piątek, 23 września 2011

Rozważania na temat malarstwa - Nienawidzę polskiej historii, za to Polskę kocham!

Przeczytałem niedawno artykuł pod tytułem "Śmierć przy ołtarzu". Jest to tytuł dość interesującego opisu, autorstwa Leszka Śliwy z Gościa Niedzielnego, nr 18/2009, w którym przedstawiono interpretację obrazu Jana Matejki, „Zabójstwo św. Stanisława”. Obraz ten aktualnie można zobaczyć w Muzeum Pomorza Środkowego, w Słupsku. Zainteresowałem się tym obrazem a zwłaszcza historią jaka się za nim kryje. A jest to wyjątkowo kontrowersyjna i niesamowicie ciekawa historia z dziejów Polski. Ale na początek zapoznajmy się z aktualną, zbliżoną do oficjalnej, kościelnej, wersji tego wydarzenia, jaką przedstawia nam autor w/w artykułu omawiając dzieło mistrza Matejki.
Jan Matejko, „Zabójstwo św. Stanisława” olej na desce, szkic, z 1892 roku
"Od tych dramatycznych wydarzeń minęło już 930 lat. Biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa napominał króla Bolesława, zwanego Szczodrym bądź Śmiałym, wytykając mu niewłaściwe, zbyt okrutne postępowanie wobec poddanych. Rozwścieczony monarcha kazał go zamordować. Bolesław wkrótce po tej zbrodni został pozbawiony tronu przez poddanych i zmarł na wygnaniu. A Stanisława w 1253 roku kanonizowano. Jan Matejko namalował scenę śmierci biskupa zgodnie z hagiograficzną tradycją. Mówi ona, że Bolesław osobiście zabił Stanisława i to w chwili, kiedy ten sprawował Mszę św. w krakowskim kościele na Skałce. Widzimy moment, kiedy tragedia już nastąpiła. Martwy biskup leży na stopniach prowadzących do ołtarza, przy jego głowie widać krew. Ciało świętego obrócone jest przodem do ołtarza, a tyłem do nawy, tak jak dawniej odprawiało się Mszę. W ręce biskupa widać zarys kielicha. Artysta sugeruje więc, że śmiertelny cios dosięgnął hierarchę w chwili, gdy odbywało się przeistoczenie wina w Krew Pańską. Czyni to ofiarę poniesioną przez biskupa jeszcze bardziej symboliczną. Król właśnie chowa miecz do pochwy. Nie ma więc wątpliwości, że to on zadał decydujący cios. Kronikarz Wincenty Kadłubek, opisując tragedię, starał się 
uzasadnić osobisty udział króla w zbrodni nieskutecznością działań jego sług. „Ilekroć okrutni służalcy próbują rzucić się na niego, tylekroć skruszeni, tylekroć na ziemię powaleni łagodnieją” – pisał. Do zwłok św. Stanisława zbliża się człowiek z toporem, by je poćwiartować. W kronice Galla Anonima jest bowiem wzmianka, że biskup został skazany na „obcięcie członków”. Według starej legendy, ciało świętego zrosło się potem w sposób cudowny. Miało to symbolizować los Polski, która po okresie rozbicia dzielnicowego zjednoczyła się z powrotem". 
Jan Matejko, Król Bolesław II Szczodry (Śmiały)
Lata życia ok. 1042 - ok. 1082. Lata panowania 1058 - 1079. Syn Kazimierza Odnowiciela.

I tyle i aż tyle. Ale jak się temu dokładniej przyjrzeć, to niestety trąci to kruchtą na kilometr. Bo gdzie jest prawda historyczna? Hmmm. A cóż ona jest dzisiaj w Polsce warta, powiedzieliby niektórzy. Bo czasami można odnieść wrażenie, że liczy się niestety tylko prawda polityczna! Ciemny lud to kupił, i wystarczy; że zacytuję pewnego prawicowego "europolitykiera" z Gdańska. Nie mogę pojąć, dlaczego przyjmuje się u nas ... na tzw. wiarę, tak wiele kłamstw i bzdur dotyczących naszej przeszłości i historii. A przecież dotyczy to naszych przodków, z którymi być może łączy nas nawet pewne pokrewieństwo. Czy nam to wcale nie przeszkadza, że ktoś inny pisze o nas historię. Przecież tak bardzo jesteśmy wrażliwi, gdy próbowali to niejednokrotnie już zrobić za nas nasi sąsiedzi z obu stron granicy, tłumacząc wszem i wobec, że najechali na Polskę ... ale w samoobronie lub obronie nie swego. Jakie to smutne, że u nas w Polsce, pewni obywatele noszący taki sam paszport co i my, dalej bredzą androny o rzekomym bohaterstwie i świętości tego złego klechy i wmawiają nam załgany i dawno już wyjaśniony wątek śmierci tego zdrajcy w sutannie. Przypomnijmy sobie zatem kilka faktów. Bynajmniej, nie domysłów lub bajek opowiadanych przez innego biskupa i bajkopisarza, niejakiego Wincentego Kadłubka, zresztą jego bezpośredniego następcy na biskupstwie krakowskim. A są one dość okrutne dla mitu Św. Stanisława. Zrobiłem sobie małą kwerendę po różnych źródłach historycznych i rzeczywiście może się od tego głowa rozboleć. Bardzo obrazowo przedstawił to na przykład W.Łysiak w swoich "Wyspach Bezludnych", że Św. Stanisław ze Szczepanowa zniszczył, po pierwsze: innego świętego, Najwyższego Pasterza i głównego obrońcę Kościoła — Grzegorza VII, wielkiego reformatora kościoła, który wprowadził m.in. celibat i ukrócił rozpasanie i rozwiązłość kleru (czyż nie jest to zdrada Judaszowa?), po drugie: niepodległość Polski, która z największego mocarstwa środkowo-wschodniej Europy przekształciła się bezzwłocznie w jedno z najsłabszych księstw, po trzecie: niepodległość polskiego Kościoła (po wygnaniu króla Bolesława Śmiałego, wbrew jego planom, w metropolii gnieźnieńskiej i w innych diecezjach zasiedli naznaczeni przez cesarza biskupi niemieccy). Jeszcze bardziej dosadna i oczywista ocena tego intryganta Stanisława jest taka, że. Ten biskup-renegat był zdrajcą, łotrem i kanalią jakich nie ma na świecie. Zwąchał się z najważniejszym przywódcą królewskiej opozycji, bratem króla Bolesława II Szczodrego (Śmiałego), księciem mazowieckim Hermanem (poniżej na obrazie), zresztą, po wygnaniu króla, późniejszym władcą Polski (Władysławem I Hermanem), silnie wspieranym przez Cesarza Niemiec Henryka IV, pragnącego osłabienia niezależności polskiego władcy. 
Właśnie ten łotr w sutannie, zdradził króla Bolesława i sprowadził nam na kark Niemców. W efekcie, straciliśmy koronę aż na 240 lat (do Łokietka), utraciliśmy na zawsze nasze leżące na zachód od Nysy ziemie (w tym m.in. Ziemię Łużycką czyli ponad pół NRD). Tłem, a w zasadzie podłożem tej afery, był trwający w Europie zachodniej w tym czasie ostry spór o inwestyturę, tj. konflikt pomiędzy papieżem reformatorem Grzegorzem VII i Cesarzem Henrykiem IV o dominującą rolę w Europie. W sporze tym Polska, wraz z Węgrami i Hiszpanią, opowiedziała się za papieżem. Celem takiej polityki Bolesława było z jednej strony osłabienie niechętnego nam cesarza, z drugiej zaś uzyskanie korony królewskiej. Cel ten został osiągnięty w Boże Narodzenie (25 grudnia) 1076 roku, gdy arcybiskup gnieźnieński Bogumił w obecności legatów papieskich koronował Bolesława w katedrze gnieźnieńskiej na króla Polski. A tak na marginesie, jednak w marcu 1084 roku ekskomunikowany wcześniej przez Grzegorza VII, Cesarz Henryk IV zajął w końcu Rzym i nominował własnego antypapieża Klemensa (1084-1101), przepędzając prawowitego papieża Grzegorza VII. Takie to były czasy! Pamiętajmy też, że ten klecha Stanisław, miał jeszcze żonę i kilkanaścioro dzieci, mimo obowiązującego i usankcjonowanego jako jedyna forma życia duchownego od 1074 roku, celibatu! I co najbardziej w tym wszystkim jest niezwykłe, to okoliczność, że kler doskonale znając historię i przeszłość tej persony, ani myśli zmienić patrona! A w jednym z wywiadów prasowych Józef Glemp przyznał, że wie kim był Stanisław ze Szczepanowa, ale uznanie go świętym w tamtym czasie podniosło rangę Polski… Sic! A utraciliśmy i tereny i koronę. Czy rzeczywiście podniosło to naszą rangę!? No to wyjaśniajmy to jeszcze dalej! Pan biskup Stanisław nie został jednak bestialsko zamordowany w kościele św. Michała na Skałce jak wciska nam kler, lecz osądzony i skazany w miejscu odbywania sądów królewskich, "sądzie na pagórku przy kościele św. Michała" na Wawelu. Jak skazaniec został również pogrzebany, ale pod gołym niebem. Później, jego sponsor, książę Herman miast koronacji dokonał translacji, czyli uroczystego pochówku kompana, połączonego z przeniesieniem zwłok do kościoła katedralnego. Zaznaczmy więc wyraźnie: Bolesław Śmiały nie zarżnął św. Stanisława na stopniach ołtarza. W rzeczywistości biskup krakowski, potępiony wcześniej przez polską hierarchię kościelną (Sąd Arcybiskupi!!!), zginął jako zdrajca, a wyrok na nim wykonali ludzie Bolesława. A co mówią poważne źródła historyczne? W 1824 r. ukazuje się po raz pierwszy autentyczne brzmienie fragmentu kroniki Galla Anonima mówiące o zdradzie biskupa, opublikowane przez Jana Wincentego Bandtkiego (z rękopisu Czartoryskich). Do tej pory w to miejsce wstawiano ...fragment kroniki biskupa Kadłubka, który zamiast prawdy wplątał współczesny jemu przypadek arcybiskupa angielskiego Tomasza Becketa. Ów arcybiskup Cantenbury został również osądzony przez sąd królewski za zdradę, a następnie zamordowany przez siepaczy króla, rzeczywiście u stopni ołtarza w czasie odprawiania mszy świętej 29 grudnia 1170 r. Następnie prawdę o biskupie opisują: Joachim Lelewel, Aleksander Skorski (1873), Franciszek Stefczyk (1885) oraz M. Gumplowicz (1898). Prawdziwym jednak przełomem okazała się praca Tadeusza Wojciechowskiego z roku 1904, pt. "Szkice historyczne XI wieku". Ale najciekawszy jest przemilczany u nas fakt, że w 1920 r. pierwszy rząd polski po odzyskaniu niepodległości i po uchwaleniu tego przez Sejm zwrócił się do Rzymu z żądaniem o anulowanie w dniu 8 maja święta Stanisława Szczepanowskiego, skreślenia go z kalendarza z listy świętych i o zaprzestanie głoszenia jego kultu, podając oczywiście stosowne motywy. A Papież bez żadnego oporu na to przystał!!! [W.Łysiak; Wyspy bezludne]. Mocne. Nieprawdaż! Jednak, niestety jak to w Polsce zwykle bywa, a ciemny naród to i tak kupił, kościół wbrew wszystkiemu i po swojemu rządzi dalej! M.in. za sprawą biskupa/kardynała Sapiehy, który wprowadził na nowo kult tego świętego. Jak podaje Łysiak, Kobiety w Krakowskiem po dziś dzień czerpią 8 maja wodę z sadzawki na Skałce (rzekome miejsce śmierci świętego), wierząc, iż tego dnia posiada ona cudowną moc leczenia oczu a kilkaset świątyń w Polsce otrzymało imię Stanisława. Szkoda, że Kościół do dzisiaj nie potrafił przyznać się do tego błędu, mimo przytłaczających dowodów. Żal, że Kościół żyje wyłącznie przeszłością. I myślę, że w obecnych czasach jednak na tym w ostateczności dużo przegra. A może jednak ... nie jest mi szkoda? Może prawda wreszcie zwycięży? Bo nie może normalny być Naród, którego patronem dalej jest ZDRAJCA a jego szczątki hańbią Nekropolię Narodową na Wawelu!!!
Źródła: "Mit św. Stanisława", Mariusz Agnosiewicz, www.racjonalista.pl; historycy.org; "Śmierć przy ołtarzu", Leszek Śliwa, Gość Niedzielny 18/2009; "Uzależnienie Polski od papiestwa a kanonizacja św. Stanisława" — Marian Witold Łodyński, Universitas, Kraków 1995; "Wyspy Bezludne", Waldemar Łysiak, 1987r. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Blog o sztuce i takich tam innych rzeczach.
dawniej UTW w Stargardzie

...

Wszystkie treści zamieszczone na tym blogu wolno kopiować, powielać, cytować, rozpowszechniać, czytać, rozmyślać nad nimi, krytykować czy wyśmiewać, ale oczywiście z podaniem, przynajmniej tak dla przyzwoitości, ich źródła. Dziękuję.