poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Filozofia domowa - Hiobowy los męża...


"Człowiek zrodzony z niewiasty
ma krótkie i bolesne życie,
wyrasta i więdnie jak kwiat,
przemija jak cień chwilowy..."
(z Księgi Hioba, tłum. Władysław Borowski)

Najpierw na wesoło a potem trochę smutno. 

"Modlitwa wieczorna kobiety"

Ojcze nasz, który jesteś w niebie
Mam taką prośbę wielką dziś do Ciebie
Daj mi faceta i ma być On bogaty
Ma mieć Ferrari - za Cash, nie na raty
    Duże mieszkanie, a najlepiej willę
    Ma mnie wciąż słuchać, nie tylko przez chwilę
    Ma mnie zadowalać kiedy mam ochotę
    Śniadanie mi robić - nie tylko w sobotę
Oglądać romanse, biżuterię kupić
W życiu mym nie będzie mógł się nigdy upić
Nie chcę nigdy widzieć jego własnej matki
Ja wydaję kasę - On płaci podatki
    On nie ma kolegów - ja mam koleżanki
    Kont ma mieć on wiele - i okoliczne banki
    Złotych kart bez liku, czeków, co nie miara
    Jak mi to załatwisz - wzrośnie moja wiara

Oj, jaki wręcz Hiobowy jest los tego męża!
Postać Hioba przez wieki inspirowała i wciąż inspiruje poetów. Biblijne fragmenty o Hiobie tłumaczyło wielu  wybitnych autorów, w tym nawet nasz noblista Czesław Miłosz. W języku funkcjonują też sformułowania takie jak „hiobowa wieść” (zła wiadomość, ponura, dramatyczna) czy „przyjaciel Hioba” (fałszywy przyjaciel, zły doradca, obarczający nas winą za wszystko). Zilustruję te słowa pięknym obrazem przedstawiającym Hioba i jego żonę. Jest to obraz Georgesa de la Tour, zatytułowany "Hiob i jego szydząca żona". 
Georges de la Tour - "Hiob i jego szydząca żona", 1625/50, 145x97cm
Obraz jest niesamowity. Wielką rolę pełni na nim światło, które podkreśla wyniszczone ciało Hioba i uzupełnia kontrast między dwoma namalowanymi postaciami. Jeśli znacie historię Hioba, to pewnie wiecie, że zasadniczą myślą tej historii jest to, iż warto być niewinnym, bezgrzesznym i wiernym Bogu, gdyż niewinność nie przynosi co prawda wolności od cierpienia, lecz daje spokój w cierpieniu. Hiob został poddany przez swojego Boga i dodatkowo szatana, straszliwym próbom. Pozbawiony został majątku oraz dziesięciorga dzieci, lecz ten cały czas był wierny Stwórcy. Hiob zachorował nawet na trąd, że już nawet jego żona dziwiła się, iż jej mąż nie złorzeczy Bogu. A on dalej nic. Był ciągle przekonany, że wszystko, co mu się przytrafia jest zgodne z boskim planem. Bóg jednak na końcu ulitował się, a tenże odzyskał w podwójny sposób wszystkie swoje utracone rzeczy. Efektem takiego postępowania było dla niego życie piękniejsze i lepsze od tego, które stracił. 
Ciekawe...
No cóż. Można jednak chyba przyjąć, że w zasadzie Hiob to postać symboliczna, bo nigdy zwykły człowiek nie sprostałby takim sprawdzianom. Nikt ze współczesnych chyba nie postawiłby na szali swojego życia, no chyba, że chodziłoby o inne życie. Ale już na pewno nie ryzykowałby życia swoich dzieci. A Hiob jest przykładem człowieka nie tracącego nigdy honoru i swej wiary. I nie jest łatwo być na jego miejscu. Różni mądrale piszą i filozofują w kontekście przypowieści o Hiobie, że cierpienie pełni bardzo ważną rolę w egzystencji człowieka, ponieważ uczy pokory wobec życia, wrażliwości na los innych, uszlachetnia, pozwala zrozumieć, i takie tam podobne banały. Że tylko osoba cierpiąca wie, co to cierpienie. Ludzie, którzy go doświadczyli, zdają sobie sprawę z tego, jak straszne może ono być, współczują tym, którzy je odczuwają, starają się im jakoś pomóc. To piękne słowa i oczywista oczywistość. Ale ja tylko zapytam się, dlaczego Ci, którzy tak o tym ciągle kłapią językami, sami ani trochę nie chcą tego szlachetnego pokarmu posmakować. A piszę o nich ostatnio nawet dość często. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.