piątek, 22 lipca 2011

Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski - Pierwszy ułan Drugiej Rzeczypospolitej

 "Bo w sercu ułana, gdy je położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń".
"To ja, o siwych włosach mam pana uczyć, jak postępować z kobietami?
 Panie, można zastać kobietę płaczącą, ale zostawić! Nigdy!"
"W dyplomacji można czasem robić świństwa, ale nigdy głupstw. W kawalerii jest odwrotnie."
"Lecz gdyby kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by raz drugi żyć,
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu wojować, kochać się i... pić".
Bolesław Wieniawa-Długoszowski

GENERAŁ BOLESŁAW WIENIAWA-DŁUGOSZOWSKI
były pułkownik
wizytówkę o takiej treści nakazał Wieniawa wydrukować dla przyjaciół po otrzymaniu nominacji generalskiej.

Jak powiedział Władysław Pobóg-Malinowski, „Był to człowiek o głębokiej inteligencji, głębokiej kulturze i prawdziwie rycerskim poczuciem honoru. Jego wartości wewnętrzne ginęły jednak w cieniu nieobliczalnych odruchów i szerokiej, ale bardzo swoistej popularności jaką zdobył sobie nieporównywalnym rozmachem w kawaleryjskim trybie życia”. A dla mnie osobiście, jest On godnym wielkiego podziwu i szacunku człowiekiem, żołnierzem, Polakiem!  Właśnie dzisiaj mija 120 rocznica urodzin Bolesława Ignacego Floriana Wieniawy-Długoszow-skiego (urodzonego w Maksymówce koło Stanisławowa) – generała dywizji Wojska Polskiego, dyplomaty i formalnie przez jeden dzień "następcy prezydenta RP na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju". Jednak najbardziej znany był z tego, że był osobistym adiutantem Marszałka Józefa Piłsudskiego. Popularne jest stwierdzenie, że Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski był ostatnim z wielkich szwoleżerów. Niestety, 1 lipca 1942 r., a więc 69 lat temu, zginął śmiercią samobójczą wyskakując z okna swojego mieszkania w Nowym Jorku. Zgodnie z powszechnie panującą opinią do samobójstwa popchnął go zawód, że został odsunięty od spraw państwowych i wojskowych przez gen. Władysława Sikorskiego, który nie chciał współpracować z wojskowymi i politykami związanymi z Piłsudskim.

Gen. Bolesław Wieniawa Długoszowski był człowiekiem niezwykłym. Przede wszystkim był dzielnym żołnierzem i wielkim patriotą. Urodzony w rodzinie Bolesława herbu Wieniawa i Józefy ze Struszkiewiczów. Był jedną z najbarwniejszych postaci II RP, znanym z umiłowania do kobiet, koni i hucznej zabawy, czym zaskarbiał sobie niecodzienną sympatię jednych, i nie zawsze skrywaną złość innych, zwłaszcza przeciwników obozu Sanacji. Z wykształcenia doktor medycyny - okulista, z duszy i zamiłowania  był artystą -  malarzem, poetą, tłumaczem literatury, zwłaszcza twórczości Baudelaire'a i Conrada, współtwórcą pierwszych polskich komedii filmowych  " Ułani, Ułani...", "Śluby ułańskie", oraz dziennikarzem - redaktorem Dziennika Polskiego w Detroit. Był autorem wielu popularnych powiedzonek, cytowanych potem szeroko w całym kraju. Po ukończeniu studiów medycznych na wydziale lekarskim Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, 
wraz z pierwszą żoną Stefanią Calvas, śpiewaczką operową, wyjechał do Berlina, gdzie przez rok studiował jeszcze na Akademii Sztuk Pięknych, po czym wyjechał do Paryża, gdzie w roku 1911 został jednym ze współzałożycieli Towarzystwa Artystów Polskich. Tamże włączył się w działalność powstającego oddziału Związku Strzeleckiego i spotkał Józefa Piłsudskiego. Biegle posługiwał się 9 językami obcymi. Do równie ważnych cech charakteru należy osobista charyzma i urok generała jak i bardzo rzadko spotykane u polityków poczucie humoru. Obok, po lewej zamieściłem autoportret Wieniawy. (Źródło: M.Urbanek, Wieniawa, Szwoleżer na Pegazie, Wrocław, 2008).
Po wybuchu I wojny światowej, 6 sierpnia 1914 wraz z 1 Kompanią Kadrową wyruszył z krakowskich Oleandrów do Królestwa Polskiego. 9 sierpnia po zarekwirowaniu koni zgłosił się do rtm. Władysława Beliny-Prażmowskiego, który tworzył pierwszy oddział ułanów. Jesienią 1914 roku został dowódcą 1 plutonu w 1 szwadronie, uczestnicząc w walkach w latach 1914–1915, za co otrzymał awans na porucznika, a po wojnie Krzyż Virtuti Militari kl. V. Potem został osobistym adiutantem Józefa Piłsudskiego. W roku 1918 jako członek POW w trakcie przejazdu przez Moskwę do Murmańska został aresztowany przez CzK i osadzony na Łubiance. Później uwolniony w wyniku osobistego wstawiennictwa Leona Berensona (adwokata Feliksa Dzierżyńskiego w procesach w czasach carskich). A finał tej niesamowitej podróży był taki, że Pani Bronisława Berenson po rozstaniu z mężem została potem drugą żoną Wieniawy. Jako adiutant Piłsudskiego brał udział w przygotowaniu wyprawy wileńskiej w 1919 i kampanii kijowskiej w 1920, oraz uczestniczył w bitwie warszawskiej. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej dowodził także jednostkami kawalerii, m.in. pełnił obowiązki szefa sztabu 1 Dywizji Jazdy, za co został odznaczony Krzyżem Walecznych. 
W latach 1930–1932 był dowódcą I Brygady Kawalerii w Warszawie. 10 grudnia 1931 Prezydent RP, Ignacy Mościcki awansował go na generała brygady. W 1932 został dowódcą 2 Dywizji Kawalerii w Warszawie, którą dowodził do 14 maja 1938. 27 maja 1938 Prezydent RP, Ignacy Mościcki awansował go z dniem 1 maja 1938 na generała dywizji. Potem został przeniesiony w stan nieczynny i skierowany do dyplomacji i do 13 czerwca 1940 pełnił funkcję ambasadora RP w Rzymie. Wielką chwałę przynosi mu działalność tuż po wybuchu wojny. Dzięki swoim szerokim znajomościom i przyjaźniom z dyplomatami i politykami włoskimi, umożliwił ucieczkę z internowania w Rumunii kilkunastu tysiącom polskich żołnierzy i przewiezienie ich eszelonami kolejowymi, na koszt państwa włoskiego, do tworzących się we Francji polskich oddziałów wojskowych! A trzeba pamiętać, że Włochy w tym czasie były formalnym sojusznikiem Hitlera! I załatwił to właśnie Wieniawa, a jego kolega, minister spraw zagranicznych Włoch, Ciano postawił tylko jeden warunek - żeby "polscy robotnicy udający się  na wakacje we Francji nie podróżowali w mundurach". Potem jeszcze Pan ambasador - sam i bezinteresownie, ale z wielkim poświęceniem pomagał również ludności cywilnej, a zwłaszcza Polakom żydowskiego pochodzenia wydostać się z okupowanego kraju.
Praktycznie nieznany jest niezwykle ciekawy epizod z pamiętnego dnia 17 września 1939 (a faktycznie to 25 września – bo zarządzenie było antydatowane), kiedy to prezydent Ignacy Mościcki – zgodnie z art. 24 Konstytucji kwietniowej - wyznaczył go "na swego następcę na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju". 
Tu należy się słowo wyjaśnienia, bo historia ta nie jest zbyt dobrze znana, a podręczniki historii wciąż przeskakują w tym miejscu od razu do Raczkiewicza i Sikorskiego. Zgodnie z konstytucją kwietniową, która obowiązywała od 1935 roku, w czasie wojny Prezydent RP miał prawo wskazać swego następcę, bez normalnej procedury wyboru przez grono elektorów. Prezydent Mościcki z tego prawa skorzystał i na następcę, a zatem kolejnego Prezydenta wyznaczył wieloletniego adiutanta marszałka Piłsudskiego, legendarnego Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. I tu dochodzimy do wstydliwego epizodu, jakim był niewątpliwy zamach stanu i obalenie tego legalnego prezydenta przez stronników Sikorskiego i stojący za nimi wywiad francuski. Wieniawa powiadomiony o swojej nominacji opuścił Włochy i udał się pociągiem przez Szwajcarię do Paryża by objąć urząd Prezydenta RP. Zgodnie z art.13 Konstytucji, akt nominacyjny zyskuje ważność nie w chwili podpisania (w tym przypadku byłoby dwóch legalnych prezydentów), ale w momencie ogłoszenia go w "Monitorze Polskim" - ówczesnym Dzienniku Ustaw. Kiedy Wieniawa przybył do stolicy Francji, w drukarni p. Bystrzanowskiego przy ulicy Faubourg Poissoniere, rozpoczęto druk "Monitora Polskiego" Nr.1 z aktem mianującym Wieniawę-Długoszowskiego na Prezydenta RP. Jednak nie zdążono! Policja otoczyła drukarnię i zarekwirowała cały nakład. Tak więc, ze względu na sprzeciw, chorobliwie nienawidzącego piłsudczyków i chorego z żądzy władzy gen. Sikorskiego, który wyjątkowo wstrętnie pomówił Wieniawę wobec Francuzów m. in. o alkoholizm, nastąpił sprzeciw rządów Francji i Wielkiej Brytanii wobec jego nominacji. W efekcie tej intrygi, Wieniawa zrzekł się następstwa na urzędzie Prezydenta RP. Co ciekawe, decyzja o wyznaczeniu następcy została odwołana również tego samego dnia 17 września 1939 (a faktycznie nastąpiła 26 września – to zarządzenie było również antydatowane). Inny kompromitujący fakt to, że gen. Sikorski, w celu ukrycia tej intrygi, z pieniędzy publicznych, kazał wykupić cały nakład wydrukowanego już specjalnego wydania "Monitora Polskiego", w którym ogłoszona została decyzja o wyznaczeniu Wieniawy na Prezydenta RP.  Później, po klęsce Francji w 1940 roku, Wieniawa udał się do Portugalii, a następnie wyjechał do USA. W 1942 roku, po otrzymaniu nominacji na stanowisko ambasadora na Kubie, w dniu 1 lipca 1942 roku popełnił samobójstwo, wyskakując z tarasu na piątym piętrze domu, w którym mieszkał w Nowym Jorku przy ulicy Riverside Drive 3. 
Generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski był kawalerem Legii Honorowej. Wśród polskich orderów i odznaczeń posiadał m.in. Krzyż Niepodległości z Mieczami. W 1936 został odznaczony Złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury za zasługi dla dobra literatury.
Jego burzliwe i piękne życie to jedna wielka legenda! Międzywojenna Warszawa lubowała się w anegdotach o Wieniawie. Uwiedzionych kobiet, pojedynków jakie musiał toczyć z ich mężami i alkoholu jaki wypił nikt nie był wstanie zliczyć. Jak sam przyznał w krótkim wierszyku swojego autorstwa: „Przez całe życie ta miłość  mnie goni. Do pięknych kobiet, koniaku i koni.
Hulaszczy tryb życia nie raz sprowadzał na Wieniawę kłopoty nie tylko w postaci pojedynków z mężami, którym doprawiał przysłowiowe „rogi”, ale także z powodu niezadowolenia Marszałka, który miał do Wieniawy słabość i przez palce patrzył na jego wybryki co nie oznacza, że był z tego powodu zadowolony. Znana jest historia, jak Wieniawa spóźnił się na uroczystości pogrzebowe króla Jugosławii Aleksandra w 1934 r. gdzie miał reprezentować Polskę. Gdy wrócił do kraju został wezwany do raportu u Piłsudskiego. Zamiast w mundurze stawił się przed obliczem Marszałka w smokingu co jeszcze bardziej zdenerwowało Komendanta, który zażądał od Wieniawy wyjaśnień najpierw w sprawie jego stroju. Ten miał wówczas odpowiedzieć: „Komendancie, melduję posłusznie, iż wiem, żem ciężko przewinił i powinienem dostać po pysku. A ponieważ bardzo szanuję swój mundur, przybyłem jako cywil. Polski generał nie może dostać po mordzie w mundurze!”. W obliczu takiej odpowiedzi serce Marszałka zmiękło, a jego ulubieńcowi znów się upiekło. Trzeba wiedzieć, że Wieniawa traktował Marszałka jak ojca. Czuwał przy nim i był obecny w chwili jego śmierci. Upoważniony został przez prezydenta Mościckiego do zorganizowania uroczystości pogrzebowych na Wawelu, którymi osobiście kierował.
Kajetan Stefanowicz, Portret Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego z autografemAkwarela, 1915r., Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu.

A na koniec przytoczę jeszcze "testament" wielkiego ułana. Jest to przepiękny wiersz generała p.t. "Ułańska Jesień", który wspaniale oddaje jego duszę i charakter. 
Przeżyłem moją wiosnę szumnie i bogato
Dla własnej przyjemności, a durniom na złość,
W skwarze pocałunków ubiegło mi lato
I szczerze powiedziawszy - mam wszystkiego dość...
   Ustrojona w purpurę, bogata od złota
   Nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras,
   Jak pod szminką i pudrem starsza już kokota,
   Na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.
A przeto jestem gotów, kiedy chłodną nocą
Zapuka do mych okien zwiędły klonu liść,
Nie zapytam o nic, dlaczego i po co,
Lecz zrozumiem, że mówi: "no, czas bracie iść".
   Nie żałuję niczego, odejdę spokojnie,
   Bom z drogi mych przeznaczeń nie schodząc na cal
   Żył z wojną jak z kochanką, z kochankami - w wojnie
   A przeto i miłości nie będzie mi żal...
Bo miłość jest jak karczma w niedostępnym borze,
Do której dawno nie zachodził nikt,
Gdzie wędrowiec wygodne znajdzie czasem łoże,
Ale - własny ze sobą musi przynieść wikt.
   A śmierci się nie boję - bo mi śmierć nie dziwna
   Nie siałem na nią Bogu nigdy nudnych skarg
   Więc kiedy z śmieszną kosą stanie przy mnie sztywna
   W dwu słowach zakończymy nasz ostatni targ.
W takt skocznej kul muzyki, jak w tańcu pod rękę
Włóczyłem się ze śmiercią całkiem, za pan brat"
Zdrową głowę wsadzałem jej czasem w paszczękę,
Jak pogromca tygrysom, którym wolę skradł.
   A potem mnie wysoko złożą na lawecie
   Za trumną stanie biedny sierota mój koń
   I wy mnie szwoleżerzy do grobu zniesiecie
   A piechota w paradzie sprezentuje broń.
Do karnego raportu przed niebieskie sądy
Duch mój galopem z lewej, duchem będzie rwał,
Jak w steeplu przez eteru przeźroczyste prądy
Biorąc w tempie przeszkody z planetarnych ciał.
   Ja wiem, że mi tam w niebie z karku łba nie zedrą,
   Trochę się na mój widok skrzywi Święty Duch,
   Lecz się tam za mną wstawią Olbromski i Cedro,
   Bom był jak prawy ułan: lampart, ale zuch.
Może mnie wreszcie wsadzą w czyśćcu na odwachu
By aresztem... o wodzie spłacić grzechów kwit,
Ale myślę, że wszystko skończy się na strachu
A stchórzyć raz - przed Bogiem - to przecie nie wstyd.
   Lecz gdyby mi kazały wyroki ponure
   Na ziemi się meldować, by drugi raz żyć
   Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
   Po dawnemu... wojować... kochać się... i pić.

No cóż. "Pierwszy ułan II Rzeczypospolitej", pełniący funkcje adiutanta Józefa Piłsudskiego był jedną z najbardziej znanych i lubianych postaci przedwojennej Polski - szkoda, że dziś popadł w smutne i  krzywdzące zapomnienie. 

Źródła: Wikipedia; Mariusz Urbanek, "Wieniawa. Szwoleżer na pegazie"; Jacek M. Majchrowski, "Ulubieniec Cezara. Bolesław Wieniawa-Długoszowski".

14 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jutro idę szukac grobu gen.Wieniawy -Dlugoszowskiego na cmentarzu Rakowickim

Anonimowy pisze...

Łatwo znajdziesz, leży wsród swoich Legionistów. Dziś przy Jego grobie pełniono straż. Piękna chwila

Bogusław pisze...

Bardzo Wam tego zazdroszczę. Też chciałbym przy nim zapalić znicz...

Anonimowy pisze...

Mieszkam w Krakowie i często jestem na grobie tego wielkiego Polaka, ukochany Żołnierz, Wzór prawości i honoru

Anonimowy pisze...

Drogi Bogusławie pozwolę sobie w Twoim imieniu zapalić znicz na grobie tego wielkiego Polaka, Patrioty, który tak ukochał swoja Ojczyznę. Jestem często na Cmentarzu Rakowickim i odwiedzam ten Grób. Serdecznie Cie pozdrawiam Ania

Bogusław pisze...

Droga Anno. Bardzo Ci dziękuję za ten gest. Żal, że nie mogę tego uczynić osobiście, dlatego szczególnie będę Tobie wdzięczny. Szkoda, że nie możemy się bliżej poznać... Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Miły Bogusławie na pewno miło byłoby Cie poznać ale nie trzeba znać się osobiście aby zapałać do drugiej Osoby szczerą sympatią. Słowa danego Ci dotrzymam, podejrzewam, że nie jeden raz. Mój Dziadek był oficerem ck, następnie w Sztabie Generalnym przy DOKP na Placu Matejki w Krakowie. Jego bracia również byli oficerami i honor cenię sobie nade wszystko jak Oni, jak Wieniawa Długoszowski. Duży piękny znicz będzie od Ciebie i to "przekażę" naszemu ulubionemu Szwoleżerowi. Załączam serdeczności Ania

Anonimowy pisze...

Ja gdy bywam w Krakowie lubię odwiedzić zmarłych na zacnym cmentarzu Rakowickim.Jakaś siła mnie ciągnie by pomodlić się przy grobach poległych w wojnie z bolszewikami,i odwiedzać tych którzy tam spoczywają.O Wieniawie dowiedziałem się nie dawno i obiecuje sobie że jak tylko będę w Krakowie pokłonie się Temu zacnemu Ułanowi.Andrzej- Irlandia,Polska

Anonimowy pisze...

Bolesław Wieniawa Długoszowski - wielki Polak, Patriota, piękna Osobowość, Człowiek honoru i autentycznej ambicji, Żołnierz i przepiękny Mężczyzna - przepiękny w swojej postawie i oddaniu ukochanej Ojczyźnie. Dziękuję Ani, Bogusławowi, Andrzejowi i wszystkim innym za ciepłe o Nim słowa

Anonimowy pisze...

Piekne zdjecia! Czytalam wlasnie w 2003 roku jego poezje, i bardzo mi sie spodobalo. W ksiazce tez byly zdjecia obrazkow ktore malowal... Czy jego rodzina zorganizowala moze kiedys wystawe o nim, o jego wierszach, o jego zyciu?

Anonimowy pisze...

za ułańską fantazję, rycerski honor, żołnierską odwagę, cnotę prawości, oddanie Ojczyźnie, i zwykłą uczciwość i ode mnie zapłonie na grobie gen. Wieniawy znicz. wszystkim wielbicielom polecam poświęconą Generałowi książkę Romualda Romańskiego (wyd. Bellona , 2o11). Cześć jego pamięci. anna ksz

Anonimowy pisze...

Również zapalę znicz.Myślę,że mój pradziadek rotmistrz Kajetan Soplica Stefanowicz (Ułan I Pułku Szwoleżerów,artysta malarz - portret Wieniawy-Długoszowskiego) chciałby tego.

Bogusław pisze...

Gratuluję tak znakomitego przodka. Też uważam, że pradziad będzie zadowolony. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Wieniawa - wspaniała, kolorowa postać i wielki PATRIOTA. Gdy dotrę kiedyś do Krakowa, udam się na jego grób, by złożyć Mu ukłon.

Prześlij komentarz

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie