piątek, 14 września 2012

Rozważania na temat malarstwa - "Straż nocna" Rembrandta, czyli ...zbrodnia ukryta w obrazie.


Oglądałem niedawno niesamowity film dokumentalny pod tytułem "Rembrandt: oskarżam...!" nawiązujący bezpośrednio do innego filmu „Nightwatching" (z 2007r.), znanego brytyjskiego reżysera Petera Greenawaya, w którym próbuje on udowodnić, że Rembrandt zaszyfrował w swojej słynnej „Straży nocnej” historię morderstwa. Fakt, że dokument ogląda się jak kryminał. Od początku do końca trzyma w napięciu. „Straż nocna" miała być w założeniu, zwykłym portretem grupowym lokalnej milicji obywatelskiej, nazywanej także kompanią arkebuzerów czy też kompanią strzelecką. Według autora filmu, w trakcie prac nad dziełem Rembrandt wpadł na trop spisku, który doprowadził do śmierci kapitana milicji i zastąpienia go innym. Postanowił więc, że obraz będzie oskarżeniem wymierzonym w spiskowców i zdołał ukryć w obrazie mnóstwo informacji na temat tej złowieszczej intrygi.

Przyznam, że taka interpretacja obrazu, w której „Straż nocna" jest wizualnym materiałem dowodowym w sprawie zbrodni, która nigdy nie została ukarana, przemawia do mnie o wiele bardziej przekonująco, aniżeli interpretacja, którą podają setki przewodników turystycznych po galeriach malarskich, czy nawet nasza słynna Wikipedia. W filmie „Rembrandt: oskrżam...!" przeprowadzona jest niebywale ciekawa analiza obrazu, w której widz uczestniczy w rozwiązaniu 31 z podobno aż 51, związanych z tym dziełem zagadek. Sposób interpretacji dzieła jest na tyle niezwykły, że widz mimo woli wciągnięty zostaje w historię malarstwa, dotyka ciekawej teorii spiskowej a wszystko to ma na celu poznanie wielkiego geniuszu Rembrandta. Według autora filmu, Rembrandt zdawał się wyprzedzać własną epokę, a „Straż nocna" stanowiła jego opus magnum. Dzieło życia. Niesamowite jest również to, że po jej namalowaniu kariera malarza gwałtownie się załamała! Czy to nie przypadek? A może jego teoria o popełnionej zbrodni miała jednak sens. Czyżby bohaterowie sceny namalowanej na obrazie, odkryli podstęp malarza i postanowili jego ukarać? Malarz był zbyt popularny, by go zgładzić, więc zrujnowali mu karierę i życie.
Rembrandt - "Kompania Fransa Banninga Cocqa i Willema van Ruytenburcha";
1642r., olej na płótnie
"Straż nocna", "Wymarsz strzelców" albo jeszcze inaczej "Kompania Fransa Banninga Cocqa i Willema van Ruytenburcha" uważane jest za czwarte największe dzieło malarskie na świecie. Zaraz, po arcydziełach takich jak "Mona Lisa" i "Ostatnia wieczerza" Leonarda da Vinci, oraz genialnym fresku "Sąd Ostateczny", ze sklepienia w Kaplicy Sykstyńskiej, pędzla Michała Anioła. Obecnie obraz znajduje się w zbiorach Rijksmuseum w Amsterdamie.
Jak podaje na temat obrazu Wikipedia, "Gwardziści zostali ukazani podczas wymarszu z wielkiej bramy. Wzniesiona dłoń kapitana Fransa Banninga Cocqa, identyfikuje go jako dowódcę wydającego swym podkomendnym rozkaz wymarszu. Cień wyciągniętego ramienia pada na postać porucznika Willema van Ruytenburcha (jasno oświetlonego mężczyzny w żółtym odzieniu). Van Ruytenburch trzyma w dłoni tzw. partyzanę – paradną broń drzewcową zwieńczoną szerokim ostrzem, symbol oficera. Widoczny na jego tunice cień kciuka i palca wskazującego Cocqa skierowany jest na wizerunek lwa z herbem Amsterdamu (trzema krzyżami). W środku grupy widoczna jest dziewczyna w żółtych szatach, obrócona w prawo, prostopadle do szyku gwardzistów. Widać przytroczonego do jej pasa kurczaka z nienaturalnie wielkimi pazurami – aluzja do holenderskiego słowa oznaczającego arkebuzera (klovenier brzmi jak klauvwenier, a klauw to "pazur").(...)
Tarcza herbowa nad bramą zawiera nazwiska osiemnastu gwardzistów - aby znaleźć się na obrazie, należało wnieść odpowiednią opłatę (jedynym wyjątkiem jest tu wynajęty dobosz ukazany blisko prawej krawędzi dzieła)".
Kiedy w 1712 roku przeniesiono "Straż Nocną" do ratusza na placu Dam, Rajcowie miejscy postanowili płótno nieco... przyciąć, tak aby zmieściło się na głównej ścianie Auli, tuż pomiędzy drzwiami wejściowymi do sali. I tak, mierzący pierwotnie 5m na 3,87m obraz skrócono do rozmiarów 4,35m na 3,63m. Jedna szósta arcydzieła Rembrandta przepadła na zawsze, a wszytko dlatego, by obraz zmieścił się na ścianie, którą upatrzyli sobie miejscy rajcowie. Czy to nie barbarzyństwo? A może także pewna część spisku? Może ktoś chciał ukryć na zawsze tożsamość spiskowców?
Tak więc jaka jest kryminalna wersja obrazu? Hmm... Na pewno jest o wiele ciekawsza, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Kiedy w 1642 roku, Rembrandt przyjął zamówienie na grupowy portret amsterdamskiej kompanii strzeleckiej, jej dowódcą był ogólnie szanowany Piers Hasselburg. I to właśnie wkrótce po przyjęciu zamówienia na obraz, Piers Hasselburg ginie w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie od strzału z muszkietu. To m.in. dlatego Rembrandt umieścił postać strzelającego muszkietera, stojącego tuż za plecami centralnej postaci, Fransa Banninga Cocqa. Przecież w takiej scenie wymarszu na wachtę on strzelać nie powinien!  No i gdzie ten człowiek strzelał, w jakim celu i w co trafiła kula? Aureola dymu spowija dwie główne postacie. Czy to przypadek? W filmie Greenawaya, a także w kronikach miasta Amsterdamu, podaje się, że tym pechowym strzelcem był młody chłopak, który tak niefortunnie wystrzelił, że kula przeszła przez oko dowódcy Piersa Hasselburga. A jeśli tak rzeczywiście było, to dlaczego postać ukazana za dwoma głównymi bohaterami sceny trzyma dłonią za lufę muszkietu? Czyżby miała naprowadzić lufę na cel? Nie chcę specjalnie spojlerować filmu, bo stanowi on jednak doskonałą zabawę dla widza, lecz odniosę się jedynie do niektórych interpretacji obrazu umieszczonych w Wikipedii a potem bezmyślnie cytowanych prawie w całym Internecie w ciągle identycznych postaciach. 
Na przykład. W filmie ciekawie zinterpretowano motyw wyciągniętej dłoni Fransa Banninga Cocqa oraz włóczni inaczej nazywanej jako partyzana albo berdysz, którą trzyma lewa dłoń porucznika Willema van Ruytenburcha. Ponadto, ten ostatni, podobno w rzeczywistości nie był kurduplem, lecz postawnym mężczyzną. I jak potwierdzają to źródła historyczne, niezłym erotomanem. Stąd też głowica partyzany, nieprzypadkowo została ustawiona przez malarza w tym a nie innym położeniu, symulując kształty falliczne, i dziwnie sugeruje rozmiary jego rzekomo ...imponujących genitaliów. No a cień dłoni Banninga Cocqa. Przecież wskazuje prosto na krocze porucznika! Czy to też przypadek. A może istniała jeszcze inna, silniejsza od zawodowej, zależność pomiędzy tymi mężczyznami? A co z wyciągniętą w przód lewą dłonią Fransa Banninga Cocqa? Przecież jest to tzw. lewa dłoń złowróżbna, którą tylko zmarły podaje do uścisku. Czyżby miała symbolizować zmarłego, uczciwego i prawego kapitana Piersa Hasselburga. Przecież ta dłoń nie ma wcale paznokci! Jak u demona! 
Dalej. Na płótnie widoczne są także dwie kobiety! Co robią one wśród 32 mężczyzn i psa? Niektórzy specjaliści uważają, że ta dama na pierwszym planie to chyba postać męska, a wręcz karzeł transwestyta. Było to nawiązanie wprost do malarstwa hiszpańskiego (Velasqueza). Karzeł o brzydkiej, starej twarzy. A może to także nawiązanie do panującej wówczas wśród sfer kupiecko-rządzących tendencji pedofilskich. Ogólnego zepsucia i zdemoralizowania. Bogaci, a takimi byli bohaterowie obrazu, z nikim i niczym się nie musieli liczyć. Często korzystali z ...sierocińców. A może była jeszcze inna interpretacja obrazu, lecz prowadząca chyba do tego samego wniosku. Dwie małe niewiasty poruszające się w przeciwnym kierunku co reszta towarzystwa, jako symbol oskarżenia rzucony przez malarza. Miały to być Marit i Marikka, córki z nieprawego łoża niejakiego Rombouta Kempa. Tego gościa z prawej strony obrazu, wskazującego ręką na prowadzącą parę oficerów. No a kura wisząca łbem do dołu. Symbolizuje ona przeznaczenie jej właścicielki do służby. To po co jej złota suknia? Biała kura, symbol poddania. Przeznaczona do składania niezapłodnionych jaj. Najniżej stojąca w hierarchii podwórza. Bezbronna leży na grzbiecie. Służy tylko zaspokajaniu żądzy. Tak, można przyjąć, że to odnosi się do wszechobecnych w Amsterdamie sierocińców, tak często odwiedzanych przez starszych panów z sakiewką. Przecież trwały wtedy wojny. A dzieci traciły rodziców. I co o tym sądzić? 
Na obrazie brakuje obecnych jeszcze przed jego kastracją w 1712 roku, dwóch negatywnych bohaterów dramatu, czyli Florisa i Clementa Banning Cocqów, to jest kuzynów najważniejszej postaci na obrazie, Fransa Banninga Cocqa. Obu pokazałem na samym początku wpisu. To właśnie oni mieli wymyśleć szybki sposób na pozbycie się dotychczasowego dowódcy amsterdamskiej kompanii strzeleckiej, poprzez zabójstwo wyglądające na nieszczęśliwy wypadek. Rodzina nie chciała, żeby kojarzono ją z niechlubnymi kuzynami. Wyjątkowo zepsutymi typami. Chociaż to oni umożliwili jej przejęcie wpływów w kompanii strzelców, a w konsekwencji zdobycie honorów, zaszczytów i pieniędzy!
Doprawdy niezwykle wciągający materiał filmowy. Namawiam gorąco do obejrzenia obu filmów. Konsumuje się je tak jakby był to malarski pitawal z czasów średniowiecza.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

czy materiał tutaj zamieszczony jest podparty literaturą naukową?

Anonimowy pisze...

poparty*

Bogusław pisze...

To raczej pytanie do reżysera Petera Greenawaya :)

Prześlij komentarz

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.