie jest już tak zmysłowa jak niewolnice namalowane przez Normanda czy Gerome'a, ale to naprawdę wielkie dzieło sztuki!
Ten wspaniały obraz olejny posiada rozmiary 100 x 81 cm. Obecnie eksponowany jest w Muzeum w Maladze (Andaluzja, Hiszpania). Jest on uważany za jednen z najbardziej interesujących aktów w hiszpańskim malarstwie, nawet biorąc pod uwagę, że słynne "Maje" Velázqueza i Goy'i to sam "top" artystycznych nagich portretów świata. Tak więc, według napisu na tabliczce, która smutnie zwisa z szyi dziewczynki wynika, że jest ona sprzedawana za 800 monet ... straszna cena takiego piękna. Na pewnym blogu nieznanej mi hiszpanki, znalazłem nawet wiersz, jaki postanowiła ona napisać na cześć tego ... dziewczęcia. Dla znających angielski przytoczę jego początkowy fragment. Przepraszam, że nie odważę się tłumaczyć poezji. 
"Rosa"
*Rosa…the pearl of lust.
The shell is still closed…
innocence of a rubbing grit 
absorbing the nácar out of the womb.
Rosa…my skin…naked for the first time,
forgotten my outlines to get into yours.
Surprise and shame..prudish elements of Love.
I was not there, but trembled like you,
fearing the exposition of my body…asking myself
“what is it….? should I stand naked before any eye…?
“what is it” ? why should I tremble imagining the stance?
“what is it”…when should I open….give myself….bloom …like this?
Dumbed sensuality, crashed by the ignorance,
and you there… offered, misused…without choosing your fate.
(...)
Jako ciekawostkę przytoczę również fakt, że istnieje pewne stare opowiadanie/bajka hispańska, w której występuje podobna do namalowanej, orientalna wersja Kopciuszka. W opowiadaniu tym, jest historyczne Rhodopis i kurtyzana, która została kupiona na egipskim targu niewolników przez niejakiego Charaxusa. Być może właśnie to ta historia, posłużyła Arandowi za inspirację do obrazu. Stąd powstało dzieło, będące mieszanką elementów klasycznych i orientalnych (jak chociażby wschodni dywan na którym spoczywa dziewczyna).
No i na zakończenie jeszcze kilka zdań o smutnym statusie bohaterki obrazu.
W dawnych czasach historycznych, w kulturze muzułmańskiej uważało się, że więcej było kobiet niewolnic niż mężczyzn niewolników. Zniewolone kobiety otrzymywały wiele zadań i najczęściej pracowały jako pomoc domowa. Ale niektóre niewolnice musiały pełnić również rolę prostytutek: chociaż nie stawały się prawdziwymi prostytutkami, bo to jest zabronione w islamie, ale zostawały tzw. konkubinami lub inaczej (ładniej) nałożnicami. Nałożnice to były kobiety, które były seksualnie dostępne dla swego pana, ale nie zostawały jego żonami. Według Koranu, muzułmanin może mieć tyle nałożnic, na ile może sobie pozwolić. Tak więc, konkubinat nie był czymś wyjątkowym w islamie. Co ciekawe, nawet nasza Biblia podaje, że król Salomon i król Dawid mieli konkubiny. I tak jest w wielu kulturach, zwłaszcza bliskiego i dalekiego wschodu. Będąc konkubiną, niewolnica miała jednak też kilka korzyści: jeśli urodziła swojemu właścicielowi dziecko, jej stan znacznie się poprawiał - nie mogła zostać wówczas sprzedana lub oddana, a gdy jej właściciel zmarł stawała się automatycznie wolna. Dziecko było również wolne i dziedziczyło po ojcu tak samo jak inne jego dzieci. Ale w przypadku opisywanej "Rhodhon", czy może zwyczajnie: "Róży", nie ma to większego znaczenia. Jej los jest niestety już przypieczętowany! I wymowa tego pięknego płótna to wyraźnie pokazuje.

wtorek, 7 lutego 2012

Filozofia domowa - Niecodzienny komentarz do zadymy wokół ACTA...

Śledząc uważnie polskie media i przysłuchując się nerwowym reakcjom naszego Pana Premiera na wszelkie, w większości niekompetentne, zaczepki naszych dziennikarzy w sprawie np. ACTA czy krachu finansowego w tzw. strefie Euro, odnoszę wrażenie, że temu gościowi jest wszystko jedno, co o Nim, lub co się do Niego mówi, tylko ważne jest aby ciągle zachowywać dobre wrażenie i dbać o odpowiednie, czyli korzystne dla Niego, statystyki poparcia. Trochę Jemu w tym wypadku współczuję. Żal mi Jego cierpienia. Bo to nie jest przyjemne ciągle silić się na kurtuazję. W jakim On musi żyć stresie? I zaraz przychodzi mi na myśl pewien bardzo stary, zaschnięty jak wojskowe suchary dowcip. A oto on...
Spotykają się dwaj angielscy dżentelmeni. W pewnej chwili jeden drugiemu wykłuł oko parasolem i przerażony krzyczy:
- Niech mi pan raczy wybaczyć, sir! Przez mą nieostrożność wybiłem panu oko!
Na co drugi:
- Nic nie szkodzi, sir, mam drugie.
A powyższe obrazy, które mają zilustrować niniejszy żart, wykonał amerykański artysta Warren Keating. Na nich też są parasole...

niedziela, 5 lutego 2012

Rozważania na temat malarstwa - Duch studni czyli wpis numer 200

Mamy mały jubileusz. To jest wpis numer 200. Jest słoneczna i mroźna niedziela. Zatem trochę rozgrzeję czytelników przy pomocy pewnego, pikantnego obrazu Charlesa West Cope'a (ur. 28 lipca 1811 w Leeds, zm. 21 sierpnia 1890 w Bournemouth) – angielskiego malarza epoki wiktoriańskiej. Tak, tak wiktoriańskiej! A będzie o gołej babie! Artysta studiował w Royal Academy, a w 1844 został nawet członkiem stowarzyszonym Royal Academy. W 1848 uzyskał status pełnoprawnego akademika. Natomiast w latach 1867–1874 pełnił w Akademii funkcję profesora malarstwa, wykonał również szereg fresków do Izby Lordów. Cope posługiwał się głównie techniką olejną, w swoich obrazach poruszał tematy historyczne, malował również sceny rodzajowe.
Charles West Cope (1811-1890) - Spirit of the Well / Duch studni
Idąc tokiem rozumowania niejakiego georgeeliot13-a, który na swoim niezwykłym, pikantnym blogu, (na którym znalazłem zresztą zdjęcie z tym obrazem) postawił zasadnicze pytanie, "Dlaczego duch dziewczyny posiada lusterko i co zdarzyło się przed laty w miejscu, gdzie został wybudowany klasztor? Angielski artysta epoki wiktoriańskiej Charles West Cope namalował obraz, który może posłużyć kanwą do powstania niejednej historii" można dojść do wniosku, że coś jednak jest na rzeczy. No bo skąd w takim miejscu wzięła się ta dziewczyna? I to naga! Czyżby kiedyś w tym miejscu był klasztor żeński? Co tutaj się rozegrało? Czyżby jakaś tragedia, klątwa? I gdzie to się dzieje? W Anglii chyba nie. Stawiałbym raczej na kontynent, np. Francję lub Niemcy. Co prawda, obserwujący zjawiskową postać braciszek trochę niedowidzi, nosi okulary, lecz zjawa albo i niezjawa oślepia go światłem słonecznym odbitym od lusterka. Drugi braciszek kręci bez opamiętania korbą. I, albo dziewczyny nie ma wcale, a on jej rzeczywiście nie widzi, i nawet nie wyczuwa, bo jej wcale nie ma, a trzymającemu ledwo co, wiadra, coś się przywidziało! albo kręcący korbą woli ... innych braciszków i jest zupełnie obojętny na damskie wdzięki. Ale skupmy się bardziej na okularniku. No cóż. Ja to nawet trochę rozumiem. Przecież to w końcu chłop. Siedzi sobie taki w klasztorze. Żyje w celibacie. A przecież głodnemu zawsze chleb na myśli. A On? Młody, zdrowy, przystojny, wyposzczony byczek w sutannie... Czysta fizjologia. I pewnie jak napisał georgeeliot13, "Za chwilę trzask spadających na kamienną posadzkę wiader przetnie klasztorną ciszę. Młody zakonnik w okularach nawet dłonie ma zdziwione, nie mówiąc o całej reszcie. Po co ta dziewczyna próbuje oślepić go światłem, odbitym w lusterku? Przecież ani w głowie mu wdzięki ducha ze studni! Ale młode ciało nagle staje się niepokorne i przestaje słuchać się głowy. Czy może być erekcja na widok ducha? I jeśli tak, to jak ją nazwać - duchowa?... A może to wcale nie był duch?"
No dobrze nie będę już dalej popuszczał wyobraźni. Ciekawy jest tylko fakt, że obraz powstał w pruderyjnej Anglii, za czasów Królowej Wiktorii i stworzył go malarz uznany! Niestety nie udało mi się odnaleźć jakichkolwiek poważnych opisów lub recenzji tego płótna. A szkoda. Ciekawe co o nim sądzili współcześni malarzowi.
A może ktoś coś o tym wie. Proszę się podzielić wiedzą na ten temat, na blogu. A może interpretacja obrazu jaką przytoczyłem jest inna. Zapraszam do komentarzy.
Pozdrawiam.
Źródło i inspiracja: georgeeliot13.blox.pl

czwartek, 2 lutego 2012

Wernisaż Sekcji Plastycznej UTW

Jak można było dzisiaj przeczytać na internetowej stronie Starostwa naszego miasta http://powiatstargardzki.eu "Od wczoraj w holu starostwa można podziwiać prace malarskie oraz rękodzielnicze, wykonane przez słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Stargardzie. Wernisaż wystawy odbył się, tradycyjnie, w przerwie obrad XV sesji Rady Powiatu. Rok 2012 jest dla członków UTW wyjątkowy, gdyż został ogłoszony rokiem Uniwersytetu Trzeciego Wieku, a patronat nad nim objęła Pierwsza Dama Maria Komorowska." No, no. A mnie tam nie było!
Dzięki uprzejmości koleżanki Wiolety Nierody, postanowiłem zamieścić otrzymany od niej link do galerii ze zdjęciami z tego wydarzenia, spośród których wybrałem kilka w celu zilustrowania niniejszego wpisu. Popatrzmy zatem na bohaterów wernisażu. Na początek hasło wystawy...
Dalej, to co zawsze na początku, czyli tzw. klapa, buźka, rączka, goździk. Pan Starosta jak zwykle szarmancki, trzyma w ręku prezent autorstwa Krysi Krawczyk
 Poniżej, część z naszych gwiazd...
 
Frekwencja nawet dopisała. Wśród gości widziano nawet naszego drogiego Czesława Szyszkę. Przyznaję, że kolega Czesław zaimponował mi swoją determinacją. Pomimo problemów ze zdrowiem, zaszczycił wernisaż i zawzięcie dyskutował z innymi widzami.
Pokażę także próbkę wystawionych prac naszych koleżanek artystek. Przepraszam obecne na wernisażu koleżanki z sekcji "cepeliowej", że ich dzieł niestety nie pokazuję, chociaż było na co popatrzeć. Ich prace można za to pooglądać w galerii Picassa (link powyżej). A na początek przemiła jak zwykle Marysia de Weyher na tle swoich prac.
I dalej, próbka dorobku naszych artystów malarzy. Część z wystawianych prac miałem już przyjemność  komentować na naszym blogu.



 Marysia udziela wywiadu Panu Staroście...
Jak zwykle elegancka Stenia Gibaszek także robiła za gwiazdę...
 Niezastąpiona autorka zdjęć Wioleta Nieroda pozuje. A fotki trzaska jej prywatny mężulek. Gratuluję.
Kolejne gwiazdy wystawy Stasia Gugałka w Terenia Daszkiewicz. Jakie milutkie...
Piękne kobiety, ciąg dalszy...
No i "na władzę nie poradzę". Szefostwo, Stasia Gugałka i Józef Wollek, jako prominentni działacze naszej Sekcji ... pilnują regału z drukami dla nowych kandydatów do Sekcji Plastycznej UTW. W tle nadworny fotograf, kolega Nieroda; prywatnie, mąż Wiolety.
To narazie tyle. Było jak zwykle, czyli miło i uroczyście. Zapraszam do odwiedzenia budynku Starostwa w celu obejrzenia oryginałów prac naszych artystów. Wystawa ciągle trwa. Pozdrawiam.

środa, 1 lutego 2012

Inspiracje - Żyvieli Joseph Zbukvic. Wypijmy za jego zdrowie - to mistrz!

"Jest całkiem dobrze. Ruscy dołują. Górale chrust, czyli małowymiarowy sortyment drzewny noszą.  Idzie zima. A ja sobie siedzę i myślę ... no to dzisiaj znowu będą piękne akwarele..."
Moje
Kolejne odkrycie. Okazuje się, że Joseph Zbukvic, bo o nim będzie mowa - to jeden z bardziej znanych akwarelistów. Urodzony na Chorwacji, żyje i tworzy w Australii. Tworzy prace z zawężoną gamą barw, jednocześnie mgliste i ostre. Jedne partie są dopracowane, podczas gdy inne pozostają zamglone, szkicowe, świetnie oddając przy tym ogólny charakter i atmosferę. Mimo odwzorowywania detali nie są one przeładowane i nazbyt realistyczne, ale pozostają wrażeniowe i lekkie. Mnie się bardzo podobają. Sami oceńcie.


Zwłaszcza prześliczne są nastrojowe nenufary. Malował je chyba w Giverny. Poznaję ten widok. Skubaniec osiągnął niemalże fotograficzną precyzję! Prawdziwy mistrz.


No i jeszcze jedna porcja ślicznych akwareli.


Jak widać na tych przykładach, jego dorobek jest całkiem imponujący. Ziutek osiągnął spory sukces ze względu na niezwykłą zdolność do przekształcenia każdego tematu na wizualny język poetycki. Różnorodność tematów, wrażliwość, liryzm i niezwykła atmosfera jego obrazów spowodowała, że z powodzeniem wystawia obrazy w wielu galeriach na całym świecie.

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.