piątek, 29 lipca 2011

Filozofia domowa - W kawiarni


"Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy,
 dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy
".
Wisława Szymborska

Z czasów mojej młodości wyniosłem uporczywy obyczaj picia kawy. Czarnej, gorącej, pachnącej niezwykłym aromatem kawy. Dokonuję tego zazwyczaj rano, zaraz po porannych ablucjach. Towarzyszy temu obrzędowi jeszcze jeden dodatkowy nawyk - porannej prasówki. Lecz zamiast czytać gazety, te papierowe, dokonuję przeglądu informacji z poprzedniego dnia wykorzystując dostęp do Internetu. Zaglądam wtedy na popularne portale Onetu, Wirtualnej Polski, dzienników internetowych, Twittera, Facebooka czy zaznaczone wcześniej blogi. Jest to niestety zajęcie trochę ...odhumanizowane, albowiem wydaje mi się, że nic nie zastąpi jednak prawdziwej lektury papierowych, pachnących farbą drukarską tradycyjnych wydań gazet. No cóż, trochę one jednak kosztują, a budżet emeryta jest, jaki jest. Za to łezka w oku mi się zakręciła, kiedy znalazłem w sieci kilka reprodukcji obrazów, gdzie czynność tę wykonuje się w miejscach, które w czasach "komuny" nazywały się „lokalami gastronomicznymi” a jeszcze dawniej, a potem także, czyli już dzisiaj, w kawiarniach
Ach kawiarnia, jakie to magiczne miejsce. Kiedyś, za bolszewii, kawiarnie to był jednak delikatny i trudny temat, bo przecież ocierano się w nich o istotę zachodniej kultury. Ówczesne picie kawy i czytanie gazet w miejscu publicznym, w ciągu dnia, gdy klasa robotnicza sobie pracowała, było złem i kultywowaniem dekadenckiej tradycji. A i kawa wtedy była paskudna, papierosy śmierdzące, a ciastka okropne. Chociaż rurki z kremem, były wyborne! Ale mimo tego, wszyscy pili, jedli i palili te jedynie dostępne wytwory państwowych monopolistów. W naszym starym, bardzo zniszczonym przez wojnę mieście, też było kiedyś kilka kawiarni. Część z nich już niestety zniknęła, a część przemieniła na coś w rodzaju tak zwanych pubów, gdzie można sobie wypić piwo w innym niż dotychczas otoczeniu. Na szczęście jednak, zaczątki prawdziwych kawiarni już też w naszym mieście powstały i jest gdzie się napić kawy. Piszę, zaczątki, ponieważ trzeba pamiętać, że istotą prawdziwej kawiarni (oprócz samej kawy, rzecz jasna) jest jej niezmienność, zarówno jeśli chodzi o lokalizację, jak i ludzi. To właśnie stali bywalcy plus miejsce tworzą tę specyficzną mieszankę, ciągłość pozwalającą nam oswajać zmienny świat, udawać, przez pokolenie czy dwa, że żyjemy w jakiejś obliczalności. A na to trzeba czasu.
Dziś pije się kawę w naszym kraju dość powszechnie, czarną i białą, w domu, w miejscu pracy, na dworcu, poczekalni i oczywiście w kawiarni. Piją ją kobiety i mężczyźni. I trzeba też pamiętać, że jest to tak wyjątkowy napój, którego spożywanie obrosło tak dużą tradycją i obyczajami, że ceremonia jego spożywania, wymaga od konsumenta niezwykle dużej dozy kultury. Właśnie dawny obyczaj picia kawy w kawiarniach wytworzył pewną tradycję zachowań, czyli tzw. szyk. Wkraczając w progi jakiegokolwiek pomieszczenia kawiarnianego i nie tylko, trzeba pamiętać, że zawsze mężczyzna otwiera drzwi kobiecie i puszcza ją przodem. Następnie cała inicjatywa spoczywa już tylko na mężczyźnie. To on pomaga partnerce zdjąć płaszcz lub inne okrycie, oddaje je do szatni i odbiera numerek. Zaznaczyć należy, że kobieta nie ma obowiązku zdejmowania i zostawiania w szatni wierzchniego okrycia. Jej płaszcz, kożuch czy futro to nie tylko odzież, ale i ozdoba. Wypada zatem kobiecie usiąść przy kawiarnianym stoliku w tej kreacji. Jeśli jednak zechce ją zdjąć, to nie kładzie obok ani nie wiesza na krześle, lecz prosi towarzyszącego mężczyznę o odniesienie do szatni. I mężczyzna robi to w mig! Kolejna reguła to, że mężczyzna zawsze pierwszy wkracza na salę i prowadząc za sobą kobietę, zmierza do wolnego stolika. Jeśli stolik wskazuje kelner, co u nas zdarza się jednak nader rzadko, to kolejność jest inna. kobieta idzie za kelnerem a za nią jej partner. Odwrotnie jest, kiedy opuszcza się lokal. Wtedy, to kobieta idzie przed mężczyzną. Zwyczaj ten ma dwa uzasadnienia. Jedno historyczne - w dawnych latach kawiarnie bywały częstym miejscem awantur. Mężczyzna idąc więc przodem, osłaniał kobietę i torował jej drogę. Śmiesznie to wygląda, gdy facet stoi u wejścia do sali a jego partnerka rusza na poszukiwanie wolnego stolika. A jaka jest druga przyczyna? Mężczyzna idąc przed kobietą, chroni ją przed natrętnym wzrokiem samotnie siedzących mężczyzn. 
W tym miejscu warto wspomnieć o hierarchii miejsc w sali kawiarnianej. Najlepsze stoliki to ustawione w rzędach pod ścianą; z nich bowiem można obserwować całą salę. Do tych rzędów zatem kieruje swoje kroki mężczyzna i te miejsca proponuje paniom. Zajmując stolik, odsuwa krzesło kobiecie i pomaga jej usiąść. Zwyczaj ten nie jest już tak popularny jak dawniej lecz wart jest przypomnienia. Usiadłszy przy stoliku studiujemy kartę z menu. A jeśli jej nie ma, czekamy na obsługę. Kelner podaje kartę z menu kobiecie i to ona pierwsza dokonuje wyboru. Z kolei mężczyzna studiuje kartę a następnie wspólnie składają zamówienie.
I wreszcie trzeba opuścić lokal. Jak już informowałem, to kobieta wstaje i pierwsza opuszcza salę kawiarnianą. Mężczyzna zasuwa krzesła i podąża za partnerką do szatni, gdzie odbiera pozostawioną garderobę, pomagając ubrać się partnerce. 
I jeszcze jeden problem. Dawniej udanie się kobiety do lokalu gastronomicznego bez męskiego towarzystwa nie było przyjmowane zbyt dobrze. Ale dziś, w dobie emancypacji kobiet, zmieniły się obyczaje. Kobieta zajmuje w lokalu gastronomicznym wolny stolik, zamawia herbatę, kawę, ciastka. W przypadku braku wolnego stolika wypada jej się zwrócić do siedzącej pary z pytaniem, czy może się przysiąść. Nie będzie również naruszeniem dobrych obyczajów, jeśli zwróci się do samotnie siedzącego mężczyzny. Lepiej jednak to uczynić za pośrednictwem kelnera. Po zajęciu miejsca przy stoliku nie ma obowiązku rozmawiania ale nie ma też i zakazu. kobieta jednak nie może zapominać, że nawiązanie przypadkowej znajomości przy stoliku jest czasami ryzykowne.
I to by było na ten temat narazie tyle. Jest to tak bardzo istotna część naszej zachodniej kultury, że doczekała się ona docenienia na przepięknych płótnach dawnych mistrzów malarskich. Poniżej pokażę kilka z nich. 
 Otto.H.Bacher
 William James Glackens
 Edward Hopper
 James Jacques Tissot
 Jean Beraud
  Jean Beraud
 Louis Abel Truchet
 Pierre August Renoir
  Pierre August Renoir
 Iain Faulkner 
 Alexandre August Honnotiau
 Stevens Aime
 Fernand Toussaint
Henri de Toulouse Lautrec
Studiowanie tych płócien to tak, jakby ktoś poczuł dawnych wspomnień czar. Cudowny nastrój spokoju, beztroski, zamyślenia, zabawy. Aż czuć zapach kawy czy aromatu likieru w kieliszku. Idę więc zaparzyć sobie filiżankę przepysznej kolumbijki. Czego i wam życzę. Smacznego.
Źródła: http://maroko.republika.pl/savoir/emancyp.htm; Bartłomiej Sienkiewicz, Tygodnik Powszechny, "Kawa, prasa i papierosy" 04.11.2008.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Rozważania na temat malarstwa - Ray Ceasar - neurastenik, szaleniec czy jednak artysta?

Przedstawię dzisiaj bardzo nietypowego, wręcz dziwnego twórcę, który tworzy przede wszystkim przy pomocy komputera, fenomenalnie posługując się komputerową grafiką 3D. Początkowo zastanawiałem się, czy w ogóle prezentować na naszym blogu takiego twórcę, albowiem odbiega on dosyć istotnie od konwencji malarskiej jaką dotychczas pokazywałem i opisywałem. Z kolei po strasznych wiadomościach jakie nadeszły z Norwegii, trudno mi było zebrać myśli i opracować jakiś "normalny" i tradycyjny temat. I chyba dlatego wybrałem Raya Ceasara.
Ray Ceasar urodził się w Londynie w 1958 roku. W roku 1967 wyemigrował do Toronto, w Kanadzie. Tam w latach 1976-1980 studiował na Wyższej Uczelni Artystycznej w Ontario. Przez 17 lat pracował jako ... artysta medyczny na Wydziale Sztuki i Fotografii w Szpitalu dla Chorych Dzieci w Toronto. Tego typu praca polegała na rejestracji wszelkich możliwych przypadków medycznych: od maltretowanych dzieci, poprzez chirurgię plastyczną aż do heroicznych dzieci, zmagających się z rzuconymi im przez życie tragicznymi wyzwaniami, inaczej mówiąc, kalectwem. Przepracował w ten sposób wiele lat nad tworzeniem medycznej i technicznej dokumentacji, rysunków, fotografii przedstawiających sprzęt medyczny otaczający przedwcześnie narodzone niemowlęta. Zajmował się także projektowaniem wizualnych pomocy dla dzieci z porażeniem mózgowym oraz wykonywał nawet rysunki dokumentujące doświadczenia przeprowadzane na zwierzętach. Te ostatnie, jak sam komentował, były dla niego szczególnie drastyczne. "W swoich snach często powracam do szpitalnych korytarzy i bez najmniejszego wątpienia, żyję teraz swoimi snami, dla tych , którzy nie mieli szansy, aby żyć swoimi" stwierdził artysta. Dalej, opowiadał też jak typowy neurastenik. "Wydaje mi się, jak najbardziej stosownym tworzenie prac przy pomocy komputera w świecie głębi, szerokości i wysokości. Jestem zafascynowany ideą, że ta trójwymiarowa przestrzeń istnieje jako inna rzeczywistość, nawet po wyłączeniu komputera. Dręczy mnie fakt istnienia tej przestrzeni w jej matematycznym prawdopodobieństwie i skłania mnie to do przekonania, że przestrzeń, w której obecnie żyjemy niczym się od niej nie różni". Naprawdę ciężko mi pojąć jego psychikę, ale prace jakie stworzył porażają mnie niesamowitym klimatem, surrealizmem, fantastycznym światem sennych urojeń. Wydaje mi się, że za tym człowiekiem ciągnie się chyba jakieś nieopowiedziane przez niego straszne wydarzenie. Co prawda, podobno każdy z nas jest po trochę neurastenikiem, lecz on to już chyba dochodzi do poziomu mega neurastenii. Jak podaje na swojej stronie internetowej, aktualnie, mieszka w Toronto w małym ceglanym domu razem z żoną i psem/kojotem Bonnie. A więc nawet psa ma nienormalnego!!!
Popatrzmy zatem na jego prace.














Brrrr. To chyba jakieś koszmary senne... Ale trzeba przyznać, że zrobione perfekcyjnie. Przyjemnego oglądania i miłych snów...

piątek, 22 lipca 2011

Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski - Pierwszy ułan Drugiej Rzeczypospolitej

 "Bo w sercu ułana, gdy je położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń".
"To ja, o siwych włosach mam pana uczyć, jak postępować z kobietami?
 Panie, można zastać kobietę płaczącą, ale zostawić! Nigdy!"
"W dyplomacji można czasem robić świństwa, ale nigdy głupstw. W kawalerii jest odwrotnie."
"Lecz gdyby kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by raz drugi żyć,
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu wojować, kochać się i... pić".
Bolesław Wieniawa-Długoszowski

GENERAŁ BOLESŁAW WIENIAWA-DŁUGOSZOWSKI
były pułkownik
wizytówkę o takiej treści nakazał Wieniawa wydrukować dla przyjaciół po otrzymaniu nominacji generalskiej.

Jak powiedział Władysław Pobóg-Malinowski, „Był to człowiek o głębokiej inteligencji, głębokiej kulturze i prawdziwie rycerskim poczuciem honoru. Jego wartości wewnętrzne ginęły jednak w cieniu nieobliczalnych odruchów i szerokiej, ale bardzo swoistej popularności jaką zdobył sobie nieporównywalnym rozmachem w kawaleryjskim trybie życia”. A dla mnie osobiście, jest On godnym wielkiego podziwu i szacunku człowiekiem, żołnierzem, Polakiem!  Właśnie dzisiaj mija 120 rocznica urodzin Bolesława Ignacego Floriana Wieniawy-Długoszow-skiego (urodzonego w Maksymówce koło Stanisławowa) – generała dywizji Wojska Polskiego, dyplomaty i formalnie przez jeden dzień "następcy prezydenta RP na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju". Jednak najbardziej znany był z tego, że był osobistym adiutantem Marszałka Józefa Piłsudskiego. Popularne jest stwierdzenie, że Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski był ostatnim z wielkich szwoleżerów. Niestety, 1 lipca 1942 r., a więc 69 lat temu, zginął śmiercią samobójczą wyskakując z okna swojego mieszkania w Nowym Jorku. Zgodnie z powszechnie panującą opinią do samobójstwa popchnął go zawód, że został odsunięty od spraw państwowych i wojskowych przez gen. Władysława Sikorskiego, który nie chciał współpracować z wojskowymi i politykami związanymi z Piłsudskim.

piątek, 15 lipca 2011

Filozofia domowa - 15 lipca, ważny dzień. Tyle się wydarzyło...

Rzeczywiście, w ten piękny, najczęściej słoneczny dzień, wydarzyło się bardzo dużo. Większości rodaków data ta kojarzy się zapewne ze słynną bitwą. Pod Grunwaldem. Pisałem o niej całkiem obszernie w ubiegłym roku. Co ciekawe, dzień 15 lipca zapisał się szczególnie dla Krzyżaków podwójnie źle, albowiem w dniu tym ducha wyzionęło aż dwóch wielkich mistrzów zakonnych. Najpierw, w 1249 roku zmarł Heinrich III von Hohenlohe a w 1410 roku Urlich von Jungingen został zakłuty na śmierć przez Litwinów, chociaż niektóre źródła podają, że dokonał tego przedchorągiewny królewskiej chorągwi nadwornej Mszczuj (Mściwoj) ze Skrzynna, jeden z rycerzy armii Władysława Jagiełły walczącej pod Grunwaldem z Krzyżakami. Zachowując dalej ścisły związek z tematyką naszego bloga, dodam jeszcze, że w dniu 15 lipca przyszli na świat trzej świetni malarze. W 1606 roku sam Rembrandt Harmenszoon van Rijn – holenderski malarz, rysownik i grafik, uważany powszechnie za jednego z największych artystów europejskich i światowych. W 1745 roku, Jan Piotr Norblin de la Gourdaine – z pochodzenia Francuz, malarz, rysownik i grafik, w 1774 sprowadzony do Polski przez Czartoryskich, jeden z najważniejszych malarzy okresu stanisławowskiego, uważany za ojca polskiego malarstwa rodzajowego. Natomiast w 1854 roku, urodził się Jacek Malczewski herbu Tarnawa, polski malarz, jeden z głównych przedstawicieli symbolizmu przełomu XIX i XX wieku. Poniżej ich autoportrety.

Rembrandt Harmenszoon van Rijn – 1661r. - autoportret

Jan Piotr Norblin - autoportret
 
  Jacek Malczewski 1892r. - autoportret z paletą
A warto jeszcze wiedzieć, że w dniu 15 lipca, ale 1864 roku, słynny Alfred Bernhard Nobel, szwedzki przemysłowiec i naukowiec, fundator najbardziej prestiżowej Nagrody Nobla, otrzymał patent na nitroglicerynę, która zmieszana z ziemią okrzemkową daje dynamit, a w 1869 roku, w Paryżu, Hippolyte Mege Mouriés uzyskał patent na produkcję ... margaryny. No i kto by pomyślał, że to był i pewnie dalej jest taki ważny dzień.

środa, 13 lipca 2011

I po "awarii" bloga.

Uff. I udało się miękko wylądować. Wczoraj wieczorem blog ukazał się tak jak zazwyczaj. W pełnej krasie. Jednak to była usterka na serwisie "blogger.com". Całe szczęście! Tak więc wszystko jest po staremu. 
W związku, że mamy tzw. sezon ogórkowy, lato i tak dalej i dalej, więc i nastrój naszego bloga postanowiłem dostosować do pory roku i sezonu. Przedstawię zatem ciekawe malarstwo z motywem okna.
Co to jest okno, każdy wie i widzi. Okno jest to dziwna konstrukcja zamykająca otwór w ścianie (albo w dachu), służąca najczęściej do oświetlenia i przewietrzania pomieszczeń (a w niektórych kulturach do podglądania sąsiadów z naprzeciwka).
Początkowo rolę prymitywnego okna spełniał zwykły otwór w ścianie. Później zaczęto go wypełniać zwierzęcą skórą, drewnem czy tkaniną. Dodano następnie okiennice, które można by było zamykać i otwierać. Z czasem funkcją okna było nie tylko umożliwienie dostępu światła do wnętrza, ale ochrona przed czynnikami atmosferycznymi. Jeszcze później, w świetle okna pojawiły się pionowe przegrody, słupki, które łączyły kawałki szkła za pomocą ołowiu. Co ciekawe, po raz pierwszy szkło do okien zastosowali Rzymianie, podczas gdy okna papierowe, bardziej ekonomiczne, stosowane były w starożytnych Chinach, Korei i Japonii. Okno szklane weszło w powszechne użycie z początkiem siedemnastego wieku. Okno w życiu człowieka posiada bardzo istotne znaczenie, wręcz magiczne.
Jak podaje sennik internetowy www.sennik.biz, znaczenie okna jako symbolu sennego ma związek z domem, i symbol ten w pewnych okolicznościach może być także  odczytany jako drzwi, tzn. organ seksualny. A co oznacza sen z oknem?
-widzieć okno otwarte: to szczęście i zadowolenie
-wdrapać się do okna: konflikty i waśnie
-wychodzić przez okno: to utrata majątku
-zobaczyć okno zamknięte: możesz być prześladowany
-stać lub siedzieć w oknie: kłopoty zawodowe
-ujrzeć okno ze stłuczonymi szybami: zostaniesz zwymyślany
-wyglądać z okna: złudne nadzieje, daremne czekanie
-wypaść z okna: na próżno będziesz oczekiwać pomocy.
Inna interpretacja snu z oknem przedstawiona jest na serwisie astrologia.interia.pl. A polega ona na tym, że:
-jeśli przyśni ci się zamknięte okno, uda ci się osiągnąć cel, ale metodami mało budującymi.
-jeśli przyśni ci się otwarte okno, oznacza dobre perspektywy, ale ostrożnie planuj posunięcia.
-jeśli przyśni ci się, że wychodzisz przez okno, to znaczy, że za wcześnie na realizację twojego planu.
-jeśli przyśni ci się, że wypadłeś przez okno, pamiętaj, że jeśli wybierasz się w podróż, nie jedź samochodem. -a jeśli musisz nie przekraczaj dozwolonej prędkości
-jeśli przyśni ci się, że wyglądasz przez okno, oznacza to dużo nowości wokół ciebie.
-jeśli przyśni ci się, że wchodzisz przez okno, oznacza to niezadowolenie z rozwoju wypadków. Może twoje wymagania są za duże?
-jeśli przyśni ci się okno strychowe, czeka cię propozycja zapierająca dech w piersiach, w dodatku mająca szansę na realizację.
-jeśli przyśni ci się okno wystawowe, masz przewrócone w głowie, a to nie przysparza popularności.
Tak więc masło, maślane i inne banialuki... Kto wierzy w te bajki to jego sprawa. Ale, że okno było tematem pięknych obrazów to już jest inna dziedzina. Popatrzmy teraz jak można zachwycić widza, pokazując ten ważny element naszego otoczenia. Bo przecież już Vincent Van Gogh wziął kiedyś za temat swojego obrazu stare, zniszczone buty i stworzył arcydzieło!
Igor Ropniak 
Juri Jeliagin 
Claude Lazar
Antonio Capel 
Evelyne Brigeois 
Antonietta Varallo 
Antonio Capel 
Antonio Capel 
Kapeler Sinisa 
Ming Zhou 
Ame Bale 
Alice Dalton 
Carlo Hornung Jensen
Piękne, prawda? Ale jest jeszcze jeden wytwór ludzkiego umysłu i pracy jego rąk, pod nazwą "Okna" mający ścisły związek z prezentowanym na naszym blogu malarstwem. Jest to najpopularniejszy na świecie, niestety, system operacyjny dla komputerów PC, o nazwie Microsoft Windows, czyli słynne Okna Microsoftu. Jest to, jak wynika ze statystyk naszego bloga, zdecydowanie najczęściej używana platforma systemowa umożliwiająca przeglądanie wpisów na blogu. Aż 92,27% komputerów używa okien do łączenia się z internetem. Na drugim miejscu jest system Mac OS X,  tylko z 5,84% udziałem. Zapraszam do poszukiwań innych obrazów z tematyką ... okienną. Jest ich naprawdę dużo. Doskonale służą do prezentacji wspaniałych martwych natur, pejzaży czy portretów ludzi i zwierząt. Nara. Do następnego wpisu...

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.