niedziela, 27 czerwca 2010

Rozważania na temat malarstwa - Unia Lubelska

Czy wiecie, że 28 czerwca 1569 – uchwalono Unię Lubelską. Jutro jest rocznica tego wielkiego wydarzenia ! Unia Lubelska, była to umowa międzynarodowa Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim zawarta 1 lipca 1569 na Sejmie w Lublinie. Określana jako unia realna, w odróżnieniu od poprzednich, wiążących oba państwa tylko osobą władcy (unia personalna). Została przyjęta 28 czerwca, a podpisana 1 lipca 1569, ostatecznie ratyfikowana przez króla 4 lipca 1569. W jej wyniku powstało państwo znane w historiografii jako Rzeczpospolita Obojga Narodów. 
Dla przypomnienia, najważniejsze postanowienia unii lubelskiej to:
  • Oba państwa miały mieć jednego władcę wybieranego wspólnie przez oba narody w wolnej elekcji i koronowanego na króla Polski i wielkiego księcia Litwy w Krakowie.
  • Powołano wspólny Sejm walny, obradujący w Warszawie, którego izba poselska składała się ze 120 posłów koronnych i 48 litewskich, a w skład Senatu weszło 113 senatorów koronnych i 27 litewskich.
  • Oba człony Rzeczypospolitej zobowiązały się prowadzić wspólną politykę obronną i zagraniczną
  • Zachowano odrębne urzędy centralne, tytuły i dostojeństwa z zakresem kompetencji identycznym w obu krajach
  • Wprowadzono identyczną monetę, bitą osobno w każdym państw
  • Zachowano odrębne wojsko polskie i litewskie
  • Zachowano odrębne języki urzędowe (na Litwie język ruski)
  • Egzekucja królewszczyzn i podważanie nadań królewskich nie miały zastosowania na Litwie
  • Uchwalono unifikację systemów prawnych
  • Zniesiono zakaz nabywania przez Polaków dóbr na Litwie
Wydarzenie to zostało przedstawione na przepięknym obrazie Jana Matejki z 1869 r. zatytułowanym właśnie "Unia Lubelska". Obraz ten jest jednym ze znanych dzieł malarskich Jana Matejki tworzących cykl poświęcony historii Polski. Namalowany został dla upamiętnienia 300 rocznicy unii Polski i Litwy. Kompozycja skupia się na ceremonii zaprzysiężenia unii w renesansowym wnętrzu Zamku Lubelskiego. Unia Lubelska uchodzi za jedno z najlepszych dzieł Matejki, w uznaniu za wartości obrazu malarz odznaczony został w 1870 r. francuskim orderem Legii Honorowej. Po drugiej wojnie światowej, zrabowany przez Niemców obraz odnaleziono we wsi Przesieka w Karkonoszach, wraz z dwoma innymi dziełami Matejki. Na pamiątkę tego wydarzenia, wieś przez krótki czas nazywała się Matejkowice. Obraz jest własnością Muzeum Narodowego w Warszawie, a znajduje się w depozycie w Muzeum Lubelskim na zamku w Lublinie.
Postacie historyczne uwiecznione na obrazie to m.in.:
! Z krzyżem będąc centralną postacią obrazu stoi król Polski Zygmunt August.
! W racjonale uwieczniony został Jakub Uchański prymas Polski.
! Klęczy na klęczniku z ręką na Ewangelii, w drugiej trzyma dokument z tekstem aktu unii Marcin Zborowski kasztelan krakowski. W rzeczywistości nie żył od 4 lat, ale był gorącym orędownikiem ujednolicenia podstaw ustrojowych Polski i Litwy i stąd jego obecność na obrazie.
! Treść przysięgi odczytuje Filip Padniewski biskup krakowski stojący za prymasem.
! Z mieczem w ręce klęczy Mikołaj Radziwiłł zwany Rudym, jako jedyny litewski senator nie złożył podpisu pod dokumentem unii, a wyciągnięty miecz ma symbolizować wobec króla i unii wrogą postawę.
! Klęczy także Mikołaj Mielecki w zbroi z buławą hetmańską w prawej ręce. W rzeczywistości godność hetmana wielkiego koronnego otrzymał dopiero w 1578.
! Na lewo od króla na pierwszym planie zsuwa się z fotela Walerian Protasewicz biskup wileński. Ze względu na stan zdrowia i podeszły wiek nie był obecny w Lublinie. Podtrzymujący go Jan Łaski też nie był w Lublinie, bo zmarł w 1560.
! W czerwonych kardynalskich sztach na fotelu siedzi Stanisław Hozjusz, oparty o jego fotel stoi Łukasz Górka wojewoda poznański; nie było go w Lublinie, ale Matejko umieścił go, aby symbolizował kolebkę państwa polskiego Wielkopolskę.
! Z laską marszałkowską sportretowany został Jan Firlej marszałek wielki koronny.
! W głębi z ręką zgłaszającą się do odpowiedzi widać księcia pruskiego Albrechta Fryderyka Hohenzollerna.
! Po prawej stronie obrazu stoi siostra króla Anna Jagiellonka, nie było jej w Lublinie, ale umieszczenie jej postaci w koronie na głowie symbolizuje kontynuację dynastycznej polityki Jagiellonów. Malując Annę Matejko wzorował się na zachowanym portrecie królowej w stroju koronacyjnym przechowywanym w Katedrze Wawelskiej.
! Ubrana na czarno brodata postać to Andrzej Frycz Modrzewski, autor dzieła "O naprawie Rzeczypospolitej".

czwartek, 24 czerwca 2010

Wczoraj był Dzień Ojca

Pamiętam, jak miałem coś około 10 lat, a mój ojciec potrafił wspaniale rysować, jak namawiał mnie do tego samego, jak uczył mnie posługiwać się kredkami. Wracam myślami do mojego dzieciństwa i rodzinnego domu i przywołuję te wszystkie wspomnienia, ponieważ już od prawie czterech lat Jego nie ma. Mój tata zmarł w grudniu 2006 roku. Miał tylko 76 lat.
Wiem, że wygrałem los na loterii, ponieważ miałem kochających i troskliwych rodziców. Ale jest jeszcze inny powód, dla którego czuję się dłużnikiem mojego ojca i ma to związek z moimi dorosłymi już przeżyciami. Jestem mu wdzięczny za umiejętność nauczenia mnie wszystkiego co spowodowało, że potrafię być ciągle ciekawy otaczającego nas świata, że kocham sztukę, historię, literaturę i czasami potrafię coś zrobić bezinteresownie dla innych ludzi.
Więc moje przesłanie na Dzień Ojca jest proste: trzeba doceniać wartości, które daruje ojciec w prostszy, głębszy i prawdziwszy sposób, niż wypisywanie tych słów na stronie bloga. 
Lepiej porozmawiać z nim i serdecznie go uściskać - póki jest jeszcze na to czas.

Rozważania na temat malarstwa - Grover Cleveland

Przy okazji wpisu o Andersie Zornie wspomniałem wtedy co nieco o bardzo ciekawym człowieku, który tak naprawdę nadałby się na naszego, polskiego, nowego prezydenta. Bo jak patrzę teraz w telewizor, to mi wszystkie warzywa w piwnicy gniją... Obłudny i kłamliwy ptak i bez wyrazu owad...owski, bynajmniej nie nastrajają mnie optymizmem. Aż strach się obudzić po 4 lipca... No, ale dosyć polityki. O wiele ciekawsza jest jednak historia. Kiedyś ludzie mieli jednak jakieś zasady...
Grover Cleveland (ur. 18 marca 1837 w Caldwell, New Jersey, zm. 24 czerwca 1908 w Princeton, New Jersey) – dwudziesty drugi (1885-1889) i dwudziesty czwarty prezydent USA (1893-1897), przedstawiciel konserwatywnego skrzydła Partii Demokratycznej.
Jedyny prezydent, któremu udało się, po przerwie, wrócić do Białego Domu. To tak, jak podaje Wikipedia. I według niej zapodaję więc dalej... Uzyskał wykształcenie prawnicze i zrobił błyskotliwą karierę w Buffalo, gdzie pełnił urząd szeryfa i nawet osobiście wykonywał wyroki śmierci. W wieku 44 lat zainteresował się polityką i w ciągu trzech lat został prezydentem kraju. W 1881 wybrano go burmistrzem Buffalo, a następnie gubernatorem stanu Nowy Jork. Prezydenturę zdobył dzięki poparciu członków obu głównych partii politycznych. Przyzwyczajony do zwyczajnego życia, początkowo narzekał na luksusy w Białym Domu. Cleveland był zdecydowanym przeciwnikiem ekonomicznego faworyzowania jakiejkolwiek grupy społecznej. Zgłaszając weto wobec ustawy, przewidującej rozdawnictwo zboża farmerom z Teksasu, których dotknęła susza, pisał: pomoc federalna w takim przypadku zachęci do oczekiwania na ojcowską opiekę ze strony rządu i osłabi nasz narodowy charakter....
Portret namalowany w 1899 przez Andersa Zorna
Prezydent Cleveland zawetował również wiele ustaw, przewidujących przyznawanie w wątpliwych przypadkach rent weteranom wojny domowej. Nie zgodził się też na wypłacenie rent osobom, których kalectwo nie było spowodowane służbą w wojsku. (a u nas ZBoWiD dalej chyba funkcjonuje...) Nakazując rozpoczęcie śledztwa, które miało zbadać niejasne okoliczności przekazania przez państwo ziemi pod budowę linii kolejowych, wywołał wściekłość przedsiębiorców z branży kolejowej. W efekcie musieli oni zwrócić państwu 81 milionów akrów ziemi. Cleveland podpisał też Interstate Commerce Act, pierwszą ustawę regulującą działalność kolei. A u nas dzisiaj jest coś chyba ze 24 spółek w PKP, i każda ssie z budżetu kupę forsy... i krzyczy tylko komuno wróć ! W 1887 roku starał się również o zniesienie ceł ochronnych. Działania prezydenta spowodowały, iż był on bardzo popularny wśród obywateli, lecz nie cieszył się popularnością polityków i biznesmenów. Dlatego też, mimo większego poparcia społecznego, niż Benjamin Harrison, przegrał z nim wybory prezydenckie. Wybrany ponownie w 1892 roku, Cleveland musiał zmierzyć się z ostrym kryzysem gospodarczym. Gdy strajkujący w Chicago pracownicy kolei nie posłuchali wyroku sądu, nakazującego im przerwanie strajku, prezydent wysłał przeciwko nim wojsko, mówiąc: jeśli dostarczenie kartki pocztowej do Chicago będzie wymagało wysłania całej armii i floty Stanów Zjednoczonych, kartka będzie dostarczona. Zarówno łagodne obejście się Clevelanda z robotnikami kolejowymi, jak i zmuszenie Wielkiej Brytanii do zaakceptowania amerykańskich propozycji dotyczących przebiegu granicy Wenezueli, mile łechtało dumę narodową jego współobywateli. Jednak prezydenckie reformy gospodarcze były bardzo niepopularne. Po zakończeniu drugiej kadencji Cleveland osiadł w Princeton, gdzie zmarł. Jego żoną była Frances Cleveland.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Reminiscencje po plenerze.

Reminiscencja (łac. remini - wspominać) – w psychologii nieświadome wspomnienie, refleksja; paradoksalny efekt poprawy pamięci po upływie pewnego czasu od ostatniej próby zapamiętania. Istota tego zjawiska polega na tym, że ludzie po przekroczeniu pięćdziesiątego roku życia lepiej (w porównaniu z ogólnym przebiegiem krzywej zapominania) pamiętają zjawiska z okresu, kiedy mieli od 10 do 30 lat. No właśnie, po wspólnym pobycie na plenerze malarskim w Korytowie, przypomniały mi się moje dawne plenery malarskie w poprzednim kole artystów plastyków "Pasja" w Szczecinie, do którego miałem przyjemność należeć od 1988 roku. Wykonałem wówczas coś około dwóch setek obrazów, niezliczoną liczbę grafik i rysunków. A ile piwa i innych środków dopingujących tam spożyliśmy... Lepiej nie liczyć. Natomiast ostatni plener malarski w Korytowie był pierwszym w mojej karierze emeryta. Nie będę ukrywał, ale udawałem się na to spotkanie plenerowe z pewnymi wątpliwościami. Zadawałem sobie pytanie, w jaki sposób, poważni już ludzie, odnajdą się na prawie młodzieżowym pikniku. A tu zupełne zaskoczenie ! Myślę, że "młodzi" powinni się jeszcze wiele od nich uczyć. Było naprawdę wspaniale, kulturalnie, wesoło, wręcz swojsko. Świetnym pomysłem było zorganizowanie wspólnego pobytu członków naszej sekcji plastycznej razem z artystami z grupu malarskiej "Malachit" działającej przy Stargardzkim Domu Kultury Kolejarza. Gdyby ktoś obcy przyglądałby się z boku, naszemu gronu malarskiemu, to nie odróżniłby kto jest z której grupy. Była pełna integracja. I to jest nasz wspólny sukces. Druga korzyśc to ogrom wykonanej wspólnie pracy. Namalowano prawie pięćdziesiąt obrazów, z czego znacząca ilość została przekazana fundatorowi i organizatorowi imprezy księdzu Sławomirowi Kokorzyckiemu. Trzeba przyznać, że ks. Sławomir jest znany w środowisku malarskim, z patronowania podobnym imprezom, bo jak mnie pamięć nie myli, kiedyś i moje dawne koło "Pasja" korzystało już z jego gościnności. Co prawda nie mogłem wtedy być osobiście, no wiecie, ... te sprawy wagi państwowej ... ale moi koledzy wspominali pobyt w Korytowie jak najbardziej pozytywnie. Nasz drogi patron nawiedzał nas czasami, wysłuchiwał, coś podpowiedział, ale zawsze zachowywał w stosunku do nas odpowiedni dystans, tak jak przysługuje to prawdziwemu dyplomacie. I chwała mu za to. Ale gawędziarz z niego był ... nietęgi ! tylko pozazdrościć formy ...
A jak nasi artyści amatorzy ? Uważam, że są po prostu świetni. Tyle inwencji twórczej, zapału do malowania, pomysłów na nowe tematy mogliby pozazdrościć im nawet zawodowcy. Nawet nasz mistrz Tadeusz Gołąb namalował swój obraz. Zaprezentował swoją bardzo interesującą wizję malarską kościoła w Korytowie. 
Nareszcie można było się przyglądnąć metodyce malarskiej jaką stosował w swojej pracy. Co prawda długo dawał się nam namówić do roboty, bo tylko by dyrygował i pouczał, ale fachowiec z niego jest co się patrzy.
Wiecie, że nawet kapelutek kazał sobie poprawiać, bo rączki mu się męczą. Niezły gość. Sami popatrzcie...
Natomiast nasza urocza Krysia Krawczyk była jak zwykle najbardziej twórcza i wydajna. Namalowała aż dziewięć prac. Miała niezwykle cenne wsparcie w swoim kochanym mężulku. A trzeba jemu oddać wielką cześć, albowiem tak naprawdę to cały ten plener to jego zasługa i robota. To on przekonał księdza do celowości tego zamierzenia. To on załatwił sponsorów i dodatkowe podobrazia. Muszę więc szanownemu koledze szczerze podziękować i pogratulować udanej inicjatywy i ... wspaniałej żony !, która niewątpliwie również przyczyniła się do udanego pleneru. Kolega Krawczyk, to ten gość po prawej...
Brawo KRAWCZYKI, oby wam się darzyło !  Niestety, zdjęcia jakie osobiście wykonałem naszym pracom, wystawionym w holu budynku Ośrodka WRP ZC były nieostre, chyba ze względu na bardzo słabe warunki oświetleniowe, dlatego nie zaprezentuję tutaj wszystkich prac. Ale pokażę trochę zdjęć jakie wykonała nasza niezawodna Wioleta. U mnie, zachowało się jako tako jeszcze zdjęcie obrazu Marysi de Weyher, ale i ono jest niezbyt ostre. 
Ujęcia Wiolety są jak zwykle bardzo ciekawe i intrygujące.
Ona we wszystkim chciałaby zobaczyć jakiś temat do namalowania albo temat do obgadania... Przecież te jej  chwasty są przeurocze...
Oczywiście robiła nam zdjęcia w czasie kiedy nikt się ich nie spodziewał. A to przy naszym korytku, jak objadaliśmy się wyrobami lokalnej kuchni...
A to na spacerze po udanej wyżerce...
Uwieczniła również nas przy pracy. Zdjęcia te są na szczęście dużo lepsze od tych jakie wykonywałem osobiście moim świetnym telefonem, że marki nie wspomnę... Na początek dziewczyny z Malachitu.
Potem ekipa z UTW...
Trzeba przyznać, że świetne prace pozostawiły po sobie Wioleta Nieroda, Marysia Donart czy Stasia Gugałka, która namalowała bardzo udany portret swojej córki. Rozstawaliśmy się więc z pewną nutą żalu, że wszystko co dobre to się szybko kończy, jak mówi polskie porzekadło. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, a może nawej wcześniej, uda się powtórzyć taką samą imprezę. Albowiem trzeba przyznać, że była ona nam bardzo potrzebna, spotkała się z licznym uznaniem. Udział wzięło w niej aż 12 malarzy. I byłem wśród nich nawet ja. Co mniód i wino piłem, a com widział i słyszał to w blogu umieściłem...
A teraz pozostały nam jeszcze co wtorkowe spotkania kawiarniane, w oczekiwaniu na rozpoczęcie nowego roku akademickiego. Tak więc studenci ! - rozpoczynają się wakacje ! Życzę wszystkim miłego wypoczynku i nie wychodzenia z wprawy w malowaniu obrazów. Mam nadzieję, że w trakcie wakacji będę miał okazję dokonać nowych wpisów, na których umieszczę wasze najnowsze obrazy !! Połamania pędzli... A dla ciekawskich zamieszczam link wystawiony przez Wiolę ze zdjęciami z pleneru: fooooootki

czwartek, 17 czerwca 2010

Co na paletach ? - PLENER KORYTOWO 2010

Na zakończenie roku akademickiego, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, nasza sekcja plastyczna wraz z zaprzyjaźnioną grupą malarską "Malachit" udała się do Korytowa k/Choszczna na plener malarski. Wszystko to mogło być zrealizowane tylko i wyłącznie dzięki pomocy i zgodzie naszego wspaniałego patrona, ks. Sławomira Kokorzyckiego - dyrektora Ośrodka Wspierania Rodziny Parafialnego Zespołu Caritas Pw. Św. Jana Jerozolimskiego w Korytowie. Plener odbywa się w dniach 14-19 czerwca 2010 roku. Przybyło nas łącznie 12 osób, miłośników pięknej sztuki malarskiej.
Już od pierwszego dnia rozgorzały palety a płótna i kartony pokryły się nowymi, wspaniałymi pracami. Nad całością jak zwykle czuwał nasz mistrz Tadeusz Gołąb, który sam własnoręcznie wykonywał szkice do nowych obrazów a nawet zaczął malować widok na kościół...
Koleżanka Stasia Gugałka, zgodnie z obietnicą, rozpoczęła kolejny portret. Tym razem jest to portret jej prywatnej córki.
Natomiast niezmordowana Wioleta Nieroda wybrała za temat swojej nowej pracy, pejzaż z okolicy naszego miejsca pobytu. Alejkę z drzewami. Uroczy temat...
A z rozpędu, kiedy otworzyli koleżance furtkę w stronę jeziora, to od razu udała się nad wodę i podjęła nowy temat. Pejzaż na jezioro w Korytowie. 
Towarzyszyły jej w trakcie sesji malarskiej, trzy przesympatyczne koleżanki z koła "Malachit". Co prawda, jeszcze nie nauczyłem się ich imion, ale zaprezentuję je za to na zdjęciach.
To naprawdę bardzo ładne malarstwo. One fantastycznie czują paletę barw. Byłoby fajnie, gdyby kiedyś można jeszcze raz wspólnie popracować... Wiele można się wtedy wzajemnie nauczyć.
Tuż w ogrodzie przykościelnym, działały nasze trzy kolejne koleżanki z sekcji malarskiej, Krysia Krawczyk, Marysia de Weyher i Marysia Donart.
Jak widać, na paletę wzięły temat architektury miejscowego kościoła, który jest naprawdę piękny i bardzo wdzięczny do malowania. A Marysia de Weyher dalej malowała ukochane pejzaże.
Ale największe wrażenie na mnie wywarł nasz nowy kolega Janusz z koła "Malachit", który podjął się sportretowania naszej koleżanki Teresy Daszkiewicz. Sami popatrzcie na efekt.
Ma facet talent w rękach ! Popatrzcie tylko.... Ale i tak było mu mało, bo zaraz się wziął na portret koleżanki Wiolety. A autor ? No więc ujawnił się trochę i popróbował namalować pejzażyk w klimacie z Giverny. Był to widok na wodę i nenufary, czyli coś w klimacie trochę zbliżonym do ... no właśnie. Chciałoby się powiedzieć impresjonistycznym a chyba wyszło jednak trochę zbyt swojsko. 
I na razie to tyle, w telegraficznym skrócie. Niech rodziny przekonają się jak ich bliscy udzielają się artystycznie. Być może niedługo będzie następna porcja informacji. Pa.

wtorek, 15 czerwca 2010

Inspiracje - Giverny - Claude Moneta

Giverny to miejscowość i gmina we Francji, w regionie Górna Normandia, w departamencie Eure. W Giverny zmarł w 1926 r. francuski malarz-impresjonista Claude Monet. Do miasteczka licznie przybywają turyści, aby podziwiać dom i ogród, w którym artysta spędził część swego życia. Tyle wiemy o Giverny z Wikipedii. 
Miejscowość ta znana jest przede wszystkim z powodu faktu, że żył w niej Oscar Claude Monet (ur. 14 listopada 1840 w Paryżu, zm. 5 grudnia 1926 w Giverny) – francuski malarz, jeden z twórców i czołowych przedstawicieli impresjonizmu. Jego słynny obraz "Impresja, wschód słońca" (fr. Impression, soleil levant), który został publicznie zaprezentowany w 1874 na wystawie w Atelier Nadara, nadał nazwę późniejszemu kierunkowi malarstwa. 
Claude Monet, od roku 1883 mieszkał w Giverny, gdzie chciał odizolować się od ludzi. Nowe miejsce zamieszkania bardzo pozytywnie wpłynęło na jego samopoczucie. Rozpoczął się wspaniały okres w życiu Moneta, obfitujący również w sukcesy zawodowe. Tutaj rozwijał swoje poszukiwania kolorystyczne, tworząc serie obrazów przedstawiających ten sam motyw o różnych porach dnia i roku, w odmiennym oświetleniu. Tutaj również tworzył, spał, jadał posiłki czy, mył się....
Na pierwszym zdjęciu widać jego pracownię w której tworzył swoje arcydzieła. Na trzeciej fotografii widać stół przy którym jadał posiłki lub przyjmował swoich gości, w tym innych wielkich malarzy.
Na przełomie wieków, Monet zakupił w Giverny duży obszar ziemi, gdzie stworzył swój słynny ogród. Dodatkowo w sierpniu 1901 roku otrzymał pozwolenie na zmianę biegu rzeki Ru, co pozwoliło mu na zwiększenie stawu, gdzie mógł hodować ulubione przez niego nenufary, przedmiot całej serii dzieł malarskich jego autorstwa. 
Zdjęcia te jeszcze wręcz dymią. Są świeżutkie, bo z niedzieli 13 - tego czerwca. Zrobiłem je własnoręcznie. Byłem w tym dniu w Giverny i miałem wielkie szczęście przeżyć wręcz nieziemskie doznania, oglądając te obrazy na żywo. Bilety kosztują po 6 Euro od łebka natomiast studenci wchodzą za 4 Euro.
W Giverny czuje się wielki kult Claude'a Moneta. Każdy zakątek wsi/mini miasteczka emanuje pamięcią o mistrzu. I dziękuję losowi, że dał mi okazję obejrzeć i przeżyć nastrój tego miejsca. Namawiam wszystkich do jego odwiedzin, bo to tylko około 50 km. od Paryża. Myślę, że magia tego miejsca porównywalna jest jedynie ze zwiedzaniem muzeum d'Orsay w Paryżu. Chociaż jest tam kilkaset arcydzieł impresjonizmu, to tutaj czuje się, że jest się w jego mateczniku !!! To tutaj powstał impresjonizm.
A co dalej z mistrzem. Ano, później, pomimo kłopotów ze zdrowiem, takich jak zawroty głowy i przede wszystkim problemy ze wzrokiem, Monet wyjeżdżał jeszcze do Londynu i Wenecji, gdzie również malował (powstały tam takie dzieła jak Parlament londyński, czy Pałac Dożów). W 1911 roku zmarła jego żona Alice, natomiast w 1914 - syn Jean. Kłopoty ze wzrokiem nasiliły się w 1918 roku, w 1923 malarz poddał się operacji usunięcia katarakty z prawego oka. W tych trudnych chwilach pewnym pocieszeniem było uznanie, jakim cieszyły się teraz dzieła artysty, także wśród osób, które w przeszłości nie ceniły jego sztuki. Jego twórczość ewoluowała i coraz mniejsze znaczenie miała forma. Malarstwo Moneta zbliżało się do abstrakcji złożonej z barwnych plam. Najważniejsze dla niego stało się światło i wydobywany przez nie kolor. Jego dzieła stanowiły podłoże dla stworzenia pointylizmu przez Seurata. Po operacji Monet musiał nosić okulary, dzięki którym mógł ukończyć ostatnie dzieło z cyklu Nenufary. Stwierdzono jednak u niego nieuleczalny nowotwór lewego oka. Monet zmarł 5 grudnia 1926 roku. Został pochowany na cmentarzu w Giverny. Poniżej zdjęcia jakie wykonałem na cmentarzu przy kościele w Giverny.
Warto wiedzieć, że jedynym obrazem Claude'a Moneta w polskich zbiorach jest obraz zatytułowany "Plaża w Pourville" - własność Muzeum Narodowego w Poznaniu. Jak się okazało, skradziono go....... 
19 września 2000 r. zauważono, że znajdujący się w muzeum obraz to falsyfikat. Okazało się, że złodzieje wycięli oryginał z ram i w jego miejsce wkleili bardzo dobrej jakości kopię. Złodziej wyniósł wycięte płótno pod swetrem ! Ale mamy jednak w Polsce Policję i dopiero pod koniec 2009 roku obraz został odzyskany !!! Ufff............


Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.