sobota, 27 lutego 2010

Co na paletach ?

Wczoraj, 26 lutego 2010r. frekwencja nawet niezła. Przyszedł również kolega Czesław Szyszka, lecz tym razem uzbrojony nie w paletę, pędzle i karton, lecz w długopis, telefon komórkowy i PIT-a !!! No właśnie, zamiast malować ... rozliczał swoje i swojej rodzinki podatki. Drogi kolego, żeby to było ... przed ostatni raz. Tu się maluje ! I to jak.
Na pierwszy ogień daję Marysię Donart. Jak już zdążyła nas chyba przyzwyczaić, przyniosła nową pracę. Ciekawy pejzażyk ze skałami i brzozą. Sami popatrzcie jaki fajny:
Jak zwykle pełna humoru i wigoru malowała na raz dwa obrazy. Rzeczywiście założymy w sekcji ligę malarską. Trzeba tylko opracować jakiś regulamin. Z kolei Krysia Krawczyk, jak nas poinformowała, wykonała już siedem prac z tzw. "dekalogu stargardzkiego"... jak to wcześniej nazwałem. Pozostały więc jeszcze trzy obrazy do zrealizowania. Dzisiaj z impetem zabrała się za Kościół Św. Ducha.Kościół św. Ducha (niem. Heilige Geist-Kirche) jest to neogotycka budowla wzniesiona w latach 1874-1877, na miejscu pierwotnego kościoła szpitalnego założonego w 1364. Położony jest poza obrębem murów miejskich. Kościół użytkują obecnie dwie parafie: Katolicka obrządku rzymskiego pw. Ducha Św. oraz Katolicka obrządku bizantyjsko-ukraińskiego pw. Św. Jozafata Męczęnnika. W 1926 założono w kościele witraże, które dotrwały do naszych czasów. Natomiast 20 maja 1945 w czasie uroczystości Zielonych Świątek została odprawiona pierwsza w Stargardzie polska msza święta z udziałem pierwszych osadników. Tubylcy mówią na niego również "mały kościółek". Jak widać na załączonych zdjęciach, dwie godziny i kościółek był gotowy. Ta kobieta to ma "power" w rękach ! Natomiast Stasia Gugałka zgodnie z moją przed tygodniową zapowiedzią rozpoczęła nową pracę.
Zabrała się za swój ulubiony temat, czyli architekturę. Zapowiada się jak zwykle bardzo "klimatycznie i nastrojowo". Zobaczymy wkrótce. Koleżanka Janina Wołoszańska z rozmachem kontynuowała swój bajeczny pejzaż. Już teraz widać jaki potencjał ma Jej obraz.Narazie nie może wybrać koloru dachu dla dworku. W oryginale jest niebieski, wybrała czerwony a ja mówię, że najlepiej pojechać do "Fert-Dachu". Oni się na tym już najlepiej znają ! Przecież tyle tego zbudowali. Uwaga, uwaga. Wioletka Nieroda zabrała się za martwą naturę. Odpuściła sobie na razie pejzaż ale to co teraz maluje to wyszło Jej, że palce lizać. Uroczy obraz i moje gratulacje.Chyba i ja znowu machnę jakąś padłą naturę. Na koniec coś o dwóch malujących gentlemanach. Koledze Józefie Wollek i o mnie. Nasz lider Józef kontynuuje swoje kotki. Jak doniosły tajne źródła w kręgach zbliżonych do UTW, kotów będzie dwa. Jeden szary a drugi ... no właśnie, czy aby nie bury. Bo tak było w wierszyku. Pożyjemy zobaczymy. Kolega Józef jest bardzo enigmatyczny w wypowiedziach. Pozostaje nam tylko czekać.
No a teraz znowu o mnie. To jest aż nudne pisać o sobie. Jak wcześniej zauważyłem, "następną razą" namaluję prawdopodobnie martwą naturę. I mam nawet chyba jej temat. Ale muszę najpierw skończyć akt i marszałka.O kolejnym etapie aktu piszę w wątku Akt-1, natomiast tematyka obrazu z wizerunkiem Marszałka Piłsudskiego leżała mi na sercu już od dawna. Obraz oparłem na Jego fotografii czarno-białej i przypuszczam, że będzie to pierwsza, kolorowa wersja Marszałka w tej postaci. Myślę, że kto jak kto, ale Marszałek Piłsudski na to zasługuje. Powieszę Jego portret w moim pokoju kominkowym. Mam nadzieję, że wszystko mi się uda. I to by było narazie tyle o naszych dokonaniach z ostatniego piątku. Do następnego spotkania.

Rozważania na temat malarstwa: malarstwo historyczne - cz.1

Jak podaje encyklopedia "Interia.pl", jest to malarstwo przedstawiające wydarzenia historyczne związane z dziejami państw i życiem wybitnych osobistości; zgodnie z akademickimi teoriami XVIII w. to najszlachetniejszy gatunek malarstwa; jedną z odmian tego gatunku malarskiego jest batalistyka. Malarstwo historyczne istniało już w sztuce antycznej Mezopotamii, Egiptu, Grecji i Rzymu (słynna mozaika Bitwa pod Issos przedstawiająca Aleksandra Wielkiego i króla Persów Dariusza); w średniowieczu przejawiało się w iluminacjach kronik i ewangeliarzy. W okresie renensansu tematykę historyczną podejmowali Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Tycjan, A. Altdorfer, Ucello, Mantegna, Tintoretto, Veronese. Rozkwit tego gatunku malarstwa miał miejsce w baroku: P.P. Rubens, Ch. Le Brun, Rembrandt, D. Velázquez. W XVIII-XIX w. malarzami historycznymi byli m.in. J.L. David, E. Delacroix, F. Goya, F. Gérard, A. Gross, a w Polsce: M. Bacciarelli, P. Norblin, A. Orłowski, w 2. poł. XIX w. J. Matejko, J. Simler, J. Kossak, H. Siemiradzki, J. Brandt. W XIX w. malarstwo historyczne w sztuce polskiej miało szczególne znaczenie, jako utrwalające patriotyczną pamięć narodu polskiego pozbawionego niepodległości. W XX w było już mniej popularne (w Polsce w okresie międzywojennym reprezentowali je malarze z Bractwa św. Łukasza, także M. Bylina, Z. Rozwadowski), jego tematyka związana jest z I, a zwł. II woj. świat., np. obraz P. Picassa Guernica nawiązujący do ataku bombowego na to miasteczko. Poniżej przedstawię kilka przykładów takiego malarstwa. Mają one na celu, przede wszystkim rozbudzenie ciekawości i chęci dalszych, samodzielnych poszukiwań przykładów z tego gatunku malarskiego. Oczywistym jest również fakt, że zamieszczone poniżej wizerunki obrazów zostały użyte wyłącznie w celach informacyjno-edukacyjnych i pochodzą, jak wszystkie dotychczas zamieszczone na blogu zdjęcia obrazów, ze internetowych źródeł encyklopedycznych, w tym także z serwisu internetowego www.wawel.net.
Chyba dla każdego najjaśniejszym przykładem jest Jan Matejko - /1838 - 1893/, najwybitniejszy przedstawiciel polskiego malarstwa historycznego. Studiował w Krakowie następnie w Monachium i we Wiedniu. Był członkiem Towarzystwa Naukowego w Krakowie i dyrektorem Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. W 1887 roku otrzymał tytuł Doktora Honoris Causa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od połowy lat pięćdziesiątych Matejko tworzył obrazy o tematyce historycznej, głównie opowiadające wydarzenia z historii dziejów ojczystych. Prace Jana Matejki to ogromne kompozycje o niezwykłej sile wyrazu, które cechuje ogromna dbałość o szczegóły. Wszystkie prace oparte są na ogromnej wiedzy historycznej poprzedzonej wnikliwymi studiami. Jan Matejko był również najwybitniejszym portrecistą historycznym. Pod tym adresem: http://www.wawel.net/malarstwo/matejko.htm możesz znaleźć inne Jego obrazy. Niżej zamieściłem kolejno: "Zawieszenie dzwonu Zygmunta na wieży katedry w roku 1521 w Krakowie", "Bitwę pod Grunwaldem" oraz "Hołd Pruski".
Kolejnym, równie doskonałym w swoim fachu był Józef Brandt - /1841 - 1915/, polski malarz, który studiował w Paryżu a od 1862 roku w Monachium. Był przywódcą tzw. monachijskiej szkoły malarstwa polskiego. Tworzył głównie obrazy o tematyce kresowej, głównie kazacko - tatarskiej. Zainspirowany wojnami polsko - szwedzkimi Brandt namalował wiele obrazów związanych z tymi wydarzeniami. Twórczość jego cechuje realizm, swobodne ujęcie tematu, mistrzowskie oddanie ruchu, zwłaszcza koni. Józef Brandt był mistrzem szczegółów. Jego obrazy utrzymane są głównie w brunatnej barwie. Pod adresem: http://www.wawel.net/malarstwo/brandt.htm znajdziecie wiele innych jego pięknych prac. Poniżej zamieściłem jedynie dwie, ale za to jakie "Bitwę pod Chocimiem" i "Bitwę pod Wiedniem":
Innym, może mniej znanym, lecz równie świetnym był m.in. January Suchodolski - / 1797 - 1875/, który w Korpusie Kadetów uczył się architektury u Z. Vogla i rysunku u S. Kurczyńskiego. W czynnej służbie wojskowej zajmował się amatorsko malarstwem. Pierwsze obrazy historyczne wystawił w 1825 roku. Brał udział w powstaniu listopadowym. W 1832 wyjechał do Rzymu i uczył się u H. Verneta. Od 1837 przebywał w Warszawie, skąd wyjeżdżał do Petersburga. Obrazy o tematyce napoleońskiej stanowią lepszą część jego spuścizny artystycznej. Natomiast ja, przedstawię obraz zatytułowany "Obrona Częstochowy", który jest również bardzo znany za granicą z racji zestawienia go z innym dziełem tego autora a mianowicie "Szturmem na mury Saragossy". Suchodolski namalował bohaterską obronę klasztoru w Częstochowie podczas szwedzkiego potopu, gdzie jak wiadomo, strzeżony był słynny obraz Czarnej Madonny. Niezwykłe w tym obrazie jest światło, które pochodzi gdzieś z jego wnętrza a także biały kapłan ks. Kordecki, oślepiające Szwedów i ich niemieckich najemników.Inne Jego obrazy można również zobaczyć pod adresem: http://www.wawel.net/malarstwo/suchodolski.htm.
Na zakończenie tego wpisu, nie sposób pominąć wspaniałego Piotra Michałowskiego /1800 - 1855 /, głównego przedstawiciela romantyzmu w malarstwie polskim. Studiował on na uniwersytecie w Krakowie (1815-20) i w Getyndze (1821-23) nauki matematyczno-przyrodnicze, ekonomiczne i humanistyczne. W latach 1823-30 kierował organizacją hutnictwa w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu w Warszawie. W czasie powstania listopadowego kierował produkcją broni i amunicji. Do 1932, w okresie twórczości amatorskiej, wykonywał głównie rysunki i akwarele pod wpływem Aleksandra Orłowskiego i C. J. Verneta. W latach 1832-35 w Paryżu, gdzie uczył się w pracowni N. T. Charleta i studiował w muzeach dzieła malarzy hiszpańskich (zwłaszcza Velazqueza), holenderskich i flamandzkich. Ze szczególnym zamiłowaniem rysował i malował (olejno i akwarelą) konie, zaprzęgi, dyliżanse, bydło domowe. Tworzył pełne dynamiki sceny batalistyczne z wojen napoleońskich (kilka wersji bitwy pod Somosierrą) i z powstania listopadowego. Będąc pod urokiem postaci Napoleona malował wielokrotnie jego portret konny i rzeźbił projekt pomnika. Malował portrety wodzów, np. Stefana Czarnieckiego, Karola Kniaziewicza. Był twórcą realistycznych, pełnych głębokiego wyrazu, portretów rodziny(zwłaszcza dzieci) i przyjaciół oraz znakomitych studiów głów chłopskich. Wybitny kolorysta; jego kompozycje odznaczają się świetnym, śmiałym rysunkiem, syntetyczną formą i swobodą techniki malarskiej (operował szerokimi pociągnięciami pędzla). W twórczości Michałowskiego zaznaczyła się siła poetycznego odczucia natury i człowieka, dynamizm i żarliwość patrioty romantyka.
Kolejne obrazy można również zobaczyć pod adresem: http://www.wawel.net/malarstwo/michalowski.htm
Są to niewątpliwie bardzo ciekawe fakty i można byłoby ich przytoczyć jeszcze bardzo wiele. Jak już wcześniej wspomniałem, niniejszy wpis ma głównie cel inspirujący i zachęcający do dalszych, samodzielnych poszukiwań. W drugiej części tego wątku, przedstawię kilka przykładów malarstwa historycznego zagranicznego. Tutaj paleta obrazów historycznych jest naprawdę imponująca. Co ciekawe, w wielu galeriach internetowych prezentujących dzieła dawnych mistrzów malarstwa historycznego, Polacy praktycznie nie występują. Wyjątkiem jest tu właśnie January Suchodolski, który pokusił się na namalowanie epizodu z historii wojny napoleońskiej w Hiszpanii w 1809 roku. Ale trudno. Ich strata. Nie wiedzą co stracili, pomijając Matejkę czy Brandta.

sobota, 20 lutego 2010

Co na paletach ?

W ubiegłym tygodniu, 12 lutego, zdecydowana większość artystów odpoczywała. Wykorzystywali sobie oni ferie zimowe. Na cotygodniowe spotkanie przyszło jedynie cztery osoby. Zamiast malowania odbywała się jedynie gorąca dyskusja. Za to tydzień później było już normalnie. A więc...19 luty 2010 roku. Należy odnotować kolejne wielkie bum koleżanki Marysi Donart. Znowu zaskoczyła nas nowymi wspaniałymi pracami. Sami zobaczcie. Przyszła z bardzo już zaawansowanym, baśniowym pejzażem. Naprawdę, nie chcę się powtarzać, ale ta kobieta ma niesamowity potencjał. Ja, jak zwykle ... mam rację. To już jest męczące. Marysia, chyba niedługo prześcignie w ilości prac, Krysię Krawczyk, która maluje teraz basztę "Morze Czerwone". Jak już się pewnie domyślacie, ma to być kolejny element "dekalogu stargardzkiego", jaki Ona maluje. Mam sentyment do tego zabytku. Ponad 20 lat obok niej mieszkałem i wychowywałem się. Nazwę baszty "Morze Czerwone" wyjaśniają podania, mówiące o tym, że w czasie wojny trzydziestoletniej (1618 – 1648) w jej pobliżu rozegrały się walki, powodujące rozlew morza krwi. Inne legendy mówią o zrzucaniu skazańców ze szczytu wieży, po których zostawały czerwone ślady. Bardziej prawdopodobne jest jednak pochodzenie nazwy od rdzawych mokradeł, istniejących w tej okolicy jeszcze przed wybudowaniem baszty. No, ale Krysia, jest jak zawsze w formie i co tydzień dokłada kolejną cegiełkę.
Stasia Gugałka dopracowuje szczegóły swojej zaczarowanej uliczki. Chyba Ją przyłapałem ... jak plewi chwasty, które wyrosły przy murze. Sądzę, że w przyszłym tygodniu zobaczymy Stasię, już przy nowym obrazie.
A teraz zapowiadane przeze mnie wcześniej, wielkie "wunderwaffe" koleżanki Janiny Wołoszańskiej. Zaczęła malować przepiękny pejzaż z dworkiem nad jeziorem. Szkic już jest gotowy. Aż zazdroszczę Jej tego tematu. Będzie świetny obraz. Jestem tego pewny. Na zdjęciu widać co prawda tylko początek pracy, ale po trzech godzinach malowania, już wyłaniał się naprawdę malowniczy widok. Jego zdjęcie zamieszczę w przyszłym tygodniu.
Wreszcie odwiedziła nas Wioletka Nieroda. Przyniosła, rozpoczęty kilka tygodni temu ciekawy pejzaż. Sami zobaczcie jaki hipnotyzujący efekt perspektywy zdołała osiągnąć. Co fotograf to fotograf. Ta, to ma oko.
Ale fart. Udało mi się również przyłapać na malowaniu koleżankę Iwonnę Becelę. Wzięła sobie na warsztat nastrojowy pejzaż z starą wiejską chatą. Będzie to obraz niewielkiego formatu, więc wymaga od malarza większego skupienia i precyzji. Podziwiam i wyrażam uznanie. Czekamy na efekt końcowy Iwonko. Nasz nestor Czesław Szyszka jest jak zwykle ... nie do zdarcia. Znowu przyniósł nową pracę. Tym razem pejzaż zimowy. Jeszcze kilka godzin pracy i będzie gotowy. Czesław wykonuje chyba jeden obraz na tydzień ! To niesamowite. Chyba założymy ligę malarską ! Gratuluję.
Nasz lider, Józef Wollek bardzo kocha zwierząta. Dzisiaj rozpoczął malować kotki. Jestem tylko ciekawy, co on tak liczy na palcach. Czyżby kotów miało być więcej ? I co on powie potem w domu, jak namaluje tylko dwa koty. Muszę tutaj dodać, że jego obraz "Trzy pieski" zrobił na ostatnim wernisażu wielką furorę. Więc wcale się nie dziwię, że temat jest dalej podtrzymywany. Powodzenia drogi kolego. Na koniec, jak zwykle coś od autora.Zauważyłem chyba u siebie kryzys twórczy. Kolejny raz przemalowuję pościel pod modelką, na moim akcie. Następnym razem wezmę kolorowe zdjęcie albo spróbuję sesji malarskiej LIVE. Tym razem pościel zmieniła kolor na biało - popielaty. I sądzę, że tak jest lepiej.
Na razie tylko tyle. Czekam na pomysły. Do następnego spotkania. A tak wyglądała nasza pracownia malarska.

Rozważania na temat malarstwa: Akt - część 3

W polskim malarstwie nagość pojawiała się znacznie rzadziej niż w twórczości artystów innych krajów europejskich. W XIX w. publiczne wystawienie aktów najczęściej kończyło się krytyką i skandalem. Od końca XIX stulecia, na szczęście, zmieniło się podejście do aktu i stał się on samodzielnym tematem. Jak pisze Maria Poprzęcka, w XIX wieku wobec malarstwa oczekiwano przede wszystkim wypełniania poważnych narodowych powinności, a nie zaspokajania zmysłów czy – co gorsza – podniety do rozwiązłości. Ważny był także brak tradycji akademickiego kształcenia, opartego w pierwszym rzędzie na studium nagiego modela.
Jak zatem ewoluował akt w sztuce polskiej? Po pierwsze: pojawił się w niej dość późno, dopiero w latach 60. XIX stulecia. Polskich artystów mniej interesowały mitologia i alegoria – tak sprzyjające pokazywaniu nagości – a raczej obecne w naszej sztuce tematy historyczne i religijne, które były traktowane kostiumowo, czego najdoskonalszym przykładem jest twórczość Jana Matejki.
Alfons Karpiński, Akt kobiety,

Tak więc akt zagościł w malarstwie polskim dopiero w drugiej połowie XIX wieku, w malarstwie salonowym, to znaczy przeznaczonym na wystawę, do publicznego oglądania. Większość tych obrazów to przedstawienia nagiej kobiety leżącej, /częściej/ siedzącej lub stojącej, której przydano jakiś sankcjonujący nagość tytuł. Personifikacje wiosny, jutrzenki, nimf, kwiatów – najczęściej o poetyckich lub literackich odniesieniach – były idealnym pretekstem do malowania ponętnych nagości. Z czasem polski akt odkrył i mitologię, dającą szerokie pole do prezentowania zmysłowych, powabnych kształtów, tak damskich, jak i męskich.
Swoboda i talent wielu polskich twórców zaowocowała eksperymentami z formą w malarstwie, także w akcie. Tak jest choćby w przypadku płótna Władysława Podkowińskiego z 1892 roku przedstawiającego nagą dziewczynę z rozpuszczonymi włosami, które artysta zatytułował „Konwalia” /modelka w dłoni rzeczywiście trzyma bukiecik kwiatów/. Popularnym przebraniem dla nagości, były też wszelkie egzotyzmy, takie jak: haremy, odaliski, cyganki, arabki. Tu przykładem może być „Fatami” Ignacego Pieńkowskiego – wystarczyło po prostu umieścić nagą modelkę na tle wschodniej makaty.
Gdy po I wojnie światowej nastąpiły przemiany obyczajowe, twórcy nie musieli już stosować formalnych „zabiegów”, a przedstawienie nagiego ciała sankcjonowała już sama Sztuka. Od tego czasu sztuka aktu rozpoczęła proces uwalniania się od sztywnej interpretacji narzucanej przez społeczną i polityczną poprawność.
Z tego okresu, pragnąłbym zwrócić uwagę na przepiękne obrazy Wojciecha Weissa – przedstawiciela Młodej Polski, a następnie nowoczesnego akademizmu, który zdaniem profesor Marii Poprzęckiej – był najwybitniejszym polskim malarzem aktu, wręcz mistrzem ocierającym się o nieprzyzwoitość w przedstawieniu kobiecego ciała.
Potwierdzają to zwłaszcza jego akty z lat 1902-30, pokazujące jak ewoluowała jego twórczość. Co ciekawe, tylko jedna z jego prac jest legitymowana tematem – Wenus (1916), pozostałe to po prostu wizerunki modelek w zaznaczeniu indywidualności każdej sportretowanej.Wojciech Weiss: Modelka - Pokojówka, 1911 - Upadła dziewczyna, 1899

Niezwykle osobiste piętno sztuce aktu nadał najwybitniejszy polski artysta II połowy XX – Jerzy Nowosielski, którego twórczość w tej tematyce zilustruję płótnem pod tytułem "Akt skulony, Narzeczona pianisty". Jednak, chyba najbardziej znanym aktem w malarstwie polskim jest "Szał uniesień" lub "Szał" – obraz olejny Władysława Podkowińskiego z 1894 roku. Jest jednym z najpopularniejszych polskich obrazów, uważanym przez znawców sztuki za pierwsze znaczące dzieło nurtu symbolizmu w polskim malarstwie. Podczas pierwszej publicznej wystawy wzbudził rozgłos i kontrowersje. Zniszczony przez autora, został odnowiony po jego śmierci, obecnie jest własnością Muzeum Narodowego w Krakowie. Obraz jest aktem przedstawiającym nagą, rudowłosą kobietę na oszalałym karym koniu stającym dęba. Zwierzę odsłania zęby, ma wysunięty język i rozszerzone chrapy, z pyska toczy pianę. Kobieta dosiada je na oklep, obejmuje za szyję, ma zamknięte oczy, jej rozwiane włosy splatają się z końską grzywą. Płótno ma ponad 3 metry wysokości, co oznacza, że przedstawia postacie naturalnej wielkości. Gama kolorystyczna jest dość wąska i składa z czerni, brązów i szarości skontrastowanych z bielą i żółcienią. Obraz dzieli się na część jasną i ciemną. Lewy górny róg jest rozświetlony, kierując uwagę na jasną postać kobiety i pysk konia. Prawa strona obrazu przedstawia skłębiony mrok, w którym z wysiłkiem można dostrzec koński zad i ogon. To jest rzeczywiście szałowy obraz !!!
Pod koniec XX wieku, akt silnie zaznaczył się również w twórczości Kazimierza Mikulskiego, członka „Grupy Krakowskiej”, związanego z nurtem metafory, jaki zdominował polską sztukę w latach 60. i 70. Jego prace – tak malarskie, jak i rysunkowe – mają specyficzną aurę zmysłowej tajemnicy, poetyckiego niedopowiedzenia, co podkreślają ich surrealizujące tytuły: Sadzawka, czyli wspomnienia uwiedzionej, Zawstydzona, Wybór narzeczonej czy niżej przedstawione Tej nocy świeciły księżyce. W tym samym duchu utrzymana jest twórczość Anny Güntner, której malarstwo, niezwykle melancholijne i oniryczne, zawieszone jest między sennym marzeniem a lekko perwersyjną erotyką – harmonijnie zbudowane ciała są jakby oderwane od duszy, nieobecne. Poniżej jej niezwykły "Gambit"
I można by tak jeszcze długo, cytując wyśmienitych krytyków sztuki, Panie Monikę Nowakowską czy prof. Marię Poprzęcką, na których opiniach oparłem swój wywód.
Piękno nagości – odnajdziemy również na płótnach wybitnych polskich malarzy w tym m.in. Jacka Malczewskiego, Leona Wyczółowskiego, Franciszka Żmurki, Zygmunta Waliczewskiego, Ludomira Sleńdzińskiego, Leona Chwistka, Władysława Ślewińskiego, Bolesława Cybisa, Alfonsa Karpińskiego, Jana Dobkowskiego, Zdzisława Beksińskiego i wielu innych artystów, dla których akt stał się inspiracją, pretekstem do własnych poszukiwań piękna. Piękna rozumianego wieloznacznie: jako doskonałość fizyczna, harmonia kształtów i proporcji, przyjemność estetyczna, ale też w sensie intelektualnym, filozoficznym, mentalnym – bo przecież każde, nawet anonimowe ciało, ma również duszę. Ze zrozumiałych względów obyczajowych oraz ograniczonej objętości bloga nie pokażę więc reprodukcji ich prac. Zapraszam za to zainteresowanych, do obejrzenia zbiorów aktów w malarstwie polskim na stronach specjalnej Galerii. (...) Cd. chyba nastąpi...

Instrukcja obsługi - jak tworzyć komentarze ?

W związku z ujawnionymi kłopotami przy wpisywaniu komentarzy na naszym blogu, postanowiłem zamieścić krótki kurs jak utworzyć komentarz. Tworzenie komentarza do wybranego wpisu jest naprawdę bardzo proste. Poniżej przedstawię kolejne etapy postępowania w celu zamieszczenia komentarza, który z oczywistych względów powinien być bardzo pomyślny dla autora wpisu.
Po pierwsze. Aby utworzyć "Komentarz" należy kliknąć na odpowiedni wyraz o treści "komentarze" znajdujący się bezpośrednio pod komentowanym przez nas artykułem. Po ukazaniu się okna z formularzem dla komentarza, wpisujemy odpowiednią treść komentarza. Ja przykładowo wpisałem zdanie "Tutaj piszemy komentarz...". Poniżej pola na treść komentarza, znajduje się ikona zakładki "Komentarz jako". W opisywanym przypadku, domyślnie ukazało się słowo "Bogusław (Google)". U Was będzie to zapewnie inne słowo, pochodzące od nazwy użytkownika komputera, na którym pracujecie. Ale ja celowo zmieniłem to słowo na "Anonimowy".Po ustaleniu, jako kto, piszemy nasz komentarz, w dalszym etapie pozostaje tylko zaakceptowanie wszystkich czynności poprzez kliknięcie ikony "Zamieść komentarz". Jeśli wszystko poszło dobrze i jeśli komentarz był pełen entuzjastycznych opinii o treści wpisu, to powinien się on ukazać bezpośrednio poniżej komentowanego wpisu (artykułu). Vou a'la
Jakie to proste ?! Proszę spróbować. Na pewno nic nie popsujecie. Powodzenia.

czwartek, 18 lutego 2010

Rozważania na temat malarstwa: Akt - część 2

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

LUBIĘ, KIEDY KOBIETA...

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.


W tej części, powymądrzam się dalej o akcie, opierając się na informacjach pochodzących m.in. z Wikipedii. Choć akt malarski jest dzieckiem renesansu, trzeba nadmienić, że starożytne freski z Pompejów albo malowidła kreteńskie, także często przedstawiały nagich ludzi. Malarstwo antyczne jest jednak zwykle pomijane w historii aktu, jako że pozostawało ono przez długi czas nieznane i jego wpływ na rozwój tendencji artystycznych był właściwie żaden, a z racji genialnego rzeźbiarstwa tego okresu pomija się zwykle malarstwo milczeniem.
W średniowieczu natomiast, malarstwo było natomiast w całości religijne, a chrześcijanie, w przeciwieństwie do Greków, wstydzili się nagości i uważali ją za coś niestosownego. Stąd też przez setki lat Jezus, Matka Boska i wszyscy święci byli starannie ubierani. Zgodnie z dość ascetycznymi ciągotami średniowiecza, umiłowanie dla nagiego ciała ludzkiego nie miało szans na przebicie się przez skorupę "jedynie słusznego kierunku". Istnieją jednak przekazy, że niektórzy słynni malarze późnego średniowiecza zajmowali się w wolnych chwilach tworzeniem dość frywolnych dzieł, zwykle na zamówienie bogatych mieszczan. Przypisywane jest to najczęściej twórcom z przełomu średniowiecza i renesansu, np. samemu wielkiemu Giotto di Bondone. Bez względu na autentyczność tych anegdot, można z dużą pewnością twierdzić, że sztuka aktu była również kultywowana w średniowieczu, był to jednak akt nieprofesjonalny i podobnie jak odnalezione obrazy z Pompejów, z powodu swojego przeznaczenia - tj. ozdabiania domów bogatych mieszczan - prawdopodobnie dość wulgarny. O tym być może w następnej części.
Prawdziwy akt jest więc związany z renesansem. Jak wiadomo, ludzkie ciało było w tym okresie darzone wielką miłością i stopniowo zsuwał się z niego płaszczyk wstydu. Za pierwszy akt w historii europejskiego malarstwa uznaje się często "Adama i Ewę" z Ołtarza Gandawskiego, Jana van Eycka z 1432 roku, choć można oczywiście kłócić się nad zakresem pojęcia "akt". Tak czy inaczej tytułowa para jest zupełnie naga, choć oboje okrywają skromnie swoje łona dłońmi, a Adam nawet szmatką. Istotny jest tu fakt, że ciało jest głównym i jedynym tematem tego obrazu, w przeciwieństwie do innych częstych w tym okresie przedstawień rajskiej pary, akcentujących to postać węża, to Boga, to zaś sam fakt wygnania z Edenu. Jako ciekawostkę, można przytoczyć też fakt, że Jan van Eyck, jako jeden z pierwszych malarzy europejskich XV wieku zaczął stosować technikę olejną w swoich obrazach - nie mieszając jednak farb na palecie lecz przez nakładanie laserunków. Jednak do rzeczy. Właśnie podkreślenie ciała jako najważniejszego tematu obrazu jest wyznacznikiem "prawdziwego" aktu a XV i XVI wiek przyniosły szybki wysyp takich płócien. Albrecht Durer namalował w 1507 roku interesującą wersję portretu Adama i Ewy, na którym listki figowe są kuriozalnie małe, a miny Bożych dzieci wcale nie wskazują na ich zawstydzenie. Dużo wcześniej jednak malarze posługiwali się grecką mitologią, której tradycyjne oblicze mogło być nagie bez prowokowania władz Kościoła. "Narodziny Wenus" Sandro Botticellego z 1484 roku są już dość śmiałym obrazem, choć wciąż jest to Wenus pudica, czyli "Wenus skromna".
Rafael w 1503 roku już bez żadnego skrępowania ukazywał światu "Trzy Gracje", wszystkie nagie; tylko jedna, chyba przez grzeczność, jest osłonięta przezroczystą przepaską biodrową. Kolejną barierę przełamał Giorgione w 1508 roku, malując słynną "Śpiącą Wenus". Dłoń bogini położona na łonie jest już od prawie pięciuset lat niezmiennie oskarżana o dość nieprzyzwoite ułożenie palców. Nie ulega wątpliwości, że Giorgione pozwolił sobie na niewielką prowokację. Później pozycję Wenus powtórzy Tycjan w swojej "Wenus z Urbino" (1538) i nawiąże do niej Edouard Manet "Olimpią", no ale to już przecież połowa XIX wieku... Manet tym obrazem przeciwstawił się hipokryzji swojej epoki. Bardzo odważnie namalowany akt młodej prostytutki, zaszokował artystyczny świat Paryża. Spojrzenie kobiety jest wyzywające – patrzy ona w stronę klienta, ignorując kwiaty przyniesione przez służącą. To jej nagie ciało w kolorze różowo-złotym przyciąga wzrok widza. Takim podejściem do aktu artysta łamie dotychczasowe kanony – akt istniał w sztuce od wieków, ale musiał być czymś usprawiedliwiony – były to boginie w określonej scenerii, ciało stanowiło symbol lub alegorię. W tym obrazie nie ma miejsca na narrację – oto jeden z pierwszych aktów w czystej postaci. A co po renesansie ? Określenie "po renesansie" może się wydawać okrutnym uproszczeniem, ale jak historia nokturnu dzieli się na okres przed impresjonizmem i po nim, tak i historię aktu można również chyba zdychotomizować. Renesans wprowadził akt na salony, a wszelkie eksperymenty po odrodzeniu siłą rzeczy nie były tak rewolucyjne, jak te z XV wieku.
Barok i rokoko sprowadziły akt do jego ówczesnych instrumentalnych granic, wyżymając z niego całą zmysłowość i wprowadzając standard grupki nagich, rozchichotanych najad czy boginek, których bezwstydność nikogo nie dziwiła.
Nie można omówić historii aktu bez wspomnienia "Mai nagiej" i "Mai ubranej" Goi. Ta para identycznej wielkości obrazów, przedstawiająca tę sąmą, identycznie upozowaną kobietę - na jednym obrazie nagą, na drugim ubraną - wisiała przez pewien czas w domu Manuela Godoya, księcia Alkudii. Jak głosi legenda, finezyjny mechanizm na ścianie ukrywał nagą Maję przed wzrokiem niepowołanych, podczas gdy ścianę ozdabiała jej przyzwoitsza bliźniaczka. Dopiero w gronie przyjaciół książę Manuel pociągał za dźwignię, "rozbierając" Maję ku uciesze zgromadzonych. Ciekawy jest również fakt, który przytacza Waldemar Łysiak w swoim imponującym "Malarstwie Białego Człowieka", że w ówczesnej Hiszpanii "majas" to były kobiety wyzwolone, swobodnie się prowadzące a samo słowo "maja" oznaczało: piękność lub poprostu fajną dziewczynę. Nie, nie były to bynajmniej prostytutki choć najczęściej plebejki (ale i damy uwielbiały strugać maję) - były to raczej kobiety wolnego ducha (czytaj: ciała). Więc pędzel Goi sportretował nie, jak to przez ponad wiek ględzili Jego biografowie, księżną Albę (w tej pani Goya się beznadziejnie kochał), lecz chwilową kochankę ówczesnego ministra Godoya - niejaką pannę Pepitę Tudo. Doprawdy, bardzo prozaiczne... Trzeba jeszcze w tym miejscu zwrócić uwagę, że w XIX wieku występowały również liczne tendencje klasycyzujące, np. akademizm a także w pewnym zakresie wpływ wywierała imponująca twórczość Jeana Ingres'a. Łączyły one surowość renesansu z pewną dozą postępu i dziewiętnastowiecznej swobody. Akt akademicki, bez wątpienia doskonały technicznie, nie wykraczał jednak poza renesans z nutką manieryzmu. Przykładem mogą być "Narodziny Wenus" Alexandre Cabanela, na których posągowe ciało bogini jest otoczone wianuszkiem wdzięcznych amorków. Jean-Auguste-Dominique Ingres był natomiast malarzem wszechstronnym, który jednak zasłynął jako twórca klasycyzujących i subtelnych aktów kobiecych. Jego "Wielka odaliska" (1814) przedstawia widziane od tyłu, subtelnie rozciągnięte ciało niewolnicy. Tak jak manieryści, Ingres łamie świadomie prawa anatomii, wydłużając plecy kobiece o co najmniej kilka kręgów. Orientalna twarz modelki oraz miękka faktura i staranny koloryt obrazu wyznaczają ideał klasycznego aktu o delikatnych pretensjach intelektualnych. Obraz ten był na tyle ważny i przełomowy, że wywołał w swoim czasie całą masę kontrowersji. Znowu opierając się na dziele Łysiaka dodam, że "Wielką Odaliskę" zamówiła siostra Napoleona, żona króla Neapolu, Joachima Murata - Karolina Bonaparte, dama kochliwa i wredna, zdradzająca politycznie swojego brata Cesarza. Wystawiona w Salonie w 1819 została zmiażdżona przez krytykę. To właśnie wtedy zarzucono bohaterce aktu, że ma trzy kręgi za dużo. Recenzenci dość zgodnie wypomnieli jej brak właściwie wszystkiego: czaru, mięśni, kości czy zbyt długą prawą rękę. Dopiero pod koniec XIX wieku zdobyła uznanie i opinię, że stanowiła zabawę zmysłowo-ornamentacyjną i zapładniała awangardzistów od Matisse'a do Picassa. Po późnym renesansie właśnie malarstwo Ingres'a jest esencją stonowanego aktu. O Courbecie i Freudzie pisałem już w poprzedniej części. Dla porządku dodam jeszcze coś o abstrakcyjnym ekspresjonizmie, który wprowadził jeszcze element radykalnego zniekształcenia postaci ludzkiej, jak np. w "aktach" Willema de Kooninga. Cudzysłów jest tu niezbędny, ponieważ silny element abstrakcji na obrazach każe się zastanawiać, czy mamy tu do czynienia z "przedstawieniem nagiego ciała ludzkiego". "Kobieta" de Kooninga z 1950 roku jest z trudem dostrzegalna pod warstwą ekspresjonistycznych smug farby, choć po bliższej analizie okazuje się faktycznie naga. Ze względów estetycznych nie przedstawię jej reprodukcji. Nie lubię takiego malarstwa.
A co z mężczyznami?
Mężczyźni jako temat aktu byli przez lata właściwie pomijani. Jedynymi konsekwentnie obnażanymi mężczyznami byli Adam i Dawid. Ten pierwszy występuje w pełnej nagości np. u Michała Anioła na freskach w Kaplicy Sykstyńskiej (1508, potem 1534). Dawid zaś był chętnie rzeźbiony, nie tylko przez wspomnianego przed chwilą Michelangelo, ale również np. przez barokowego rzeźbiarza Berniniego.
Malowania nagich mężczyzn unikano przez długie lata; zdarzało się to co najwyżej w wizjach Apokalipsy, jak u Boscha. Nagich mężczyzn można dostrzec na "Tratwie Meduzy" Théodore Géricault, a później już w buntowniczych płótnach modernistów.
Reasumując. Akt, jak każdy temat w historii sztuki, ewoluował. Od odrzucenia (średniowiecze), przez akceptację i gloryfikację (renesans), aż po rutynę. Skończyło się na wypaczeniu - jak zresztą z każdym tematem w historii sztuki. I to by było na razie, na tyle. W następnej części przedstawię trochę ciekawostek o akcie w malarstwie polskim, bo mamy się naprawdę czym pochwalić. Przedstawię także trochę sztuczek jakie stosowali malarze ... z aktami.

piątek, 5 lutego 2010

Co na paletach ?

Zacznę od małej refleksji. Dzisiaj, 5 lutego 2010 roku mamy co prawda ferie, ale pewna grupa "kujonów uniwersyteckich" i bardzo ambitnych malarzy, spotkała się jak zwykle i tam gdzie zwykle, na kolejnych warsztatach malarskich. Serce rośnie, jak widzi się ludzi, którzy przychodzą się spotkać z silnej potrzeby i pragnienia wzajemnego kontaktu. Czasami wydaje mi się, że malowanie, które jest tutaj pretekstem dla spotkania, jest na drugim planie. Wszyscy uczestnicy pragną raczej chociaż przez chwilę poprzebywać razem. Pokazać swoje prace, wymienić uwagi i natchnąć się pragnieniem dalszego tworzenia. To niebywałe ile ciepłych uwag, tutaj można usłyszeć. Jak w samoistnym odruchu, ktoś drugiej osobie podpowiada lub sugeruje jak coś namalować, jak rozwiązać problem na tworzonym właśnie obrazie. Może to i jest bardzo naiwne, bo przecież nie jesteśmy zawodowymi malarzami i naszą "twórczość" zalicza się raczej do tzw. malarstwa prymitywnego, ale nie znalazłbym w swojej pamięci ani jednego spotkania plenerowego, jakich odbyłem w swoim życiu już bardzo wiele, bo na przestrzeni dwudziestu kilku lat malowania, na którym sam bym się czuł tak wspaniale spełniony. Mając uczucie, że jestem wśród przyjaciół. I bardzo Wam za to dziękuję.
Ale "Ad Rem", kontynuując dalej zasadniczy wątek malarski spotkania. Należy odnotować prawdziwe "wejście smoka" naszej nowej koleżanki Marysi Donart. Pamiętacie, jak 22 stycznia pisałem, że "cicha woda brzegi rwie". I co ? stało się ! Zaskoczyła nas nowymi wspaniałymi pracami. Sami zobaczcie.Malowała dzisiaj prawie ... na cztery ręce, albo jak kto woli, dwa obrazy na raz.
Bardzo miło zaskoczyła nas koleżanka Danusia Krzyśków. Ja nie wiedziałem, że ta kobieta ma w rękach, taki wspaniały talent hafciarski. Przyniosła na zajęcia przepiękny, własnoręcznie wykonany obrus. To jest sztuka najwyższej próby. Gratulacje ! Danusia w tak zwanym międzyczasie maluje również ... jesienny pejzaż. Ona chyba nie lubi zimy...
Nareszcie odwiedziła nas koleżanka Irena Rakowska. Przyszła m.in. pochwalić się co szykuje na swoją wystawę. Pejzażyk Jej wyszedł, że palce lizać !!! Ale wyobraźnia. Moje gratulacje.Co dalej na froncie ? Ano, Stasia Gugałka i Jej zaczarowana uliczka otrzymała zabytkowy kamienny mur oraz poprawioną fasadę ulicy. Czekamy na efekt końcowy.
Koleżanka Marysia de Weyher, kontynuowała swój nowy pejzaż. Wyłonił się pewien problem z pierwszym planem zakrytym trzcinami. Zapowiada atak na trzciny za pomocą szpachli. No, no, jestem bardzo ciekawy efektu.
Natomiast koleżanka Janina Wołoszańska wreszcie wpadła na dobre rozwiązanie i chyba ukończy swój pejzaż górski. Rzeczywiście wyszedł fajny obraz. Ale uchylę Wam rąbka tajemnicy i zdradzę, że szykuje nam wielkie "wunderwaffe" i będzie malowała niedługo przepiękny pejzaż z dworkiem nad jeziorem. Cudowny obrazek.
Na koniec, rzut oka na pracownię i pracowicie malujące mróweczki. Nieprawdaż, że ładny widok ?

czwartek, 4 lutego 2010

Krystyna Krawczyk


Niektórych los traktuje wyjątkowo łaskawie. Daje im zarówno urodę jak i talent. Taką osobą jest na pewno nasza koleżanka Krysia Krawczyk. Jak ujawniła, urodziła się w Niemczech. Wychowała się w Stargardzie Szczecińskim, gdzie mieszka do dzisiaj. Praktyczne zainteresowanie się sztuką malarstwa artystycznego, wykazuje od 2002 roku. Początkowo działała w Stargardzkim Centrum Kultury, pod okiem Piotra Kosmali, potem rozwijała swój talent malarski w Domu Kultury Kolejarza, tworząc swoje prace w grupie malarskiej "Malachit". Od dwóch lat funkcjonuje w naszym Uniwersytecie Trzeciego Wieku w grupie plastycznej. Jest również członkiem Stowarzyszenia Artystów Plastyków w Szczecinie. Swoje obrazy, tworzy wieloma technikami malarskimi, takimi jak: olej, akryl, akwarela, pastele olejne i suche, a nawet ołówkiem. Jak sama szacuje, wykonała już coś około 500 prac wyżej wymienionymi technikami. Swoje prace wystawiała w Krakowie, Warszawie, Szczecinie, Stargardzie Szczecińskim (m.in. w Starostwie, Szkole Muzycznej, SCK, Książnicy Stargardzkiej, Ogródkach Działkowych czy Ulicy Magicznej). Uwielbia malarstwo wielkiego rosyjskiego twórcy pejzażów - Szyszkina. Świetnie się odnajduje w portretach, aktach, wizerunkach zwierząt, architekturze, pejzażu a nawet martwej naturze. Z zawodu jest projektantką mody. Poniżej przedstawię niewielką próbkę z Jej dorobku artystycznego, w postaci kilku wybranych przeze mnie obrazów, jakie wykonała tylko w 2008 roku. Jest to z oczywistych względów, mój subiektywny, ograniczony objętością bloga wybór, lecz chyba oddający w miarę poprawnie jej zainteresowania malarskie i prezentowaną manierę artystyczną...
Powyżej, akt i nastrojowy pejzaż z dorożką.

Dalej, pejzaż zimowy i cudowny świt...
Nie obawia się również malowania postaci ludzi
Na koniec wybrałem świetny pejzaż marynistyczny...
Krysia, pracuje aktualnie nad cyklem dziesięciu obrazów przedstawiających najładniejsze zabytki naszego miasta Stargardu Szczecińskiego. Kilka ukończonych prac już widziałem. Są świetne, dlatego mam nadzieję, że da się w niedalekiej przyszłości namówić na oddzielny post z prezentacją tych obrazów.

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.