wtorek, 29 stycznia 2013

Rozważanie na temat malarstwa - Sekrety Madame Recamier


"Kobieta nie starzeje się dopóty, dopóki jest pożądana".
Gabriela Zapolska

Madame Recamier (wł. Jeanne Francoise Julie Adelaide Bernard) - słynna francuska piękność z czasów napoleońskich i zarazem niezwykła kobieta. To o niej dzisiaj opowiem, albowiem warta jest przypomnienia. 
U nas w Polsce, chyba raczej słabo znana. No może w pewnych kręgach, znane są niektóre wyroby meblarskie nazywane od jej nazwiska. Tzw. "Recamiery" czyli inaczej szezlongi. Bo to był jej ulubiony mebel, na którym pozowała i przyjmowała swoich gości. Według starodawnej nomenklatury, moglibyśmy ją określić słowem FLAMA. Flama to nie tylko kochanka, ale też obiekt westchnień, miłosnych podchodów, przelotnego romansu. I chyba taka właśnie była. Jeszcze przez wiele lat po rewolucji francuskiej uważano ją podobno za najpiękniejszą kobietę jaką wydała Francja. Chociaż nie tylko uroda była decydująca o jej powodzeniu. Miała także wiele innych zalet. Jej niezwykły wdzięk, kobiecość, powab, delikatność  sposób prowadzenia rozmowy, wyszukane maniery czy wreszcie zniewalający urok osobisty spowodowały, że jej dom był najsłynniejszym salonem dla elit towarzyskich ówczesnej Francji, miejscem spotkań dla ludzi nauki, kultury i polityki. 

Jeanne Francoise Julie Adelaide Bernard Recamier, znana była także powszechnie jako Juliette, urodziła się w Lyonie w dniu 3 grudnia 1777. Niewiele wiadomo o jej młodości. Była córką bankiera o nazwisku Bernard. W wieku piętnastu lat, Juliette wyszła za mąż za Jacques'a Recamier, także bogatego bankiera, o 30 lat starszego niż ona sama. W rzeczywistości podobno była jego córką, ponieważ ten miał wcześniej romans z jej matką. Sprawa ta nadal pozostaje niejasna. Ale bądź co bądź, to tłumaczy, dlaczego małżeństwo nie było skonsumowane, co jest, jak podają niektóre źródła, urzędowo potwierdzone (Tym wybiegiem Recamier miał zapewnić jej majątek, ponieważ nie miał on żadnego oficjalnego potomstwa, a wiedział, że Juliette jest jego córką!). 
Jak już wspomniałem, dom Juliette był miejscem spotkań dla wielkich i znanych ludzi. Stawała się wówczas uroczą, piękną i wielce dowcipną gospodynią, a elitarny salon towarzyski jaki stworzyła, przyciągał wybitne postaci literatury, sztuki i polityki. Zaproszenie do tego salonu oznaczało, że było się kimś, i że jest się ramię w ramię z wielkimi ludźmi. Salon ten trwał praktycznie od czasów upadku burbonów, przez okres konsulatu i cesarstwa, a nawet i później, po wygnaniu MME z Paryża, w 1811 roku przez Bonapartego. Był stale odwiedzany przez takich wybitnych ludzi jak brat cesarza Lucien Bonaparte, generałowie Moreau i Bernadotte, dramaturg i krytyk literacki La Harpe, pisarz i filozof Benjamin Constant, czy artysta malarz Jacques-Louis Dawid. Ponieważ jej mąż/ojciec? zbankrutował przez politykę Napoleona, salon Madame Recamier przybrał pewną formę opozycji wobec rządu Napoleona w efekcie czego została zmuszona przez Napoleona do opuszczenia Paryża. Mieszkała przez pewien czas w Lyonie, a następnie w rezydencji baronowej Madame de Stael w Coppet nad jeziorem Genewskim. To tu poznała Księcia Fryderyka Wilhelma Heinricha Augusta Pruskiego, bratanka Fryderyka II Wielkiego, przystojnego łamacza wielu niewieścich serc. Ten co prawda słyszał o sławie Juliette, ale jej eteryczny powab tak zdominował księcia, że bidulek nie mógł oderwać od niej oczu. A kiedy usłyszał śpiew Madame Recamier o miłości, to był tak zafascynowany jej anielskim głosem, że szybko oświadczył się błagając, aby ta udała się z nim do Prus. MME, zgodziła się. August pospieszył zaraz do domu poprosić o zgodę rodziny na ślub. Pisał do niej listy miłosne, wręcz oszalał na jej punkcie. Wreszcie otrzymał list, w którym ta ... zmieniła zdanie. Odrzuciła propozycję zostania księżną! Nieco później, Książe August otrzymał  w darze od MME, jej słynny obraz. Portret namalowany przez samego Francoisa Gerarda, gdzie Madame Recamier spoczywa na kanapie. 
Francois Gerard - "Portret Madame Recamier"; 1805r.
Biedny książę nie mógł oderwać oczu od obrazu, starając się zrozumieć tajemnicę jej spojrzenia. I zamówił dla siebie inny obraz, na którym występuje on i ... obraz jego miłości! Muszę przyznać, że facet miał klasę!
Franc Kruger - "Książe Augusta stojący obok portretu Juliette Recamier"; 1817r.
Po śmierci księcia prezent od MME, zgodnie z jego wolą, został zwrócony Madame Récamier.
Récamier uchodziła za największą piękność Paryża i niezrównaną uwodzicielkę, która jednak nie dopuszczała mężczyzn zbyt blisko. Są nawet tacy francuscy historycy, którzy twierdzą, że do końca życia zachowała dziewictwo! Znalazłem nawet gdzieś informację, że cierpiała na pewne delikatne schorzenie związane z bólem podczas aktu miłosnego. Ale to tylko hipoteza. No i według dzisiejszych obyczajów wydaje się jednak mało prawdopodobna. Ale w tamtych czasach... Wszystko mogło być możliwe. W końcu pokazanie kostki u stopy przez nieostrożną damę uchodziło prawie za pornografię!
Jedno jest pewne. Madame Recamier złamała też serce Luciena Bonaparte, brata Napoleona. Do jej pięknych nóżek byli gotowi paść, książę Metternich, książę Wellington, pisarze tej klasy co Konstantin De Rebeck, czy nawet sam François-René de Chateaubriand. To ten słynny pisarz, polityk i dyplomata, od którego nazwiska nazwę wzięła słynna i smaczna potrawa, tj. gruby befsztyk wykrajany ze środka polędwicy wołowej! Bo Chateaubriand tak bardzo lubił dobrze jadać, że woził wszędzie ze sobą najbardziej zaufanego kucharza noszącego nazwisko Montmirail. I to on właśnie przygotował kiedyś polędwicę w tak doskonały sposób, że przeszła ona do historii. Podaje się ją z sosem berneńskim i ziemniakami "chateau". 
Tak, tak. Przez lata lista zwycięstw Madame Recamier tylko się powiększała. Dla wielu mężczyzn stawała się obsesją. A rozstanie z nią wydawało się im nie do zniesienia.
No ale miało być także o malarstwie. Więc najsłynniejszy obraz słynnej MME Juliette, czyli Madame Recamier namalował stały bywalec jej salonu, wielki Jacques-Louis David, nadworny malarz Napoleona Bonaparte, oficjalny artysta rewolucji francuskiej. Portret ten został namalowany w 1800 roku. Co ciekawe, można odnieść wrażenie, że obraz pozostał niedokończony, ponieważ podobno artysta odkrył, że MME pozowała wówczas też dla jednego z jego uczniów i jednocześnie rywala, tj. François-Pascala Simon Gérarda i ... porzucił jego dalsze malowanie. Co nie umniejsza faktu, że stworzył jedno ze swoich najwybitniejszych płócien.
Jacques-Louis David - "Portret Madame Recamier"; 1800r.,
olej na płótnie, 173 na 243 cm, Luwr w Paryżu

I jeszcze kilka innych obrazów słynnej Flamy.

Francois-Louis Dezhyunne - " Madame Recamier wewnątrz klasztoru Abba Bois"; 1826r.
Firmin Masso -"Portret Julie Recamier"; 1807r.
Antoine Jean Gros - "Portret Madame Recamier"; 1825r.
Jean-Francois Valley -"Julie Recamier"; 1800r.
Olali Maureen -"Portret Madame Recamier"; rok ?
Przyznam, że mnie jej uroda jednak nie oczarowała. No, ale dzisiejsze kobiety wyglądają trochę inaczej. Już bardziej podobała mi się słynna Księżna Warwara Dmitriewna Korsakova, z obrazu Franza Xaviera Winterhalter, który pokazałem na poprzednim wpisie o Księżnych. Ale obraz to nie fotografia i nie zawsze udaje się oddać malarzowi najlepsze cechy modelki. A zresztą. Powiem tak jak pewien japoński mistrz sztuki. "Co można powiedzieć o kobiecie na płaskim, dwuwymiarowym obrazku. Dopiero jak ją usłyszę, poczuję jej zapach i ciepło powiem Ci o niej więcej". 
Na zakończenie dodam jeszcze, że romans Madame Recamier z samym Chateaubriandem, rozpoczęła ona w chwili kiedy ukończyła czterdzieści lat. To był jeszcze jeden wybuch jej kobiecości i talentów uwodzicielskich. Był to rok 1817. Julie wróciła wtedy do Paryża z wygnania. Jej nowy stary salon przyjmował jeszcze więcej intelektualistów i artystów, niż kiedykolwiek wcześniej. Taka to była kobieta. Trwało to przez ćwierć wieku, aż do jej śmierci. Na kilka lat przed śmiercią, Juliette oślepła. Czyżby z powodu kiły?! Ale to chyba nonsens! Madame Recamier zmarła na cholerę w wieku siedemdziesięciu jeden lat. Można ją odwiedzić na paryskim cmentarzu Montmartre.

I jeszcze ciekawostka! To jest zdjęcie oryginalnego bucika Madame Recamier. Tak, to jest but z końca XVIII wieku! 
Dziwne to były wtedy buty. Wyglądały one zupełnie inaczej aniżeli dzisiejsze. Przypominały dzisiejsze baletki. No, ale wówczas panie były wożone, i nie musiały zapewne często chodzić! Przynajmniej te z wyższych sfer. Buty z tamtych czasów były to delikatne skrawki jedwabiu, skóry i wstążek, które służyły do ​​noszenia tylko jeden raz, tak jak rękawiczki, a następnie były wyrzucane lub przekazywane ulubionej pokojówce. Więc jest to niesamowite, że te, tak wiele przeżyły i jeszcze się zachowały!

PS:
Chateaubriand
Grube (ok. 3 cm) befsztyki ze środka polędwicy wołowej, lekko rozbijamy dłonią, pieczemy na ruszcie lub smażymy. Befsztyki nie powinny być dosmażone. Muszą być w środku różowe, a soli się je dopiero na talerzu, po usmażeniu!
Sos berneński:
25 g octu winnego
25 g wody
2 małe cebulki
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka posiekanego estragonu
1 łyżeczka posiekanej trybulki (czechrzyca grzebieniowa - trudna do zastąpienia, ma swoisty aromat i smak: lekko słodkawa, nieco anyżkowa i nieco pietruszkowa)
3 żółtka
150 g zimnego masła (także do ziemniaków)
sól i pieprz
Przygotowanie:
Gotujemy ocet z wodą, posiekanymi cebulkami, czosnkiem, estragonem i posiekaną trybulą. Gdy płyn znacznie się wygotuje - cedzimy go i studzimy. Dodajemy żółtka i trochę masła. Wstawiamy do drugiego naczynia z gorącą (ok. 60 stopni) wodą - będącego na ogniu - i ubijamy aż żółtka zaczną gęstnieć. Zdejmujemy z ognia i dodajemy po trochu resztę zestruganego masła, ciągle ubijając do momentu, aż powstanie jednolita, gęsta masa, którą doprawiamy solą i pieprzem. Podajemy w sosjerce.
Ziemniaki chateau:
1 kg małych ziemniaków
natka pietruszki
masło
Przygotowanie:
Ziemniaki obieramy tak, by powstały małe kulki o mniej więcej jednakowych rozmiarach. Topimy w rondlu 60 g masła, wrzucamy do niego kartofle i dusimy pod przykryciem na małym ogniu, często poruszając naczyniem. Powinny się one zarumienić w miarę odparowywania swego własnego soku. Gdy są już miękkie solimy je i posypujemy dwoma łyżkami stołowymi bardzo drobno posiekanej natki pietruszki.
Uwaga! Befsztyki podajemy podwójnie (jeden na drugim), obsypujemy ziemniakami. Smacznego!
Źródła: http://www.historyswomen.com, Wikipedia.fr, http://facetpo40.pl, http://madameguillotine.org.uk

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Po przeczytaniu tego wpisu miałem nielada dylemat co mnie bardziej zafascynowało: piękno portretu pani Juliette czy przepis na smakowity wołowy befsztyk. Tak czy owak jedno i drugie może w pełni zaspokoić najbardziej wybredne zmysły. A tak przy okazji, propozycja rozszerzenia tematyki tego bloga o porady kulinarne, co na pewno przysporzyło by grono twoich wielbicieli zwłaszcza wielbicielek. Tematyka kulinarna nie wiele by odbiegała od zasadniczej idei bloga. Wszak przyrządzenie doskonałego pod względem wizualnym i smakowym dania jest też nielada sztuką.
Na zakończenie życzę Ci powodzenia w Twoim szlachetnym dziele - Czesław.

Bogusław pisze...

Dzięki za ocenę. Ale tematy kulinarne doczekały się już wielu świetnych blogów i chyba bym się już tylko powtarzał. Ale befsztyk z polędwicy, mniam, mniam, a zwłaszcza ten sos berneński, to rzeczywiście prawdziwe dzieło sztuki! I przyrządzić to, to dopiero trzeba mieć umiejętności. Napisać o tym łatwo, ale zrobić o wiele trudniej.

Prześlij komentarz

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.